5 reprezentacji, którym możemy kibicować na tegorocznym mundialu po braku awansu reprezentacji Polski
Mistrzostwa Świata 2026 są pierwszym od 12 lat dużym turniejem, na którym zabraknie reprezentacji Polski. Poza politycznymi trudnościami krążącymi nad amerykańską imprezą absencja biało-czerwonych może być kolejnym powodem mniejszego zainteresowania rozgrywkami nad Wisłą. Dla tych, którzy mają jednak w planach zarywanie nocek dla meczów o koronę reprezentacyjnej piłki i szukają drużynowych sympatii, przychodzimy z pomocą.
Czechy

Tadeáš Bednarz, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons

Pražský hrad, Kjell Jøran Hansen, Licencja: CC BY NC SA 2.0
Dla reprezentacji naszych południowych sąsiadów będzie to pierwszy mundial od 2006 roku. Czechy, w legendarnym składzie z Nedvedem, Rosickym, Kollerem czy Jankulovskim, zakończyli wówczas rozgrywki już w fazie grupowej. Nie powtórzyli tym samym sukcesu z rozgrywanych dwa lata wcześniej Mistrzostw Europy (półfinał). Do USA jadą po przepchniętych w dwóch seriach jedenastek barażach z Irlandią i regularnie postrzeganą jako czarnego konia Danią. Sukces „Lwów” wydaje się mało spektakularny – zgodnie z przewidywaniami zajęli drugie miejsce w słabej grupie eliminacyjnej, korzystając z graczy raczej spoza piłkarskiego mainstreamu. Nie stanowi to jednak słabości drużyny, a wręcz przeciwnie, pozwala na idealne zbalansowanie składu. Patrik Schick (Leverkusen) czy Tomas Soucek (West Ham) są tu równie ważnymi ogniwami jak „wojownicy” z lokalnej ligi.
A liga ta jest naprawdę mocna. Stołeczne Slavia i Sparta regularnie potrafią przecież grać jak równy z równym z dużo mocniejszymi rywalami w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Udaje im się także zachowywać na dłużej w klubie najważniejszych piłkarzy, przez co powstrzymują się od częstych, ryzykownych rewolucji kadrowych. W składzie Czechów na mundial znajduje się aż 17 piłkarzy z rodzimych rozgrywek, co stanowi szósty najlepszy wynik na turnieju (nie licząc krajów z lig TOP 5 i arabskich ustępują jedynie RPA). Można spodziewać się więc po nich twardej, zaciętej gry i walki do końca. Ich grupa wygląda na niezwykle wyrównaną, co daje nadzieję na to, że zajdą na tegorocznych Mistrzostwach dużo dalej niż przypuszcza się przed turniejem.
Bośnia i Hercegowina
![]()
I am from Bosnia, take me to America – brzmią pierwsze słowa piosenki znanego Bośniakom i woodstockowiczom zespołu Dubioza Kolektiv. Utwór stał się małym wiralem w piłkarskim świecie po sensacyjnym wyeliminowaniu Włoch w finale europejskich baraży. To właśnie „Żółto-Niebiescy”, grając na obskurnym stadionie gdzieś pomiędzy blokowiskami w Zenicy, pogrzebali ostatecznie szansę Italii na odwrócenie niechlubnej passy braku awansu od 2014 roku. Na Bałkanach zapanowała euforia – jest do dla nich dopiero drugi w historii wielki turniej po zupełnie nieudanych Mistrzostwach w Brazylii. Tym razem jednak losowanie jest dla nich zdecydowanie korzystniejsze – Kanada, Szwajcaria i Katar to drużyny niebezpieczne, chociaż bez wątpienia możliwe do ogrania.
Największą gwiazdą i liderem całej drużyny jest 40-letni Edin Dzeko, który dopiero co wywalczył awans do Bundesligi z Schalke. Legendarny napastnik starzeje się jak wino i strzela jak na zawołanie zarówno w klubie, jak i reprezentacji. Asystować będą mu supertalent Kerim Alajbegovic z Salzburga, bośniacki odpowiednik Oskara Pietuszewskiego, oraz Esmir Bajraktarevic. Spokój w defensywie mają natomiast zapewnić Tarik Muharemovic i doświadczony Sead Kolasinac. Polski akcent w kadrze stanowi napastnik Samed Bazdar, który spędził ostatnie pół roku na wypożyczeniu w Jagielloni Białystok. Ekstraklasy nie podbił, ale powiększył wąskie grono zagranicznych mundialowiczów z polskiej ligi. Nie ma żadnej pewności, że drużyna odniesie sukces, choć z taką ekipą emocji z pewnością nie zabraknie.
Republika Zielonego Przylądka
Malutki archipelag położony przy północnozachodnim wybrzeżu Afryki dotychczas nie kojarzył się z piłką nożną. Był on głównie znany miłośnikom egzotycznych destynacji wakacyjnych oraz geograficznym świrom, brakowało tam jednak poważnej ligi piłkarskiej i reprezentacji. Spora jest natomiast na całym świecie społeczność kabowerdeńskich imigrantów, którym łatwo było dostać się do zachodniego świata dzięki silnym związkom państwa z Portugalią. Z takich zawodników zlepiono też w 2013 roku kadrę na Puchar Narodów Afryki, na którym reprezentacja Republiki sensacyjnie dotarła do ćwierćfinału. Był to pierwszy w historii większy sukces tej nacji w międzynarodowych rozgrywkach. Potem bywało różnie – kraj powtórzył wynik w 2023 roku na szalonym turnieju na Wybrzeżu Kości Słoniowej, ale na ostatni PNA nie udało się uzyskać nawet kwalifikacji. Tym bardziej sensacyjny jest w tym kontekście awans na mundial i wyprzedzenie w grupie faworyzowanego Kamerunu. Forma zdecydowanie robiła wrażenie – wyspiarze nie przegrali żadnego spotkania, poza wyjazdowym z „Nieposkromionymi Lwami”, a napastnik – Dailon Livramento – został najlepszym strzelcem grupy.

Kadra Republiki Zielonego Przylądka jest mieszanką piłkarzy prezentujących bardzo solidny poziom z Europy i lokalnych legend, które od kilku lat „odmrażają” swoją formę podczas zgrupowań reprezentacji. Najbardziej znanymi obecnie graczami są Logan Costa, obrońca bardzo mocnego w tym sezonie Villarrealu, oraz Wagner Pina, tuż po świetnym sezonie w Trabzonsporze. Równie ważnymi postaciami w składzie Kabowerdeńczyków są jednak piłkarze pamiętający pierwsze triumfy reprezentacji – Vozinha, Stopira, Ryan Mendes czy Garry Rodrigues. Mimo to w starciach z Hiszpanią, Urugwajem i Arabią Saudyjską będzie im prawdopodobnie bardzo ciężko. Sam awans był już niesamowitym sukcesem, a wszystko ponad to zostanie potraktowane w kraju jako absolutnie historyczne osiągnięcie.
Uzbekistan
Podobnie jak inne byłe Republiki Radzieckie, Uzbekistan największe sportowe sukcesy odnosi w sportach walki (głównie zapasach) i szachach. Półtora roku temu do świadomości kibiców z całego świata dołączyła jednak jeszcze jedna dyscyplina. Dokładnie wtedy ogłoszony został bowiem transfer Abdukodira Chusanowa do Manchesteru City. Obrońca zaliczył niesamowity progres, przechodząc w dwa lata drogę z białoruskiego średniaka do Ligi Mistrzów, pod skrzydła samego Pepa Guardioli. Dziś postrzegany jest on jako jeden z największych talentów defensywnych w całej Premier League i gra regularnie w drużynie Wicemistrzów Anglii. Sukces Chusanowa nie jest jednak przypadkiem – państwo od pewnego czasu nie powinno kojarzyć się już z graczami pokroju Jasura Jakszibojewa z Legii, a kolejnymi talentami przebijającymi się powoli na szczyty europejskiej piłki.

Olympic.uz, CC BY-SA 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0>, via Wikimedia Commons
Pewien przedsmak wielkiego turnieju reprezentacja poznała na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Mimo obecności kilku gwiazd obecnej reprezentacji (w tym Chusanowa), o turnieju drużyna raczej wolałaby zapomnieć. Po zaciętym boju z Hiszpanią (przegrana 1-2) przyszły rozczarowujące mecze – porażka z Egiptem i remis z Dominikaną, przez które Uzbekistan zakończył swoją przygodę już na fazie grupowej. Forma i szerokość kadry wyglądają jednak tym razem zupełnie inaczej. Śmiertelne zagrożenie pod bramką przeciwników może stanowić Eldor Szomurodow, który w ubiegłym sezonie zdobył w Lidze Tureckiej 22 gole zgarniając koronę króla strzelców. W swoim klubie, Basaksehirze, gra on z kadrowym kolegą – młodym Abbosbekiem Fajzulajewem. Prawdziwą legendą azjatyckiej piłki klubowej jest za to Igor Siergiejew, obecnie podobnie jak kilku innych piłkarzy błyszczącego w Lidze Irańskiej. Skład dopełniają gracze z lokalnych rozgrywek, niedocenianych często w Europie. A uzbeckie kluby od dawna grają regularnie w Azjatyckiej Lidze Mistrzów i zdarza im się regularnie pokonywać w niej bogatsze kluby z Kataru czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W Bunyodkorze, jednym z najbardziej zasłużonych zespołów w kraju, grał swego czasu nawet sam Rivaldo. Trenerem Uzbeków jest natomiast inny legendarny gracz – Fabio Cannavaro, swego czasu przymierzany do roli selekcjonera Polski. Prezes Cezary Kulesza postawił wtedy na Czesława Michniewicza, a resztę historii znamy.
Haiti
Jedyny zespół na Mundialu z flagą Polski na koszulce!
No prawie. Wiralowe doniesienia o uczczeniu polskich bojowników z czasów rewolucji haitańskiej okazały się pewną przesadą, a biały kolor na fladze okazał się błękitem barw Haiti, kontrastującym z ciemniejszym, kobaltowym odcieniem trykotu. Hołdowane wydarzenie jednak jest faktem, a więc śmiało możemy określić tę kadrę najbardziej „naszą” spośród wszystkich występujących na mundialu.

W eliminacjach Haiti skorzystało z banalnej ścieżki kwalifikacyjnej w strefie Północnoamerykańskiej, osłabionej brakiem gospodarzy – USA, Meksyku i Kanady. Mimo porażki z Curacao 1-5 w pierwszej rundzie, w drugiej udało im się pokonać słabnącą Kostarykę i Honduras z Luisem Palmą, co dało im pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans. Siła zespołu będzie rzecz jasna zależeć od piłkarzy z Premier League – Wilsona Isidora i Jean-Ricnera Bellegarde’a. Warto zwrócić uwagę także na Woodensky’ego Pierre’a – jedyny piłkarz na turnieju z Ligi Haitańskiej ma bardzo kojarzące się z językiem polskim imię. O jakiekolwiek punkty w starciach z Brazylią, Szkocją i Maroko będzie im bardzo trudno, ale przynajmniej – w przeciwieństwie do „Biało-Czerwonych” – na mundial pojechali.
tekst: Łukasz Borkusz
red. Dominika Kubat