26. Festiwal Filmowy Tauron Nowe Horyzonty- relacja na żywo

26. Festiwal Filmowy Tauron Nowe Horyzonty- relacja na żywo
26. Festiwal Filmowy Tauron Nowe Horyzonty trwa w najlepsze! Nasze redaktorki i redaktorzy na bieżąco relacjonują dla was wydarzenie dzieląc się swoimi wrażeniami.

Daleko od brzegu, reż. Lance Hammer

Brytyjska produkcja, ponownie osadzona w rodzinnym klimacie, tym razem skupiająca się na trzech pokoleniach, których życie kręci się wokół starszej matki cierpiącej na demencję. Lance Hammer prowadzi narrację na dwóch frontach. Z jednej strony obserwujemy starszą kobietę i jej córkę, która desperacko próbuje się nią zaopiekować i uchronić przed ojczymem. W jej przekonaniu mężczyzna nie rozumie potrzeb ani stanu zdrowia żony. Z drugiej strony jest to historia coming of age najmłodszej córki, która dopiero poznaje siebie i swoją seksualność. Tworzy to ciekawą klamrę kompozycyjną z historią babci, również opartą na seksualności, choć przedstawioną z perspektywy osób starszych. Na szczególne uznanie zasługują Anna Calder-Marshall w roli chorej matki oraz Florence Hunt jako wnuczka. Calder-Marshall tworzy niezwykle przekonujący portret osoby zmagającej się z demencją, budząc przy tym ogromne współczucie. Z kolei Florence Hunt unika przerysowania, zamiast karykatury dorastania z obowiązkowymi scenami nagrywania TikToków (choć jedna z nich rozczuliła całą salę). Film prezentuje autentyczny portret młodzieńczej niewinności i ciekawości.  Z uwagi na jego format część wątków nie została rozwiązana, lecz pomimo tego uważam że jest to naprawdę dobra pozycja warta uwagi.

Barbara Winkel

Filmem Lanca Hammera ,,Daleko do brzegu”, który dotychczas był jedyną produkcją, która momentami sprawiła, że moje oczy stawały się wilgotne, jednak to właśnie to zakończenie sprawiło, że bardziej niż wzruszenie, pozostał mi niedosyt… I tego mi żal, ponieważ sama produkcja podejmowała wybitnie trudny temat, jakim jest demencja starcza i to, z jakimi trudnościami się łączy dla wszystkich dookoła. I choć jest to tematyka pojawiająca się już wcześniej w kinie, odnoszę wrażenie, że po raz pierwszy została ona podjęta z tej strony. Film pozostawia nas także z pewną obawą, co przed nami, bo przecież prawie każdy z nas boi się starości… A może właśnie przypomni nam on o podstawowych wartościach? Oceńcie sami.

Anna Rakoczy

 

Josephine, reż. Beth de Araújo

Jak dotąd to najlepszy film, jaki widziałam na tegorocznym festiwalu. Zagłębiamy się w historię rodziny, w której ośmioletnia Josephine staje się świadkiem brutalnego przestępstwa. Jej rodzice, w świetnych rolach Gemma Chan i Channing Tatum, muszą podjąć decyzję, czy dziewczynka będzie zeznawać w sądzie. W rzeczywistości trudniejszym problemem i prawdziwą siłą napędową filmu okazuje się jednak próba wytłumaczenia córce, co właściwie zobaczyła. Czy powinni ją okłamać, czy powiedzieć prawdę ledwie ośmioletniej dziewczynce? Kiedy jest odpowiedni moment na takie rozmowy? I czy lepiej radzić sobie z traumą z pomocą psychologa, jak uważa matka, czy może przez sport, jak woli ojciec? Przez blisko dwie godziny tempo filmu ani na moment nie zwalnia. Cały czas pojawiają się nowe wątki, które trzymają w napięciu zarówno bohaterów, jak i widzów. Myśli Jo pozostają trudne do odgadnięcia, dlatego Mason Reeves również zasługuje na uznanie za odegranie tak wymagającej roli w tak młodym wieku. Największym atutem filmu jest jednak sposób pokazania rodziny. Nie jest ona idealnym obrazkiem z przedmieść, lecz grupą ludzi, którzy każdy na swój sposób próbują poradzić sobie z traumą. Dzięki temu bohaterowie wydają się autentyczni, a ich wybory naprawdę angażują widza. Każdy z nich jest zagubiony i często popełnia błędy. Właśnie ta szczerość sprawia, że Josephine tak mocno chwyta za serce. To seans, który zdecydowanie wynagradza poświęcony mu czas.

Barbara Winkel

Fjord, reż. Cristian Mungiu

To, że kino jest odbiciem rzeczywistości, nie jest żadnym odkryciem, jednak odnoszę wrażenie, że twórcy tegorocznej edycji festiwalu Nowe Horyzonty coraz odważniej podejmują rozterki moralne, w których żaden z nas znaleźć by się nie chciał. Zdecydowanie oddają to filmy Fiord (reż. Cristian Mungiu) oraz Daleko od brzegu (reż. Lance Hammer). Fiord to przede wszystkim piękne kadry i historia, która pozostawia widza zmieszanego i balansującego między dwoma przeciwnymi krańcami pojęcia moralności. W świecie, w którym zasady tworzą podwaliny egzystencji, Fiord przypomina nam, że to co odpowiednie, może być interpretowane wielorako. Film to zderzenie dwóch odmiennych kultur, problem wolności czynu i słowa – o tym jak zmieniający świat narzuca nam nowe normy, potępiając to, co przeszłe, niby w imię obrony naszych praw, a jednak potrafiąc zniszczyć nam doszczętnie życie. Toniemy w przepisach, które sami sobie ustanowiliśmy. Choć Fiord mi się podobał, odnoszę wrażenie, że w wielu tegorocznych filmach zakończenie przychodzi w najmniej oczywistych momentach. Przyłapałam się parę razy na zadaniu sobie pytania „Kiedy koniec?” – a kiedy już naszedł, to przekształcało się ono bardziej w „Dlaczego tak? Dlaczego teraz?”.

Anna Rakoczy

MAG MAG, reż. Retriever Yuriyan

To jeden z tych filmów, przy których opis brzmi naprawdę obiecująco i pozostaje tylko mieć nadzieję, że sam film mu dorówna. Horror w reżyserii Retrievera Yuriyana opowiada przerysowaną historię kobiecego demona Mag Mag, który grasuje po mieście i zabija kolejnych chłopców, w których się zakochuje. Początek wypada bardzo dobrze – dostajemy sporą dawkę grozy, do której stopniowo wplatane są elementy komedii. Pierwsza połowa filmu działa świetnie: śmieszy, kiedy ma śmieszyć, i straszy, kiedy ma straszyć. Nagle pojawia się nowy wątek, a ciężar historii przenosi się na główną bohaterkę, której motywacje i charakter poznajemy dopiero wtedy. Długi fragment poświęcony jej obsesyjnej miłości do wybranka wyraźnie odstaje klimatem od reszty. Zachowuje wprawdzie humor, ale niemal całkowicie porzuca element grozy. Pod koniec film próbuje wrócić do głównego wątku potwora, ale stawka zdążyła już opaść i trudno przejmować się losem któregokolwiek z bohaterów. Nie jest to zły film. Jest bardzo samoświadomy, ma kilka naprawdę udanych momentów i żartów nagrodzonych śmiechem całej sali. Ostatecznie jednak ten zwrot w połowie historii odbiera mu impet i sprawia, że mogę ocenić go jedynie jako średni. Kina grozy na Nowych Horyzontach nie brakuje, więc pozostaje liczyć, że kolejne seanse wypadną lepiej niż MAG MAG.

Barbara Winkel

Również redaktorka Anna Rakoczy przygotowała dla was relację:

 

Karuzela, reż. Rachel Lambert

Rachel Lambert po Czasem myślę o umieraniu ponownie stawia na kameralną opowieść, tym razem skupiającą się na rodzinie i trudnych wyborach. Perypetie rozwiedzionego lekarza Noaha, w którego wciela się Chris Pine, i jego córki to ładny wycinek z prawdziwego życia. Dziewczyna zmaga się z, jak możemy zgadywać, zaburzeniami lękowymi i nie radzi sobie z kolejnymi wyzwaniami w szkole tak, jakby chciała. Z kolei zagubiony w rodzicielskich obowiązkach Noah, gdy na jego drodze ponownie pojawia się licealna miłość, nie wie, czy wybrać uczucie czy córkę, bo nie wie jak obie te rzeczy połączyć. Choć Chris Pine często wpada w pułapkę własnego wizerunku i dostaje role opierające się głównie na jego aparycji, tutaj pokazuje, że jako ojciec potrafi wydobyć z siebie głębię i emocje. Sceny kłótni i dialogi są bardzo dobrze napisane, a cały film sprawia wrażenie niezwykle realistycznego. Czujemy się, jakbyśmy podglądali prawdziwe rodzinne i partnerskie konflikty. Niestety sam realizm nie wystarcza. Choć film wypada bardzo przekonująco, brakuje tu napięcia i bardziej wyrazistej fabuły. Historia okazuje się zbyt prosta, a jej przesłanie dość banalne – miłość bywa trudna. Nic odkrywczego, ale też nic fałszywego. Lambert znana ze swojego minimalistycznego stylu, spokojnie prowadzi nas przez swoje miasto rodzinne, dostrzegając w nim może więcej niż sam widz. Ostatecznie Karuzela nie odkrywa przed nami niczego nowego, ale sprawnie przypomina o prawdach, do których kino może wracać bez końca, bo każdy z nas widzi je z własnej perspektywy.

Barbara Winkel

Ktoś we mnie, reż. Arthur Harari

Niestety ta pozycja jest definicją zmarnowanego potencjału. Pomysł z pozoru jest bardzo ciekawy: zamiana ciał z drugą osobą, próba odnalezienia złodzieja, nawiązywanie kontaktu z innymi ofiarami i pytanie, kto oraz dlaczego to robi? Niestety im dalej zagłębiamy się w historię, tym bardziej okazuje się, że największą siłą filmu pozostaje sam pomysł, a nie jego realizacja. Historia jest mocno przeciągnięta i nie wykorzystuje potencjału drzemiącego w scenach, w których bohaterowie próbują funkcjonować w nowej rzeczywistości. Film mógł pójść w dwie strony: dynamicznego thrillera, w którym razem z bohaterami próbujemy odkryć sprawcę, albo w kierunku dziwnego, arthouse’owego eksperymentu eksplorującego te aspekty zamiany ciał, o których rzadko myślimy – współżycie, codzienną higienę czy relacje ze znajomymi. Mogło to być naprawdę ekstrawaganckie i ciekawie, lecz ostatecznie film zostaje gdzieś pośrodku, stając się jedynie wydmuszką obiecującej historii. Nawet gościnna rola Radu Jude nie podkręca tempa ani emocji. Niels Schneider w roli głównej jest dobrym wyborem, wnosi do filmu potrzebną nutę niepokoju, ale poza nim reszta aktorów wypada dość słabo. Arthur Harari, nagrodzony Oscarem za scenariusz do Anatomii upadku, tym razem nie udźwignął ciężaru reżyserii własnego dzieła. Pozostaje tylko pytanie, czy oddanie tego pomysłu w ręce kogoś innego pozwoliłoby mówić dziś o filmie jako o potencjalnym kandydacie do nagród, a nie o straconej szansie.

Barbara Winkel

Redakcja: Krystyna Szpunt