Zoomerska nowa fala i co to oznacza dla przyszłości kina. Recenzja Obsesji Curry’ego Barkera (z drobnymi spojlerami)
Najnudniejsza historia pod słońcem. Bohater popełnia samolubny czyn, który przynosi zgubę jemu samemu i jego bliskim. Historia zakorzeniona w horrorze i gatunkach pokrewnych sięgających czasów Frankensteina, jak nie dalej. Widz się poboi, trochę pośmieje, obierze którąś ze stron, przeżyje katharsis, wyjdzie z kina, pójdzie spać, film coś tam zarobi i wszyscy zadowoleni. Taka właśnie jest Obsesja (2026) – prościutka, skromna, banalna, przywodząca na myśl klasyczne historie o opętaniu, mocach nieczystych, itd, itp. Nieznane szerszej publiczności nazwiska, niziutki budżet, młody reżyser z youtube’owym rodowodem i schematyczny scenariusz. Przepis na współczesną klasykę kina grozy, o której dyskutować będą kolejne pokolenia widzów.
Diabeł tkwi w szczegółach
W tym samym roku, w którym swoją premierę miała Obsesja, na ekrany kin wchodzi Nolanowska Odyseja – filmowa kobyła, oparta na gargantuicznym eposie, któremu Europa zawdzięcza lwią część swojego dziedzictwa kulturowego. Setki milionów dolarów wydanych na archaicznopodobne kostiumy, imponujące efekty CGI, scenografię, IMAX’owe kamery i nazwiska, które ciążą na całej produkcji jak złota biżuteria na greckiej bogini. Skala jest gigantyczna. Tylko po co w ogóle wspominać nazwisko Nolana i jego najnowszy film w kontekście niskobudżetowego, półtoragodzinnego horroru, za którego reżyserię odpowiada youtuber-debiutant? Wspomniane pozycje zestawione ze sobą prezentują ciekawy kontrast. W produkcji tego pierwszego widać cel, za to w filmie Curry’ego Barkera – pomysł. Skalą swego przedsięwzięcia Nolan próbuje doścignąć gigantyczny starogrecki epos, reżyser Obsesji zaś nie ma ani chęci, ani tym bardziej budżetu, aby porywać się na podobne wyzwanie i to właśnie w tej skromności tkwi największa siła jego filmu. To, co najbardziej wybrzmiewa z Obsesji, a jednocześnie przeraża najbardziej, to detale. Cień Nikki za oknem. Drobne, powolne ruchy ciała. Drganie twarzy, kącika ust, zmrużenie oka. Minimalistyczna muzyka, która ze spokojnych, ambientowych retro nut, z czasem załamuje się, wchodząc w niepokojące, horrorowe tony. Wazon z kwiatami, który był ruchem ryzykownym ze strony reżysera, a pozostaje jedną z najbardziej przerażających scen całego filmu (i jest wisienką na torcie potwornej sceny w sypialni, dla której powinno się stworzyć osobną kategorię na Oscarach). Co ciekawe, kwiaty są tutaj wyborem trochę przypadkowym, odstającym od charakteru całej sekwencji. Stąd też wynika odwaga zabiegu, który, podobnie jak wiele innych elementów filmu, nie miałby prawa się udać, gdyby nie Inde Navarrette.
źródło: Obsession Movie, Facebook
Nikki konktra Nikki
Mainstreamowe horrory przyzwyczaiły widzów do tego, że wchodząc do kina można w stu procentach przewidzieć przebieg całego doświadczenia. Jumpscare z jednej, jumpscare z drugiej, a przerwy między nimi można odmierzać z zegarkiem w ręku. Ta zginie najbardziej brutalnie, bo jest strasznie irytująca, inny umrze ostatni, bo jest najmilszy i będzie go szkoda najbardziej. Obsesja to film inteligentny, a co za tym idzie świadomy istnienia tych klisz. Wykorzystuje je na przekór intuicji widza. Jednak to właśnie dzięki głównej aktorce pomysły te wybrzmiewają ponad oczekiwania kinomanów i samych twórców. Największym sukcesem Navarrette, a co za tym idzie całej produkcji, jest fakt, że udało jej się stworzyć postać kompletnie nieprzewidywalną. Samo patrzenie na nią przyprawia o zimne dreszcze i po prostu nie można ocenić, w jakim stanie emocjonalnym się znajduje, jaki będzie jej następny ruch lub czy za chwilę nadejdzie moment, w którym osiągniemy punkt bez powrotu. A chyba najstraszniejsza jest wtedy, kiedy uśmiecha się przeciągle. Patrząc prosto w oczy widza, nie spuszcza z niego wzroku. Nie musi przy tym robić nic powszechnie uznawanego za przerażające. Bardzo często zdarza się, że momenty rosnącego napięcia nie osiągają punktu kulminacyjnego, np. za pomocą jumpscare’a. Gdy wszystko wskazuje na zbliżającą się tragedię, Nikki raptem zmienia swój emocjonalny stan o sto osiemdziesiąt stopni. Wchodzi spokojnie do łóżka, całuje na dobranoc. Dopiero wtedy odczuwa się prawdziwą grozę. Napięcie jest teraz trzy razy większe niż przed sekundą. Radź sobie widzu.
Obserwowanie Nikki to spacer doliną niesamowitości. Nie sposób uciec i nie ma się na to ochoty. Ogromna siła występu Navarrette leży również w kreacji postaci Nikki zanim Bear wypowiedział życzenie. Na ekranie obecna jest może dziesięć, piętnaście minut. Nie wiadomo o niej za dużo; nie lubi swojej pracy, chciałaby zostać pisarką. W szkole wyzywano ją od “freaky Nikki”, przezwiska, którego nienawidzi jeszcze w dorosłym życiu. Reszty informacji (tego z kim się umawia, jak wygląda jej sytuacja rodzinna, jakie są jej plany i relacje z przyjaciółmi) dowiadujemy się od osób trzecich. Szczątkowość danych bezpośrednich ujawnia, że bohaterka pozbawiona jest własnego głosu. Jednak, przez ten krótki czas, kiedy prawdziwa Nikki pojawia się na ekranie, aktorce udaje się przekazać na tyle informacjio tym kim i jaka jest, że subtelna aberracja po wypowiedzeniu życzenia wywołuje natychmiastowy dyskomfort, który będzie rósł aż do końca filmu. Tutaj należy wrócić do wątku nieprzewidywalności Nikki. Navarrette osiąga ją poprzez balansowanie na skali emocjonalnej, po której porusza się główna bohaterka. Wyjątkowo szerokiej skali. Aktorka niezwykle sprawnie przechodzi od “kochającej”, delikatnej, wrażliwej dziewczyny, do opętanego, wściekłego demona, nad którym nie sposób zapanować. Często nie ma między tymi dwoma skrajnymi punktami żadnej fazowości. Po prostu, w jednej sekundzie pociesza swojego “ukochanego”, gładzi go po głowie, szepcząc “kocham cię” do ucha. W następnej chwyta za nóż.
źródło: Obsession Movie, Facebook
W kreacji Navarrette bardzo pomaga praca światła i kamery. Od momentu wypowiedzenia życzenia twarz Nikki osnuwa cień. Bardzo rzadko widać ją w pełnym świetle, a co za tym idzie widz nie jest w stanie ocenić, jakie emocje towarzyszą jej w danej scenie. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku, kiedy w kadrze znajduje się cała sylwetka bohaterki. W wielu przypadkach nie można powiedzieć, co Nikki ma na sobie, w jakiej pozycji znajdują się jej dłonie. Wygląda jak czarny kontur, pusta przestrzeń w kolorowance. Na szczególną uwagę zasługuje scena seksu między dwójką głównych bohaterów. Ukazuje się w niej kontrast między stanem emocjonalnym Beara a Nikki. Jako widzowie jesteśmy zmuszeni oglądać twarz Nikki, która nie wyraża nic, czystą pustkę, konfrontacji z którą chłopak aktywnie odmawia. Scenę później widzimy rozanieloną (początkowo) twarz Beara, jednak Nikki kadr nie obejmuje wcale. Wszystkie te czynniki dobitnie uświadamiają widzowi, w jak tragicznej sytuacji znajduje się bohaterka, której kompletnie odebrano prawo do własnych emocji.
O tej roli będzie się dyskutować miesiącami. Inde Navarrette wyrasta na gigantyczną gwiazdę, a co najważniejsze na genialną aktorkę, która potrafi wypowiedzieć jedno pojedyncze, zapisane w scenariuszu słowo w sposób, który kompletnie zmienia wydźwięk całej sceny. Gdyby nie ona cały przekaz Obsesji mógłby się rozwodnić.
Nikki konktra niedźwiedź
Od chwili gdy Obsesja zaczęła zyskiwać coraz większy rozgłos, w Internecie można było śledzić dyskusję, która bardzo podzieliła widzów. O czym jest ten film? Kto tak naprawdę ma obsesję na punkcie kogo i czy Bear w ogóle zrobił coś złego? Klasyczny internetowy konflikt, który dla tych, którzy wczytali się w film Barkera może okazać się niezwykle frustrujący, ponieważ Obsesja nawet na chwilę nie pozwala wątpić, kto w tej sytuacji ma rację, a kto nie. Nie da się ukryć, że obcujemy tu z postaciami co najmniej szarymi moralnie, jednak film inicjuje główny konflikt i przedstawia jego konsekwencje w pełen klasy sposób. Produkcja nie wojuje górnolotnymi sentencjami, nie wypowiada swojej istoty wprost, jednocześnie bardzo jasno przekazując konkretną myśl.
Obsesja genialnie wykorzystuje ironiczny, samoświadomy i absurdalny humor typowy dla kultury internetowej, jednocześnie nie umniejszając powagi podejmowanej tematyce. Zresztą sam główny bohater jest przedstawicielem popularnej wśród młodych ludzi figury; postać nice guy’a, nieśmiałego człowieka, który nie radzi sobie w kontaktach z dziewczynami stała się współczesnym toposem kulturowym, na którego temat prowadzone są burzliwe dyskusje. Wykorzystanie tego schematu pozwala wszcząć debatę wokół kryzysu męskości, samotności wśród młodych ludzi, problemów współczesnego randkowania, itp. Wszystkie te tematy łatwo można powiązać z Obsesją. Co więcej są one niezwykle bliskie pokoleniu Z i odświeżającym jest widzieć, że młodzi twórcy dostrzegają wagę i potencjał tej problematyki.
Cały film opowiada o niezdrowym spojrzeniu na relacje międzyludzkie i miłość, z którego rodzi się toksyczny związek. Twórcy nie boją się od pierwszej sceny uświadomić widzowi, kto tak naprawdę ma fiksację na punkcie kogo.
źródło: Obsession Movie, Facebook
Czuję, że się rozpadam. Ciągle o tobie myślę, Nikki. Staram się. Jesteś w każdej piosence, której słucham. Byłaś jedyną osobą, która była dla mnie miła, kiedy się tu przeprowadziłem (…). Więc ciągle sobie powtarzam “nie mów jej, jest za dobra”. Stracisz ją. Ale może powinnaś wiedzieć, że wybrałbym cię ponad wszystko. (Obsesja, 2026)
To właśnie Bear jest tutaj naszym nice guy’em. Film niezwykle umiejętnie wykorzystuje schematy, które drzemią w naturze tej postaci, w pogłębiony sposób przedstawiając mentalność głównego bohatera, a co za tym idzie również osób, które mogłyby się z nim utożsamić. Bear jest tchórzem. Z jednej strony bardzo chce wyjawić Nikki swoje uczucia, z drugiej od razu ucieka od idealnej ku temu okazji, którą sama zainteresowana podstawia mu pod nos. Nie wyjawia Ianowi całej prawdy na temat dziwnego zachowania dziewczyny, no i oczywiście aktywnie rezygnuje z podjęcia jedynej decyzji, której musiałby stawić czoła aby zakończyć cierpienie swoje i innych. Nie chce odwrócić działania życzenia, nawet po tym, kiedy nie ma już wątpliwości, że Nikki aktywnie cierpi z tego powodu. Chce je za to “trochę zmodyfikować”, aby dalej zachować dziewczynę dla siebie, co jest jednym z głównych grzechów popełnionych przez niego w filmie. Jeden z wątków internetowej dyskusji, która toczy się wokół Obsesji dotyczy tego, kiedy Bear zdał sobie w stu procentach sprawę z tego, że życzenie zadziałało. Wiele osób wskazuje scenę w restauracji, w której Nikki wyjawia mu, że kocha go bardziej niż cokolwiek na świecie (dokładnie te słowa, które padły z ust Beara, kiedy ten wypowiedział życzenie). Inni mówią o momencie, w którym Bear zaczął robić reaserch na temat One Wish Willow. Choć jest to śmiała interpretacja, powiedziałabym, że Bear wiedział od razu. Zaraz po tym, jak Nikki zaczyna przejawiać pierwsze objawy opętania, oczy Beara natychmiast lądują na zużytej gałązce. W chłopaku zostaje zasiane ogromne ziarno niepewności. Choć wersja wydarzeń, którą sugeruje mu Ian i którą ostatecznie przedstawia mu Nikki wydaje się być dla niego wiarygodna, Bear nie zdradza przyjacielowi nic z tego, co działo się następnego dnia rano, po tym jak dziewczyna powinna być już trzeźwa. Z chwilą przełamania gałązki w głowie Beara rodzi się wątpliwość, którą ten aktywnie ignoruje, co czyni z niego przemocowca.
Postać wykreowana przez Michaela Johnsona obrazuje, jak obsesja i chęć posiadania może zostać pomylona z miłością. Uderzający jest fakt, że Bear nie zna Nikki zbyt dobrze, a jedynie kreuje sobie pewną jej wersję, którą pragnie mieć. O potrzeby dziewczyny nie dba, ponieważ przez cały ten czas myśli tylko o sobie, o swoich emocjach i o swoim bezpieczeństwie. To ty mnie pocałowałaś! broni się, kiedy Nikki z krzykiem odsuwa się od niego po tym, jak jej prawdziwa osobowość na sekundę wymyka się zaklęciu. Podobnych momentów, kiedy Bear ujawnia widzom swoją prawdziwą twarz jest o wiele więcej i każdy z nich jest dowodem na to, że chłopak jest nie tylko egoistą – on zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że sprawia krzywdę Nikki, a jako że jej nie kocha, nie jest w stanie jej uratować. Wszystko to każe się zastanawiać, czy imię “Bear” zostało wybrane przypadkowo, czy jednak kryje się w nim powiązanie z popularną kilka miesięcy temu internetową dyskusją “man vs. bear”. Jeśli tak, to czapki z głów. Będę stać twardo przy tej interpretacji – niezwykle sprytne potraktowanie debaty, które stawia misia w zupełnie nowym świetle i odbiera argument tym, którzy zbywali śmiechem kobiety wybierające niedźwiedzia.
W małym budżecie wielka siła
Obsesja nie jest jedynym przykładem niskobudżetowego filmu, stworzonego przez młodego twórcę, który w ostatnim czasie odniósł gigantyczny sukces. W tym kontekście Kane Parsons i jego Backrooms aż cisną się na usta, a w kontraście do opatrzonych wielkimi nazwiskami superprodukcji, które ujrzały w tym roku światło dzienne, oba te dzieła wprowadzają powiew świeżości do współczesnego kina. Żaden z reżyserów nie polega w swojej produkcji na pierwszoligowych nazwiskach, czy też na wielkiej literaturze (a w ciągu ostatnich miesięcy mieliśmy przecież wysyp ekranizacji, czy reinterpretacji istniejących już dzieł). Nie stronią też od podejmowania ryzyka, a przecież należy przyznać, że horror psychologiczny oparty na internetowej legendzie to pomysł na tyle nietuzinkowy, że większe hollywoodzkie studio mogłoby mieć gigantyczne opory przed jego klepnięciem. Podobnie z Obsesją, której scenariusz na papierze wydaje się prosty jak najsztywniejszy drut, a jednak jego realizacja jest na tyle nowatorska i dopracowana, że zarobiła ponad pięćset razy więcej niż kosztowała. W przypadku tego drugiego filmu nasuwa się kolejne porównanie, tym razem do Substancji Coralie Fargeat, która to w swym marketingu dość mocno polegała na efekcie szoku, a informacje o tym, że obrzydzeni widzowie wychodzili z kina w trakcie seansu zrobiły doskonałą reklamę. Marketing Obsesji był nieporównywalnie skromniejszy. Oczywiście większość z tych elementów wynika z faktu, że twórcy byli zmuszeni pracować oszczędnie. Fundusze od sponsorów były relatywnie niskie. Ostatecznie jednak narzucone ograniczenia odpłaciły się spektakularnym wynikiem. W obu omówionych przykładach mniejszy budżet przekłada się na odważniejsze pomysły, kreatywne rozwiązania i promowanie nowych nazwisk (Megan Lawless dzięki przełomowej dla niej roli w Obsesji odeszła z pracy recepcjonistki, aby całkowicie skupić się na aktorstwie). W dobie posądzanej o zmarnowanie swego potencjału Odysei, Wichrowych Wzgórz oskarżanych o ignoranckie podejście do powieści Brontë, czy nowego filmu o He-Manie, którego nikt nie obejrzał, najlepiej rokują ci twórcy, którzy przy niskich zasobach nie boją się ryzyka. Kto by się spodziewał, że Hollywood potrzebuje mniej pieniędzy (i przedstawicieli młodego pokolenia na stołkach reżyserskich), aby osiągać lepsze efekty.
Tekst: Tatiana Jabłońska
Red. Maja Miśta