Dlaczego Christopher Nolan wciąż opowiada tę samą historię?
Christopher Nolan przyznał w wywiadach, że choć epos Homera od lat był jego wielką obsesją, to decyzję o realizacji Odysei podjął dopiero po gigantycznym sukcesie Oppenheimera, który dał mu pełną swobodę produkcyjną i budżetową na zapełnienie tej wyjątkowej luki w historii kina.

Nolan i Homer to duet idealny, jako że Homer zapoczątkował narrację nieliniową (in medias res, retrospekcje), którą Nolan udoskonalił w kinie do granic absolutnych. Ponadto Nolan zawsze porusza w swoich filmach kwestie pamięci, czasu, odpowiedzialności moralnej oraz wyboru. W Odysei wszystkie te wątki znajdują swoje zwieńczenie.
Wpływ formy na postrzeganie filmu
U Homera my zastajemy Odyseusza już na wyspie Ogigia, a o jego wczesnych przygodach dowiadujemy się z własnego przekazu. Nasz bohater wie już na samym początku, że spędził na wyspie wiele lat i pragnie wrócić do domu. Nolan radykalnie zmienia taką strukturę. Moment uświadomienia przez Odyseusza swego otoczenia reżyser przenosi na sam koniec, tworząc z tego, co w oryginalnym eposie stanowi tylko ekspozycję, mocny dramatyczny twist. W filmie wędrówka Odyseusza wygląda prawie jak swego rodzaju proces odzyskiwania pamięci. Bohater, przebywając na Ogygii pod wpływem Kalipso, stopniowo przypomina sobie swoje wcześniejsze przygody, a widz odkrywa je razem z nim.
Dzięki temu reżyser buduje silny punkt zwrotny dramaturgii: wraz z Odyseuszem widz nagle uświadamia sobie, że po wszystkich przebytych próbach minęło jeszcze siedem lat niewoli. Nie jest to jedynie zwrot fabularny, lecz moment, w którym ciężar utraconego czasu i oddalenia od domu spada jednocześnie na bohatera i odbiorcę. Zabieg ten nawiązuje do sposobu, w jaki Nolan operował pamięcią w Memento, jednak tym razem nie stanowi ona celu samego w sobie, lecz środek służący wzmocnieniu emocjonalnej kulminacji opowieści przygodowej.

Nolanowi udało się również zachować subiektywny charakter narracji obecny w eposie Homera. W oryginale słuchamy opowieści o przygodach Odyseusza z ust samego bohatera. Film osiąga podobny efekt, lecz za pomocą środków czysto filmowych. Widz zostaje zanurzony w widowiskowej, niemal sennej podróży, jakby przebywał wewnątrz wspomnień Odyseusza. Efekt ten powstaje dzięki pracy kamery, montażowi, światłu oraz ścieżce dźwiękowej.
Podobnie reżyser postępuje z mitycznymi bogami. U Homera działają oni otwarcie i bezpośrednio ingerują w losy bohaterów. Nolan niemal całkowicie rezygnuje z dosłownego ukazywania olimpijczyków, przenosząc wymiar nadprzyrodzony do wewnętrznego świata Odyseusza. Atena (Zendaya) pojawia się w wizjach i halucynacjach, a jej obecność podkreśla transowa muzyka Ludwiga Göranssona. Bogini staje się nie tyle strategiem, ile wewnętrznym głosem i metafizyczną przewodniczką głównego bohatera.
W rezultacie współczesny widz doświadcza tej historii niemal tak, jak starożytny słuchacz doświadczał eposu — nie jako obiektywnej relacji z wydarzeń, lecz jako opowieści, w której prawda i fikcja, pamięć oraz samo oszustwo nieustannie się przenikają.
„Skok wiary” jako serce filmu
Ważnym motywem Odysei staje się „skok wiary” (leap of faith) – koncepcja przenikająca całą twórczość Nolana.
Od skoku Cobba w Incepcji:
Kulminacyjnym momentem filmu jest scena, w której Dom i Mal muszą uwierzyć, że ich rzeczywistość jest wyłącznie iluzją – snem. Aby opuścić limbo i wrócić do swoich dzieci, decydują się na skok z dachu budynku. Jest to akt całkowitego zaufania: odrzucenia pozornej pewności na rzecz wiary w istnienie rzeczywistości poza tym, co widzą.
Przez wydostanie się Bruce’a Wayne’a z więziennego szybu w Mrocznym Rycerzu powstaje:
Bruce (Batman) zostaje pokonany przez Bane’a i trafia do więzienia znajdującego się na dnie ogromnego szybu, z którego każda próba ucieczki kończy się upadkiem. Stary mnich wyjaśnia Bruce’owi, że przestał bać się śmierci, a przez to utracił prawdziwy instynkt przetrwania. Dopiero lęk przed zagładą Gotham sprawia, że odzyskuje ten strach. Gdy pojmuje najważniejszą zasadę – „jak dziecko, bez liny” – decyduje się na ryzykowny skok na odległą skalną półkę bez żadnego zabezpieczenia i pokonuje ścianę szybu. Po wydostaniu się na wolność zrzuca linę pozostałym więźniom, a następnie wraca do Gotham, aby ocalić miasto. Chcąc pokonać śmiertelną przepaść, musi zrezygnować z liny asekuracyjnej – przezwyciężyć podświadomą blokadę, zaakceptować pierwotny lęk przed śmiercią i przekształcić go w źródło siły.
Aż po lot Coopera do czarnej dziury w Interstellar:
Kiedy główny bohater decyduje się poświęcić i wpada do czarnej dziury Gargantua, spodziewa się śmierci. Zamiast tego trafia do tesseraktu – pięciowymiarowej przestrzeni stworzonej przez istoty istniejące poza ludzkim doświadczeniem czasu. Dla nich czas jest wymiarem równie namacalnym jak dla nas długość czy wysokość. W tej przestrzeni Cooper widzi jednocześnie wszystkie momenty z życia swojej córki Murph. Uświadamia sobie, że tajemniczym „duchem” z jej dzieciństwa był on sam. Za pośrednictwem grawitacji przekazuje jej najpierw koordynaty placówek NASA, a później również dane kwantowe niezbędne do rozwiązania równania grawitacji i ocalenia ludzkości. W tym momencie rozumie, że wszystkie wydarzenia były częścią jednej, zamkniętej pętli przyczynowo – skutkowej: to właśnie on od początku miał stać się osobą, która umożliwi córce wypełnienie jej misji.
W Odysei każdy etap podróży odsłania inną ludzką słabość i przygotowuje do tego skoku. Cyklop obnaża pychę Odyseusza, która sprawia, że zamiast zachować milczenie i ocalić swoich ludzi, bohater ujawnia swoją tożsamość. Właśnie tutaj również Odyseusz uświadamia sobie, że nawet najwybitniejszy strateg nie może bezkarnie rzucać wyzwania siłom znacznie potężniejszym od siebie. Kirke kusi, sprowadzając człowieka do jego najbardziej pierwotnej natury. W tym miejscu bohater przekonuje się, że sama siła i wojenne doświadczenie nie czynią człowieka lepszym od jego własnych instynktów. Prawdziwe zwycięstwo zaczyna się nie nad wrogiem, lecz nad samym sobą. Syreny uwodzą pragnieniem i pokusą. Święte woły Heliosa pokazują, że głód zbyt często bierze górę nad rozsądkiem. Nawet Kalipso, która szczerze kocha Odyseusza, ujawnia niebezpieczeństwo wyboru wygody zamiast życiowego celu.

Ogygia w końcu staje się miejscem podsumowania całej podróży. W interpretacji Nolana wyspa ta nie jest jedynie miejscem siedmioletniej niewoli, lecz przestrzenią głębokiej wewnętrznej refleksji. To właśnie tutaj wszystkie wcześniejsze straty i doświadczenia układają się w spójną całość. Dawny zwycięzca spod Troi stopniowo porzuca swoją największą słabość – przekonanie, że świat można podporządkować wyłącznie sile, sprytowi lub chłodnej kalkulacji. Odyseusz stopniowo wyrasta z roli „przebiegłego wojownika” i staje się człowiekiem zdolnym zaakceptować istnienie wyższego porządku. Rezygnując z potrzeby całkowitej kontroli w finale, wykonuje ten sam „skok wiary”, który jako jedyny może otworzyć mu drogę powrotną do domu.

Na wyspie Ogygii Kalipso, więżąca Odyseusza i podająca mu lotos wywołujący zapomnienie, namawia go, by porzucił nieustanną walkę o kontrolę nad własnym losem. Przekonuje go, że powinien zaufać temu, czego nie jest w stanie przewidzieć, i wykonać swój „skok wiary” – zaakceptować niepewność zamiast bez końca z nią walczyć.
Ty musisz zaufać. I zrobić ten krok wiary… żeby trafić do domu. – wskazuje Kalipso.
Jesteś człowiekiem, który zawsze musi panować nad własnym losem. Ale nad tym nie zapanujesz. Musisz oddać się sztormowi i przyjąć swoją karę. Przestań walczyć, przestań wszystko kontrolować i po prostu żyj. To skok wiary, którego jeszcze nie wykonałeś, Odyseuszu. – mówi Kalipso.
Ten sam „skok wiary” wykonują również Penelopa i Telemach. Przez dwadzieścia lat cały świat przekonuje ich, że Odyseusz nie żyje. Ich wiara staje się suwerennym wyborem, podjętym wbrew faktom. Penelopa prowadzi cichą polityczną walkę, zyskując na czasie dzięki tkaniu i nocnemu pruciu całunu. Telemach wyrusza na otwarte morze w poszukiwaniu ojca, aby odnaleźć własną tożsamość.
Kiedy ojciec i syn wreszcie się spotykają, Odyseusz dostrzega w synu czystość, którą sam dawno utracił. Telemach nie widzi legendarnego bohatera, lecz człowieka złamanego i wyczerpanego. Ich prawdziwe pojednanie dokonuje się nie poprzez słowa, lecz we wspólnie podjętym śmiertelnym ryzyku podczas ostatecznej rozprawy z zalotnikami.
Dlaczego Nolan tak uwielbia ten zabieg?

W wywiadzie dla SF Weekly z 2010 roku, udzielonym przy okazji premiery Incepcji, Nolan powiedział:
Fascynuje mnie nasza subiektywna percepcja rzeczywistości – to, że każdy z nas jest uwięziony w jednym, niepowtarzalnym punkcie widzenia, w jednej perspektywie wobec tego, co wspólnie uznajemy za obiektywną rzeczywistość.
Nolan jest przekonany, że ludzki umysł nie jest zdolny do poznania „absolutnej obiektywnej prawdy”. Każdy z nas funkcjonuje we własnym układzie odniesienia – podobnie jak bohaterowie Incepcji, uwięzieni w światach snów, czy Oppenheimer, próbujący zrozumieć rzeczywistość na poziomie mechaniki kwantowej. Skok wiary w finale staje się jedynym narzędziem, dzięki któremu bohater – a wraz z nim także widz – może wyrwać się z niekończącego się kręgu wątpliwości i naprawdę zacząć żyć. Reżyser sugeruje, że najważniejsza nie jest sama prawda, lecz to, w co świadomie decydujemy się wierzyć.
Nolana często oskarża się o nadmierny intelektualizm, chłód emocjonalny oraz fascynację matematycznymi konstrukcjami i manipulacją czasem. Jednak finałowy „skok wiary” stanowi jego sposób na ugruntowanie najbardziej złożonych koncepcji – nauki, mitologii czy fizyki kwantowej – w ludzkim doświadczeniu. Gdy racjonalne wyjaśnienia przestają wystarczać, na pierwszy plan wysuwają się najbardziej pierwotne ludzkie siły: miłość, poczucie winy i nadzieja. Właśnie wtedy intelektualny blockbuster przeobraża się w doświadczenie katharsis.
Mimo, że filmy Nolana opierają się na skomplikowanych koncepcjach naukowych i filozoficznych, w swoim najgłębszym wymiarze opowiadają przede wszystkim o emocjach, rodzinie i ludzkich więziach.
Rola Odysei w filmografii Nolana
Analizując filmografię Christophera Nolana, można odnieść wrażenie, że z każdym kolejnym filmem rosło znaczenie emocjonalnego wymiaru opowieści, mimo że charakterystyczna struktura narracyjna pozostawała niezmienna. Reżyser stopniowo przesuwał środek ciężkości z tego, co zewnętrzne – sen, czas, fizyka czy skomplikowane konstrukcje fabularne – na to, co wewnętrzne: relacje rodzinne, utracony czas i ludzkie emocje. Oczywiście już w Incepcji obecny był silny dramat osobisty – Dom Cobb pragnie wrócić do swoich dzieci i nie potrafi pogodzić się ze śmiercią żony. Jednak to nie on stanowił główną atrakcję filmu. Główną atrakcją filmu było pokazanie misternej konstrukcji wielopoziomowego snu, jako przykład.
Oglądając Początek, Memento i Prestiż, gdzie widzowie po zadaniu pytania: „Jak to jest skonstruowane?”, głównie zastanawiali się nad skomplikowanymi, fascynującymi koncepcjami.
W Interstellar, Oppenheimerze czy Odysei Nolan konstruuje film tak, by widz raczej zadał sobie pytanie: „Co czuje bohater i jak ja postąpiłbym na jego miejscu?”
W Interstellar, Cooper staje przed wyborem, czy warto zostawić córkę na Ziemi, wiedząc, że kiedy wróci z kosmosu, będzie ona o wiele starsza od niego. Wszystko po to, by dać ludzkości szansę na przetrwanie.
Nasuwa się zatem pytanie: jakie podejście do kina jest lepsze? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na to pytanie każdy widz musi odpowiedzieć osobiście. Faktem jest, że Incepcja i Odyseja mocno od siebie się różnią, mimo że zastosowano w nich podobne zabiegi. Warto obejrzeć oba, porównać i odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie.
Najpierw Odyseję, póki jest w kinie – w formacie IMAX. Później za kilka dni Incepcję w domowym zaciszu.

tekst: Vitalik Sul, red. Agnieszka Traczyk, fot.