Ja w sprawie pumy. Tej z Wałbrzycha.
Komunikat wypuszczony przez Nadleśnictwo Świdnica, ostrzegający przed grasującą w okolicach Wałbrzycha pumą, okazał się fałszywym alarmem. Kilkudniowa panika w mediach społecznościowych zamieniła się szybko w żarty i głosy: „A nie mówiłem”. Choć sytuacja jest z pewnością zabawna, należałoby wynieść z niej sporo wniosków.
Zwierzę miało być po raz pierwszy widziane między Szczytną a Polanicą-Zdrojem, a viralowe zdjęcie zostało rzekomo wykonane przez fotopułapkę w okolicach Zagorza Śląskiego. Razem z fotografią na profilu na Facebooku Nadleśnictwa pojawił się groźnie brzmiący komunikat, a ostrzegawcze obrazki postowało wiele innych lokalnych profili (m.in. Ziemia Wałbrzyska i Święte Krowy Wałbrzych). Zarówno ilustracje, jak i treści postów były – a jakże inaczej – wygenerowane przez AI.

Analiza treści posta Nadleśnictwa Świdnica przeprowadzona z użyciem Getsolved.ai
Reakcje pod wpisami były mieszane. Część komentujących dołączało się do paniki krytykując bierność leśniczych czy słabą organizację poszukiwań. Były nawet sugestie, że puma pojawiła się w Polsce wraz z napływem imigrantów z Afryki. Większość głosów pozostawało jednak sceptycznych wobec szokujących informacji. Odpowiedź służb była tymczasem bardzo poważna – w celu wyjaśnienia sprawy zwołano w budynku Starostwa Wałbrzyskiego posiedzenie miejskiego i powiatowego sztabu kryzysowego, a do pracy w terenie ruszyli strażnicy i członkowie organizacji zwierzęcych. Przez kilka następnych dni, spędzonych na przeczesywaniu okolicznych lasów i sprawdzaniu zgłaszanych miejsc, nie znaleziono jednak żadnych śladów. Co więcej, policyjni biegli stwierdzili, że opublikowane zdjęcie zwierzęcia to fotomontaż. Udało się dotrzeć również do oryginalnej fotopułapki, a jedynym zarejestrowanym na niej stworzeniem w podobnym czasie był lis.
W tym miejscu naturalnie pojawia się pytanie: jak to możliwe, że tak szeroko poniosła się fałszywa informacja? Oficjalne komunikaty wspominały o co najmniej kilku zgłoszeniach telefonicznych z różnych miejsc od wielu ludzi, co mogło wzbudzić zaufanie służb. Jako źródło zdjęcia podaje się wiarygodną, identyfikowalną osobę, jednak przekazana ilustracja nie była oryginalnym plikiem pochodzącym z fotopułapki. Najbardziej prawdopodobną wersją jest ta, w której cała akcja to po prostu nieźle wykonany żart. Ciężko jest sobie wyobrazić, w jaki sposób inicjator mógł zyskać finansowo na organizacji takiego dowcipu. Należy raczej odrzucić również wersję, w której prawdziwe były jedynie zgłoszenia telefoniczne. Przerabiający fotografię musiałby o nich wiedzieć, a służby jednoznacznie podają obecnie, że historia to mistyfikacja.
Sytuacja uwypukla doskonale, jak łatwo jest przy użyciu nowoczesnych technologii stworzyć wiarygodną historię, która wywoła oczekiwaną społeczną reakcję. Tym ważniejsza powinna być tu odpowiednia postawa służb, by podobne „dowody” były weryfikowane przez zasianiem paniki. To również nauczka dla internautów, by nie wierzyć we wszystko co znajdą w sieci, zwłaszcza jeśli intuicja podpowiada, że coś jest nie tak.
Osobnik z Zagórza nie jest zresztą pierwszą medialną pumą w Polsce. Bliźniacze zgłoszenia, również okraszone przerobionym zdjęciem, otrzymali niedawno funkcjonariusze w Goworowie pod Ostrołęką. Wcześniej puma widywana była również pod Głogowem. Takie doniesienia wpisują się też w dawno zauważony schemat newsów z tzw. sezonu ogórkowego. Symbolem tego okresu przez lata była Paskuda z Zalewu Zegrzyńskiego, wymyślona w latach 70. przez dziennikarzy Polskiego Radia, a do miejskiego folkloru Wrocławia zdążyła już wejść „Libacja na skwerku”.
O sensacyjnych doniesieniach opowiadali oryginalnie (z lekkim niedowierzaniem) w audycji Włącz Wrocław Ewa Śmigaj i Sebastian Kornecki.
tekst: Łukasz Borkusz, red. Robin Sut