Nastała głęboka cisza
Sobotni wieczór upływał pod znakiem intensywnych rozmyślań SARLowych (Seminarium Akademickiego Radia LUZ), w których zwątpienie mieszało się z irytacją i złudnym przekonaniem, że nic już tego dnia nie zaskoczy. I właśnie w ten gęsty nastrój, niczym grom z jasnego nieba, uderzyła informacja o awarii w budynku C8. Zaraz po niej padł krótki, kategoryczny komunikat o wstrzymaniu nadawania.
Myśli skupione na zbliżających się audycjach zeszły na dalszy plan. Nikt nie miał pewności, czy awaria zostanie usunięta w ciągu godziny, doby, a może nawet tygodnia. Z perspektywy radiowej ten rodzaj głuchej ciszy na antenie raczej nie należy do pożądanych zjawisk wspierających realizację misji koncesyjnej. Jednak unikalność tego wydarzenia prowadzi bezpośrednio do kluczowego pytania.
Czym właściwie jest cisza?
Bezdźwięczną próżnią? Bezkształtną masą? Pustą przestrzenią wręcz błagającą o choćby imitację dźwięku? Przy głębszej refleksji tak właśnie może jawić się cisza, która zatrzymała się na antenie Radia LUZ i tymczasowo nie zamierzała jej opuszczać. Jednak z perspektywy ludzkiej percepcji cisza jako zjawisko fizyczne jest daleka od ideału bezdźwięcznej nicości. Bicie serca, oddech, dźwięk wilgotnej, opadającej powieki — to wszystko, w obliczu pozornie bezwzględnej ciszy, zaczyna się wyostrzać i staje się znacznie bardziej słyszalne.
Nasze biologiczne możliwości i percepcja tworzą nieco zakłamany obraz rzeczywistości, czego dowodem są doświadczenia z nagrań terenowych, które wykonywaliśmy w ramach SARLowego warsztatu. Kto by pomyślał, że przyłożenie mikrofonu kontaktowego do pnia pozwoli wsłuchać się w wodę przepływającą przez wnętrze młodego drzewa? Okazuje się, że tam, gdzie pozornie próżno szukać dźwięku, dzięki technologii i chwili skupienia możemy odkryć świat, który cały czas nas otacza, lecz w przebodźcowanej i pełnej szumu codzienności zwyczajnie umyka naszej uwadze.
Lata lecą, mija stulecie za stuleciem, a wraz z nimi, w gąszczu współczesności i jej nowych wyzwań, stopniowo zanika zjawisko ciszy. Nie tej absolutnej, praktycznie nieosiągalnej dla człowieka, lecz ciszy wewnętrznej, stanowiącej poczucie odcięcia od hałasu, ciągłej gonitwy myśli i niekończącego się analizowania wszystkiego wokół. Ciszy, która przynosi chwilę prawdziwego ukojenia.
Nie chodzi tu wcale o całkowity brak bodźców dźwiękowych, lecz o stan, który nazywam pustą szufladą. Podczas rozmów z zawodnikami biegów ultra jako moment przełomowy w trakcie ekstremalnie długich zawodów często przewija się motyw wejścia w głębokie skupienie i całkowite odcięcie od bodźców zewnętrznych. Oczywiście, w tak morderczym sporcie sama cisza w głowie nie wystarczy. Jednak kiedy połączy się ją z solidnym przygotowaniem fizycznym oraz perfekcyjnie dopracowanym planem żywieniowym, to właśnie pusta szuflada staje się ostatecznym elementem układanki. Ta synergia pozwala zawodnikom na nieludzkie osiągnięcia i ciągłe przesuwanie granic tego, co jest możliwe.
Gdybym miał opisać to zjawisko scenką obyczajową, bez cienia wątpliwości wykorzystałbym obraz rodem z klasycznego amerykańskiego sitcomu. Mąż po ciężkim dniu pracy wraca do domu na przedmieściach. Zdejmuje buty, odwiesza płaszcz, odkłada na stół pojemnik po drugim śniadaniu, po czym siada w mięsistym, skórzanym fotelu i w pełnym bezruchu wpatruje się w ekran wyłączonego telewizora. Wtem w salonie pojawia się żona i widząc męża bezczynnie zastygłego w jednym punkcie, zadaje kluczowe dla całej sceny pytanie: „O czym myślisz?”. Mąż bez zająknięcia odpowiada: „O niczym”. Odpowiedź wprawia kobietę w osłupienie, bo jak to w ogóle możliwe, żeby o niczym nie myśleć?
Tym właśnie jest pusta szuflada. To głębokie skupienie, wyłączenie umysłu, bycie tu i teraz oraz pełne pogodzenie się ze stanem faktycznym. To tak, jakby każdy człowiek miał w głowie komodę złożoną z kilku, a czasami kilkunastu szuflad. W jednej mieści się praca, w kolejnej relacje z rodziną, a pusta szuflada to przestrzeń, w której na chwilę milknie cały ten wewnętrzny szum.
To właśnie w tej bezszumnej obecności zaczyna się prawdziwa magia ludzkich możliwości. Gdy milknie wewnętrzny krytyk, ten cichy głos podpowiadający rezygnację i skupiający uwagę wyłącznie na narastającym bólu, otwiera przestrzeń na przekraczanie dotychczasowych granic. Dla sportowca głęboka cisza nie oznacza bierności. To stan najwyższej wydajności, w którym ciało i umysł zaczynają działać w absolutnej harmonii.
W takim stanie zyskujemy dostęp do zasobów, które w codziennym szumie pozostają niedostępne. Przełamujemy bariery fizyczne, ale przede wszystkim docieramy do niezwykłej jasności, w której wszystko ze sobą współpracuje; mamy poczucie dobrze ułożonych puzzli lub jasny obraz tego, jakiego elementu nam brakuje. Wbrew pozorom, w tej ciszy wcale nie panuje pustka, lecz rodzi się najsilniejsza determinacja. To tam podejmujemy kluczowe decyzje o walce do samego końca, odnajdujemy rozwiązania spraw wcześniej nierozwiązywalnych i odkrywamy pokłady siły, o które nigdy wcześniej siebie nie podejrzewaliśmy.
I może właśnie dlatego ta nagła awaria w budynku C8, choć technicznie stała się po prostu pechowym przestojem, dla kogoś okazała się czymś cennym. Wymusiła przerwę, której nikt z nas nie zaplanował, i choć na chwilę pozwoliła otworzyć tę jedną rzadko używaną szufladę.
Michał Cimaszewski