Fontaines D.C.
Fontaines D.C.
Irlandzki pięcioosobowy skład, jakim jest Fontaines D.C., w ciągu ostatnich paru lat nieustannie pokazuje nam nowe odmiany rocka. W efekcie swoich prężnych działań stał sięczymś więcej, niż zespołem oferującym naręcze dobrych piosenek, bo zamienił się w symbol dumnego powrotu post-punku na salony. Teraz imponuje nie tylko niesamowitą interpretacją rockowej spuścizny, ale też umiejętnością poruszania się między gatunkami. 16 października ukazał się nowy album grupy – Dopamine Chamber, a już dwa tygodnie później odbył się koncert w Łodzi. My z tej okazji przyglądamy się sylwetce zespołu i mianujemy Fontaines D.C. Artystą Tygodnia w Radio Luz.

Dogrel
2019
Partisan Records
Dogrel to punkt zero, brutalny wybuch surowej energii i bezkompromisowa wizytówka tego, kim Fontaines D.C. byli u zarania swojej drogi. Wydany w 2019 roku debiut nie bawił się w półśrodki ani w wyrafinowane aranżacje – to post-punk prosto z Irlandii. Zespół zabiera nas w podróż po ulicach swojego rodzinnego miasta, ale nie jest to laurka, lecz portret pełen słodko-gorzkiej goryczy, tożsamościowego niepokoju i tęsknoty za odchodzącym światem. Gitary grają tu bezlitośnie, sekcja rytmiczna wali z prostotą. Czy jest to jednak wyłącznie surowy, hałaśliwy zgiełk? Skądże.
Otwierający płytę Big bez zbędnych wstępów rzuca nas na głęboką wodę. To zaledwie dwuminutowy, agresywny strzał, w którym pada wyznanie dumy pomieszanej z kompleksami młodego człowieka pragnącego sięgnąć po wszystko. Boys in the Better Land i Too Real podtrzymują tę rozpędzoną energię. Szybkie riffy, nerwowa rytmika i powtarzane frazy nadają im niemal hipnotyczny charakter. To kompozycje, które szybko zapadają w pamięć i trudno wyrzucić je z głowy Niemniej Dogrel to nie tylko prosta poezja buntu i hałas. W utworach takich jak Dublin City Sky grupa odsłania swoje folkowe korzenie, pokazując, że pod warstwą post-punkowego brudu kryje się niezwykła wrażliwość i melodia, która potrafi chwycić za serce.
Z perspektywy czasu Dogrel przypomina pomnik. Zespół wybudował solidny fundament, który pchnął ich karierę tylko i wyłącznie do przodu – udowodnił nim, że gitarowa muzyka wciąż ma coś istotnego do powiedzenia, jeśli tylko stoi za nią pomysł. To album surowy i autentyczny. Traktuję go jako jeden z doskonalszych debiutów, bez którego późniejsza ewolucja Fontaines D.C. po prostu nie mogłaby się wydarzyć.
Nasza selekcja:

A Hero’s Death
2020
Partisan Records
A Hero’s Death, wydany w odpowiedzi na oszałamiający i wycieńczający sukces debiutu, zrzuca z zespołu łatkę prostych chłopaków z Irlandii grających post-punk i przenosi nas w przestrzeń znacznie bardziej mroczną oraz melancholijną. To płyta będąca zapisem zamknięcia się w czterech ścianach, zmęczenia nagłą sławą i próbą odnalezienia kierunku w jakim miałby iść zespół, który nagle gwałtownie przyspieszył. Jeśli Dogrel był pewnym siebie wybiegnięciem na ulice z podniesioną głową, to ten krążek jest powrotem do zamkniętego pokoju, w którym ściany zaczynają się powoli schodzić. Fontaines D.C. zaczynają interesować się tym, co dzieje się w głowie człowieka, szczególnie gdy nagle musi odnaleźć się w rzeczywistości, która zmienia się zdecydowanie zbyt szybko (przypomnijmy – album wyszedł podczas pandemii COVID-19, trudno o lepsze wyczucie, niż to, jakie mieli chłopacy).
Już otwierające I Don’t Belong pokazuje, że tym razem nie będzie tak prosto jak na Dogrel. Utwór jest spokojniejszy, bardziej zdystansowany i opiera się na poczuciu wyobcowania. Jeszcze ciekawiej robi się przy tytułowym A Hero’s Death. Hipnotyczny rytm i powtarzana fraza „Life ain’t always empty” tworzą kompozycję, która z jednej strony brzmi niemal uspokajająco, a z drugiej pozostawia sporo niepokoju. To właśnie takie kontrasty stają się jednym z najważniejszych elementów albumu. W Televised Mind oraz A Lucid Dream zespół wraca do bardziej intensywnego grania, ale tym razem gitarowe partie są znacznie bardziej psychodeliczne i chaotyczne. Nie chodzi już wyłącznie o energię, lecz o stworzenie atmosfery, która momentami potrafi wręcz przytłoczyć słuchacza.
Drugi album udowodnił, że Fontaines D.C. nie mieli zamiaru nagrywać dwa razy tej samej płyty dla łatwego poklasku. A Hero’s Death figuruje jako krążek trudniejszy oraz bardziej wymagający. Mniej oszczędny w serwowaniu prostego gitarowego punku. Pokazuje zespół w momencie artystycznego dojrzewania – gdy brud z debiutu zamienia się w dojrzałą, nieco melancholijną kontemplację nad własną tożsamością.
Nasza selekcja:

Romance
2024
XL Recordings
Fontaines D.C., choć brzmieniowo ewoluują z płyty na płytę, to pod względem tożsamości pozostają spójni. Wydany w 2024 Romance jest doskonałym przykładem tego, jak irlandczycy potrafią namieszać, będąc przy tym do bólu szczerymi. Oczywiście nabyte przez nich nowe inspiracje nie sprawiły, że zespół zupełnie zrezygnował z gitar – rzężące riffy wciąż z nami pozostały, ale tym razem zyskały kilku nowych przyjaciół: syntezatory, przestery, a nawet i smyczki. Ta nieco większa paleta dźwięków nadała krążkowi romantycznego tonu… Romantycznego? No właśnie… Czy aby na pewno należy aż tak sugerować się tytułem tego albumu? Owszem, znajdzie się tu trochę miłosnych uniesień, jednak obracają się one w dość mrocznym towarzystwie stworzonym z niepokoju oraz dystopijnych wizji.
Otwierający płytę utwór Romance sugeruje nadchodzące zmiany w brzmieniu irlandzkich chłopaków – to numer zabierający słuchacza w zupełnie nowy świat. Dokładnie ten świat, który ma dominować na całości Romance. Jest spokojny, ale zdecydowany i, co najciekawsze, mocno różniący się od wcześniejszej twórczości Fontainesów. Dalej mamy Starburster, a więc jeden z najbardziej rozpoznawalnych kawałków zespołu. Zasługuje on na szczególne wyróżnienie, gdyż wówczas był najbardziej szalonym numerem z całej płyty. Starburster jest mniej gitarowy, ale bardziej hipnotyczny. Wywołuje ogromny niepokój, który można uznać za klaustrofobiczny. Zaczyna się nerwową melorecytacją, a później wzbogaca się o pourywane frazy oraz gwałtowne oddechy. Nie jest to bez znaczenia, ponieważ inspiracją do tego kawałka był atak paniki, którego w metrze doznał Grian Chatten. Utwór opowiada o niekomfortowym przeżyciu najbardziej namacalnie jak się da – stara się to uczucie odtworzyć. Używa do tego powtarzalnych dźwięków i niebanalnej ekspresji. Od razu sugeruje to ewolucję brzmieniową, która dokonuje się na płycie Romance.
Fontaines D.C. tym krążkiem udowadniają, że są świetnymi post-punkowcami, ale nie mają zamiaru zamykać się w jednym środku wyrazu. To ich kolejny album, który zdobył uznanie na całym świecie. I, bynajmniej, nie jest to kwestia tego, że chłopaki nieco odpuściły swoim rzężącym korzeniom. Bo przecież nie zawsze niepokój jest hałaśliwy, czasem jest jak wilk w owczej skórze i przybiera formę delikatnego, lecz zdradzieckiego spokoju. Romance pokazuje, co można zrobić z muzyką, aby wiernie oddawała uczucia. Zupełnie tak, jakby każdy dźwięk miał swój odnośnik w konkretnej emocji.
Nasza selekcja:

Dopamine Chamber
2026
XL Recordings
Dopamine Chamber, podobnie jak Romance, daje poznać zespół od innej, nowej strony. Choć nie sposób nie zauważyć, że część obecnych tu motywów znamy z poprzednich wydawnictw. Fontaines D.C. wciąż szukają inspiracji, o które nikt by ich nie posądził. Na Dopamine Chamber rozwijają już wcześniej zapuszczone korzenie i nadają im kolejne formy. Wielu twierdzi, że słuchając ich najnowszego krążka, odnaleźć można nawiązania do Depeche Mode, The Cure, Joy Division czy też Massive Attack. Jest to naprawdę mocny zestaw, ale i jednocześnie ciężar do udźwignięcia. Jak zatem poradzili sobie Irlandczycy?
Muzycy sięgnęli po chłodną elektronikę oraz syntezatory, a także inspirację latami 80., a post-punk już naprawdę odstawili na dalszy plan. Co nie znaczy oczywiście, że zupełnie postawili gitary w kąt, a w Fontaines D.C. nie ma już ani grama tego zespołu. Grupa pozostała przede wszystkim wierna swoim przekonaniom i nie straciła charakteru, który szlifują właściwie już od debiutanckiej płyty. Dopamine Chamber pod okryciem zrobionym z pięknych, a nawet i niezwykle eleganckich kompozycji, jest albumem przygnębiającym, który napędza pytanie: dokąd uciekasz? Krążek bardzo poważnie traktuje współczesny problem sztucznie wywoływanych emocji oraz natłoku bodźców. Grian Chatten w tekstach podzielił się swoimi obserwacjami, serwując nam hipnotyczne utwory z wyrafinowaną warstwą muzyczną. To dość ironiczne, że opowieść o łatwo dostępnych uniesieniach jest tak wciągająca.
Dopamine Chamber jawi się jako album nieco stadionowy, co oczywiście nie sprawia, że jest zły. Dźwiękowo na pewno sprawia wrażenie bardziej przystępnego dla kogoś, kto jeszcze jakimś cudem nie słyszał o Fontaines D.C..
Nasza selekcja:
Koncert w Polsce
Fontaines D.C. 31 października wraz z nowym materiałem wystąpili w Łodzi, dając tym samym niesamowite widowisko. To dość przewrotne, bo przecież halloweenowy koncert powinien być upiorny, a muzycy z Irlandii zaserwowali publiczności jedną z najczulszych i najpiękniejszych nocy.
Ich koncert był wydarzeniem magicznym, co najdoskonalej podsumowuje to, że człowiek słuchając Fontaines D.C. w jednym momencie może płakać ze wzruszenia, a w następnym – uśmiechać się z radości. Zdecydowanie żałować powinien ten, kto nie wybrał się do Łodzi. Pocieszające jednak jest to, że zespół niebawem wróci do Polski, gdyż 29 maja zapowiedzieli swój kolejny występ w naszej ojczyźnie, a konkretnie w Warszawie.
Paulina Madej, Bartosz Repczyński, Maria Głowacka