Adam Bałdych – Chciałbym podzielić się tym, co jest we mnie najprawdziwsze
W dyskografii niejednego artysty znajduje się album, który diametralnie wpłynął na jego dalszą twórczość. Przełom może objawiać się na różne sposoby, na przykład wyraźną zmianą stylu gry. W przypadku produkcji Portraits Adama Bałdycha to jednak głęboka, jawna potrzeba powiedzenia więcej, niż dotychczas.
Zeszłoroczne dzieło polskiego skrzypka na pozór odwołuje się do znanych z jego dotychczasowej twórczości motywów. Solowa wirtuozeria harmonijnie łączy się z jazzowym sznytem kompozycji, tworząc bezsłowną, melodyjną poezję. To muzyka głęboko emocjonalna i szczera w swej wrażliwości, jak zawsze w dziełach Bałdycha. Tym razem treść 15 kompozycji ma jednak jeszcze większą moc, niż którakolwiek z wcześniejszych inicjatyw artysty. Portraits wychodzi bowiem daleko poza ramy bycia tylko i wyłącznie albumem muzycznym.

Wszystko zaczęło się dwa lata temu, gdy z muzykiem skontaktowali się pracownicy Instytutu Pileckiego, organizacji zajmującej się dokumentowaniem historii XX wieku. Bałdych otrzymał propozycję stworzenia albumu inspirowanego osobistymi tragediami ludzi dotkniętych II Wojną Światową. Do rąk artysty trafiły intymne, poruszające materiały – testamenty, listy rodziców żegnających swoje dzieci; zaklęte w kartach okrutnej historii okruchy troski i miłości.
Po zapoznaniu się z archiwaliami Instytutu, Bałdych zaczął myśleć o kiełkującym projekcie szerzej, samemu szukając tekstów, które dopełniłyby emocjonalny obraz dzieła:
Zaciekawiła mnie książka napisana przez kompozytora Szymona Laksa [Gry obozowe – przyp. red.], który prowadził orkiestrę obozową. Opowiadał o tym jak jeden z flecistów grających w orkiestrze wykonywał utwór i tak się zapomniał w tej muzyce, ona go tak uniosła, że zamknął oczy. Grał swoją linię melodyczną i nie zauważył, że za jego plecami przejechały autobusy z kobietami, które zabrano do obozu koncentracyjnego, w tym jego żonę.
Ogrom cierpienia zmieszany z przebłyskami dobra i wrażliwości, które zostały zawarte w głosach z przeszłości, wstrząsnęły muzykiem. Jak sam opisuje, muzyka wylała się z niego w ciągu dwóch dni. Zapisywał poszczególne przeżycia jedynie w formie szkicu utworu, by móc szybko przejść do kolejnej kompozycji. Za wszelką cenę chciał uchwycić autentyczność emocji wywołanych wydarzeniami sprzed ponad 80 lat.

Portraits to dzieło dwóch obliczy, obrazujące dylemat moralny, który trapił muzyka w trakcie tworzenia. Dlaczego jesteśmy w stanie tworzyć nieskończenie piękne dzieła, a jednocześnie dokonywać tak okrutnych zbrodni? Kim jest współczesny człowiek i czy tak bardzo różni się od swoich przodków? Wiele pojawiających się w głowie artysty pytań pozostało bez odpowiedzi, a ów dualizm ludzkiej natury znalazł odbicie w finalnych kompozycjach.
Album otwierają majestatyczne hymny, takie jak Tree Of Knowledge oraz Protest Song. Nadają ton pierwszej połowie albumu, poruszając swym pięknem i mocą. Z czasem nastrój coraz bardziej się zmienia. W połowie tracklisty, za sprawą Lullaby For Ulma Family z oczu zaczynają płynąć łzy bezsilności. Kołysanka dedykowana jest wielodzietnej polskiej rodzinie, zamordowanej przez nazistów za ukrywanie Żydów.
Najbardziej porażający moment płyty nastaje zaraz za półmetkiem, gdy zapadający nagle, wszechogarniający mrok Depths Of The Earth jest stopniowo rozświetlany przez bijące nadzieją Vision (Talking To Jesus). Po triumfalnej Hamsie na jakiś czas ponownie nastaje ciemność. Bałdych nie zostawia jednak słuchacza w emocjonalnej otchłani. Ukojenie zapewnia przepiękne, zamykające płytę Relief.
Silne wołanie o pokój i tolerancję w czasach rosnących tendencji nacjonalistycznych nie skończyło się na samej płycie Portraits. Adam Bałdych nie chciał „chować się za muzyką”. Potrzebował również wyjść z cienia i powiedzieć głośno, że nie zgadza się na targany wojami współczesny obraz świata. Szczególnie po tym, czego doświadczył, obcując ze wspomnieniami ludzkich tragedii II Wojny Światowej.
Podczas trasy koncertom kwintetu towarzyszyły panele muzyczne i historyczne. W dniu koncertu we wrocławskiej Synagodze Pod Białym Bocianem odbyły się warsztaty muzyczne, w trakcie których początkujący twórcy mogli skorzystać z wskazówek Bałdycha, a także posłuchać wykładu historyczki dr Joanny Hytrek-Hryciuk, która opowiedziała między innymi o losach wrocławskiej społeczności żydowskiej.
Najmocniejsze przesłanie popłynęło z samej sceny. Zespół w składzie: Adam Bałdych (skrzypce), Sebastian Zawadzki (fortepian), Marek Konarski (saksofon), Andrzej Święs (kontrabas) oraz Dawid Fortuna (perkusja) wraz z gościnnym występem Piotr Odoszewskiego (wokal) wypełnił każdy skrawek przestrzeni Synagogi dźwiękami przepełnionymi nadzieją i pokojem.
Wspaniale zintegrowany, z harmonią malujący kolejne obrazy kwintet bezsłownie realizował idee swojego lidera. Celem Bałdycha jest bowiem szerzenie piękna przez muzykę oraz stworzenie, choćby tylko na czas koncertu, wspólnoty ludzi, którzy – chociaż bardzo się od siebie różnią – są łączeni podobnymi doświadczeniami. W tym zawiera się cała wyjątkowość sztuki polskiego skrzypka. Tworzy dzieła abstrakcyjne, w których każdy może odnaleźć cząstkę własnej wrażliwości.
Oczywiście sam album Portraits nie zakończy mającej się coraz lepiej fali niechęci do obcych, od której już tylko krok do przemocy i mordu. Jeśli jednak choć kilka osób dotknie przesłanie, które niesie ze sobą muzyka Bałdycha, będzie można mówić o sukcesie. Każdy z nas nosi w sobie okruchy dobra i zła i tylko od nas zależy, którą stronę wybierzemy wobec drugiego człowieka.
Całość rozmowy z Adamem Bałdychem:
Tekst: Michał Lach
Korekta: Pola Sosin
Zdjęcia: Tomasz Szudrowicz