Air

Air

Air

Tam, gdzie analogowa nostalgia spotyka się z chłodnym francuskim wyrachowaniem, brylują Nicolas Godin i Jean-Benoît Dunckel. Duet z Wersalu od końca lat 90. konsekwentnie redefiniuje pojęcie muzyki relaksacyjnej, udowadniając, że downtempo i popowa wrażliwość mogą iść w parze z formalną dyscypliną oraz konceptualnym rozmachem. Z okazji kolejnej rocznicy wydania Moon Safari – albumu, który na dobre zmienił sposób myślenia o elektronicznej melancholii, Air zostaje Artystą Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.


Moon Safari: Amazon.pl: Płyty CD i winylowe

Moon Safari

1998

Debiutanckie Moon Safari to płyta-legenda. Album, który od momentu premiery funkcjonuje jak dźwiękowa pocztówka z miejsca, które nigdy nie istniało, ale każdy ma w pamięci jego obraz. Odkrywane na nowo po ponad dwóch dekadach, przypomina, że Air to projekt głęboko ludzki — zanurzony w emocjach, wspomnieniach i subtelnych gestach, a nie w technologicznym popisie.

Materiał powstawał bez pośpiechu, z wyraźnym zamiłowaniem do brzmień analogowych i studyjnej intymności. Syntezatory Mooga, elektryczne pianina Wurlitzera, leniwe linie basu i oszczędna perkusja tworzą świat miękki, pastelowy, pozbawiony agresji. To muzyka oddychająca, zostawiająca przestrzeń między dźwiękami, w której słuchacz może się wygodnie rozgościć.

Moon Safari nie jest jednak prostą laurką dla easy listeningu. Pod tą gładką powierzchnią kryje się precyzyjna konstrukcja. Utwory takie jak La femme d’argent czy Kelly Watch the Stars balansują na granicy transu, opierając się na hipnotycznej repetycji i drobnych przesunięciach akcentów. Z kolei All I Need czy Ce matin-là wprowadzają pierwiastek popowej wrażliwości, ale pozbawione są jakiejkolwiek dosłowności. Emocje są tu zasugerowane, nie wyłożone wprost.

Uwielbiam albumy, które funkcjonują jak przestrzenie przejściowe. Moon Safari przywodzi na myśl nocne przejazdy pustymi bulwarami, hotelowe lobby tuż przed świtem, apartamenty zalane światłem neonów odbijających się w szybach. To nie są miejsca smutne, raczej zawieszone między snem a jawą, między wspomnieniem a projekcją przyszłości.

Virgin Suicides: Amazon.pl: Płyty CD i winylowe

The Virgin Suicides

2000

Dwa lata później Air potwierdzili swoją wyjątkową wrażliwość, tworząc ścieżkę dźwiękową do debiutanckiego filmu Sofii Coppoli. The Virgin Suicides to rozwinięcie estetyki Moon Safari, ale w bardziej eterycznym, wręcz duchowym kierunku. Instrumentarium zostaje ograniczone, melodie stają się bardziej kruche, a cisza zyskuje niemal równorzędny status z dźwiękiem.

To album unoszący się gdzieś pomiędzy jawą a snem, w którym każdy motyw brzmi jak echo czyjegoś wspomnienia. Brak tu klasycznej narracji, przeciwnie, zamiast tego dostajemy zbiór emocjonalnych migawek, krótkich fraz, urwanych myśli. Air doskonale rozumieją, że mniej znaczy więcej, a niedopowiedzenie bywa silniejsze niż najbardziej rozbudowana aranżacja.

Air to duet, który nigdy nie gonił za nowoczesnością, a mimo to pozostaje ponadczasowy. Ich muzyka nie starzeje się, bo nie próbuje opisywać konkretnego momentu, jest to raczej obraz stanu umysłu. W świecie permanentnego przyspieszenia Francuzi proponują eleganckie spowolnienie, w którym melancholia nie ciąży, a nostalgia nie boli. To dźwięki, do których się wraca — nie po to, by coś odkryć na nowo, ale by na chwilę zniknąć.

Bartosz Repczyński