All Them Witches – Starting Line
All Them Witches to zespół, który od ponad dekady konsekwentnie buduje swoją pozycję gdzieś pomiędzy psychodelią, bluesem i ciężarem stoner rocka. Wyrośli z Nashville – stolicy country, ale ich brzmienie nigdy nie było lokalne – raczej zakorzenione w klasyce rocka i jednocześnie stale ją podważające. Każdy kolejny album przesuwał akcenty: raz w stronę długich, hipnotycznych form, innym razem w bardziej zwarte – piosenkowe struktury.
Starting Line jest kolejnym krokiem w tej ewolucji – i jednocześnie jednym z bardziej bezpośrednich utworów w ich ostatnim repertuarze. Numer zaczyna się spokojnie, wręcz oszczędnie: gitara prowadzi prosty, lekko przygaszony motyw. Dość szybko pojawia się zmiana. Utwór nabiera ciężaru, ale nie robi tego w sposób agresywny – raczej jak nagłe podkręcenie temperatury niż eksplozja. Wchodzi więcej energii, pojawiają się charakterystyczne dla zespołu ciężkie stonerowe riffy i wyraźniejsze uderzenie sekcji rytmicznej. Całość jest dynamiczna, ale kontrolowana. To nie jest chaos – to dobrze wyważony ruch między spokojem a napięciem.
Struktura utworu pozostaje przy tym stosunkowo prosta. Zamiast rozbudowanych, wielominutowych jamów, które słusznie kojarzą się z brzmieniem zespołu, dostajemy bardziej kompaktową formę. I właśnie to może być dla części słuchaczy zaskoczeniem. Pojawiają się głosy, że to jeden z bardziej „przystępnych” numerów w ich katalogu – dla jednych świeży i energetyczny, dla innych zbyt zachowawczy jak na standardy zespołu.
Ale nawet w tej krótszej formie Starting Line zachowuje to, co w All Them Witches najważniejsze: umiejętność budowania napięcia bez oczywistych trików i balansowanie między groove’em a ciężarem.
Singiel zapowiada album House of Mirrors, który ukaże się 29 maja 2026 roku. To pierwsze studyjne wydawnictwo zespołu od 6 lat i – jak sugerują sami muzycy – efekt większej dojrzałości oraz jeszcze lepszej komunikacji wewnątrz składu.
Jeśli Starting Line jest wskazówką, w którą stronę zmierza ta płyta, można spodziewać się materiału bardziej zwartego, ale wciąż opartego na charakterystycznej dla zespołu pracy między instrumentami. Mniej rozciągania formy, więcej konkretu – bez rezygnowania z klimatu, który przez lata był ich znakiem rozpoznawczym.
Piotr Sekuła