American Football

American Football

Z początku nie myśleli nawet o sobie jako o zespole. Rozpadli się jeszcze przed wydaniem debiutu. Przez 15 lat nie brali w ogóle pod uwagę tego, że ktoś może być zainteresowany ich powrotem do wspólnego grania. Wydawało się, że American Football, nasz Artysta Tygodnia w Radiu LUZ, bezpowrotnie rozpłynęli się gdzieś na południe od Chicago i że na zawsze jedyne co po nich pozostanie, to kultowy pierwszy album; tymczasem oni powrócili i właśnie wypuścili swoje LP4.

 

Najważniejsze nazwisko dla muzyki midwest emo? Niewątpliwie Kinsella. Zaczęło się od tego, że Tim Kinsella, licealista z przedmieść Chicago, spóźnił się na próbę swojego zespołu. Gdy w końcu się zjawił, odkrył, że koledzy już grają, a w roli gitarzysty zastąpił go jego młodszy brat Mike. Młody był na tyle dobry, że został na stałe, a gdy z zespołu wykruszył się bębniarz, Mike zaproponował, że nauczy się grać na perkusji. Cap’n Jazz, bo taką nazwę ostatecznie przybrała ta grupa, przeszli drogę od punkowego grania do bardziej kombinowanego brzmienia, charakterystycznego dla gatunku rodzącego się w ich rejonach geograficznych. Później bracia grali jeszcze wspólnie w Owls oraz Joan of Arc; z tym ostatnim zespołem współpracował również ich kuzyn Nate, który obecnie jest członkiem grupy założonej przez Mike’a jakiś czas po rozpadzie Cap’n Jazz. Grupą tą jest kultowe American Football.

Gdy Mike Kinsella rozpoczął studia na Uniwersytecie Illinois w Champaign, zamieszkał ze Stevem Holmesem, którego znał już z czasów licealnych. Czasem grywali razem, chociaż generalnie byli zaangażowani w inne zespoły. Kinsella dołączył do The One Up Downstairs, w którym na perkusji grał Steve Lamos – chłopak z porządnym wykształceniem muzycznym, chociaż wciąż uczący się swojego obecnego instrumentu. Po rozpadzie tego składu Lamos zaczął grywać z Holmesem, a po kilku tygodniach zaprosili do wspólnych prób Kinsellę. Tak narodził się skład, który miał stać się jednym z najważniejszych w historii wrażliwej muzyki gitarowej.


American Football

1999

Polyvinyl

Wyobraźcie sobie, że wyjechaliście na studia do niedużego miasta gdzieś na Środkowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Jest końcówka XX wieku, więc jeszcze nie możecie spędzać całych dni na oglądaniu seriali na komputerze i obrażaniu ludzi w mediach społecznościowych. Pozostaje wam granie muzyki z kolegami. Co prawda nie macie nawet własnych instrumentów, ale radzicie sobie z tym, co akurat znajdziecie lub pożyczycie – w końcu nie planujecie grać żadnych większych tras koncertowych. Jest całkiem w porządku, ale wiecie, że studia zaraz się skończą i trzeba będzie zająć się czymś powazniejszym.

I jak, wyobraźiliście sobie to? Jeśli tak, to znaczy że już wiecie jak to było w zespole American Football w ich pierwszym okresie działalności, w latach 1997-99. Kinsella, Holmes i Lamos nagrali trzyutworową EP-kę i grywali czasem koncerty w swojej okolicy; występy te jednak nie nastrajały ich pozytywnie. Granie na żywo nie było ich żywiołem, a gdy raz postanowili wyjechać na koncert do innego stanu, liczba osób na widowni podobno wynosiła okrągłe zero. Muzycy nie wiązali z zespołem żadnej przyszłości, ale jednak dalej spotykali się na wspólne próby, które ostatecznie zaowocowały tyloma napisanymi piosenkami, że po prostu wypadało zebrać je w formie albumu przed odebraniem dyplomów akademickich i rozejściem się w swoje strony. Poinformowali zaprzyjaźnioną wytwórnię Polyvinyl o swoich zamiarach, z zastrzeżeniem, że przekażą gotowy materiał, ale potem nie będą go promować ani koncertować z nim – po prostu nie bedą już istnieć jako grupa.

American Football – bo tak nazywało się to (jak i każde inne) wydawnictwo tercetu z Illinois – zaliczane jest do płyt definiujących brzmienie midwest emo, jednak wyraźnie różni się od wcześniejszych dokonań zespołów z tej sceny, takich jak Braid czy Cap’n Jazz. Mike Kinsella nie był zainteresowany muzyką hałaśliwą, zbuntowaną, czy – broń Boże – wesołą. Ciągnęło go do smutnych ballad i marzycielskich piosenek. Chociaż w czasach szkolnych był fanem Fugazi (jego mama raz zabrała go na ich koncert w Chicago, a na dodatek… upiekła ciasto dla członków ekipy Iana McKaye), to miał poczucie, że w muzyce wyrastającej z hardcore’u wszystko zostało już powiedziane i zagrane. Steve Holmes wniósł do tego zamiłowanie do zespołów z lat 60., a Steve Lamos dodał swoje jazzowe osłuchanie i wykształcenie oraz umiejętność gry na trąbce. Razem nagrali płytę, która łączy charakterystyczną dla emo wrażliwość (i, umówmy się, przeciętny wokal) z post-rockową powagą i math-rockowymi podziałami rytmicznymi.


American Football (LP2)

2016

Polyvinyl

W 2014 roku coś w Kinselli się zmieniło i wysłał do Lamosa oraz Holmesa maila z propozycją, żeby zagrać kilka koncertów jako American Football. Poza lokalnym festiwalem zaplanowali trzy występy w Nowym Jorku – wszystkie wyprzedały się na pniu. Artystycznie podobno nie były to wspaniałe widowiska, ale wśród widowni mało kto się tym przejmował. Dla ludzi ważne było to, że mogli w końcu usłyszeć na żywo piosenki, które tyle im dały, a które wydawały się już na zawsze być wyłącznie do odsłuchu w domach i na iPodach. To skłoniło zespół do tego, żeby bookować dalsze koncerty w kraju i za granicą, a także żeby pomyśleć o wydaniu drugiej płyty.

American Football, dla porządku nazywane LP2, zostało napisane i nagrane w pośpiechu, żeby wykorzystać swój moment. Zespół (do którego dołączył grający na basie Nate Kinsella) nie miał czasu na wypracowanie nowych pomysłów, czy na próby zmiany kierunku muzycznego. Drugi album był dość bezpieczny i zachowawczy: American Football kontynuowali kierunek obrany na debiucie, ale nowe piosenki nie porywały aż tak bardzo jak te nagrane 17 lat wcześniej. LP2 zebrało porządne recenzje, a fani byli zachwyceni tym, że w końcu nie muszą katować jednej płyty w kółko, chcąc posłuchać swojego ulubionego zespołu, ale można było jednak mieć po tym materiale pewien niedosyt.


American Football (LP3)

2019

Polyvinyl

Trzeci album American Football obrał już nieco odmienny kierunek od poprzednich dokonań grupy. Różnice można dostrzec jeszcze przed wyjęciem płyty z opakowania: na okładce nie pojawia się biały dom przy West High Street w mieście Urbana, w stanie Illinois, który był obecny na LP1 i LP2, a na liście utworów po raz pierwszy pojawiły się piosenki z gościnnym udziałem innych artystów. Pod kątem muzycznym zmiany również były słyszalne. Brzmienie albumu jest bardziej rozmyte niż wcześniej, klimat nieco eteryczny, a wpływy shoegaze’owe i post-rockowe są bardziej widoczne. LP3 już prawie wcale nie przypomina płyty nagranej przez zespół midwest emo; American Football w końcu skutecznie odeszli od stylu, z którym od samego początku nie chcieli być kojarzeni.

Chociaż LP3 zawiera piękne piosenki, to sam proces tworzenia płyty, a także to, co działo się później, nie wyglądały już tak dobrze. Mike Kinsella ciągle coś poprawiał po kolegach, umniejszając im i odbierając swobodę twórczą. Coraz intensywniejsze życie w zespole odbijało się na życiu rodzinnym muzyków. Kilka miesięcy po premierze albumu żona Kinselli dowiedziała się o jego zdradzie, co ostatecznie doprowadziło do rozwodu. Nadmierne spożycie alkoholu przez członków zespołu odbijało się na jakości koncertów. Pomimo nagrania bardzo dobrego albumu, wewnątrz American Football nie działo się najlepiej, co zakończyło się w 2020 roku drugim rozpadem zespołu. Steve Lamos miał już dość Kinselli i rzucił telefonem podczas zdalnej pracy nad nowymi piosenkami. Oficjalnie zostało to przedstawione jako odejście Lamosa ze względu na zmiany życiowe, ale w praktyce było końcem funkcjonowania grupy.


American Football (LP4)

2026

Polyvinyl

Całe szczęście, że Lamos nie mógł długo wytrzymać bez grania z kolegami i po dwóch latach wrócił do zespołu, który zabrał się za komponowanie nowego materiału. Ten został wydany w końcu 1 maja tego roku, jak zawsze przez wytwórnię Polyvinyl, jak zawsze pod nazwą American Football (tym razem z dopiskiem LP4). Muzyka jednak nie jest taka jak zawsze. Generalnie można uznać czwarty album grupy za kontynuację kierunku obranego na jego poprzedniku, jednak jest od niego mniej rozmarzony, a bardziej rozbuchany i miejscami również posępny. Wiele ścieżek instrumentów nachodzi na siebie i splata się na misternie przemyślane sposoby, gitary – poza typowymi dla American Football arpeggiami – grają również plamy i drony, a perkusja Lamosa gra jeszcze gęściej i bardziej kombinacyjnie niż kiedykolwiek.

LP4 to album różnorodny, pełen ciekawych zabiegów kompozycyjnych i decyzji brzmieniowych, a jednocześnie w pełni spójny, płynnie przechodzący między utworami, bez niepasujących momentów. Około 30 lat po rozpoczęciu wspólnego grania Kinsella, Holmes i Lamos (wspomagani przez drugiego Kinsellę a także przez kilku dodatkowych muzyków jeżdżących z American Football w trasy) są dojrzałym zespołem, który odnalazł nową tożsamość po okresie, w którym byli zakładnikiem kultowego debiutu. Obserwowanie ich późnego rozwoju daje nadzieje i oczekiwania wobec dalszej działalności grupy, jednak należy mieć na uwadze to, że po drodze czyha sporo zagrożeń dla jej stabilnego funkcjonowania. Mroczniejsze niż dotychczas teksty Kinselli, alkoholika zmagającego się z poczuciem porażki po rozwodzie, mogą wprowadzać w lekki niepokój; do tego dochodzą napięcia wewnątrz zespołu, które już raz przecież prawie go pogrążyły na amen, a i należy pamiętać, że nie każdy jest gotów żyć w trasie i studiu nagraniowym aż do starości. Spieszmy się zatem kochać American Football – nie wiemy jak szybko zejdą ze sceny.

Jan Rostek