Big K.R.I.T. – Elevated
Od rapu o furach lepsza jest cała płyta o furze – jednej. Ostatni kanciasty (pierwsza rejestracja w 1985 r.) Eldorado w topowym trimie Biarritz to łabędzi śpiew motoryzacji z USA: dziecko ponurych czasów, kiedy wszyscy już wiedzieli, że produkty Wielkiej Trójki z Detroit będą już tylko doganiać jakość importowanych bryk, a nie samodzielnie wyznaczać trendy, nawet w najbardziej amerykańskim z amerykańskich segmencie personal luxury. „Kiedyś to było”, mawiają motokonserwatyści i na przekór elektromobilności motają stare klasyki, ciesząc uszy dźwiękiem V-ósemki bez turbo. Low’n’slow, tako rzeczą chicanos.
Jednym z takich wariatów jest Big K.R.I.T., g-funkowy El Veterano, który nie raz i nie dwa dawał wyraz swojemu uwielbieniu dla ciężkiego żelastwa na szprychowych dwudziestkachdwójkach, a teraz zrobił to ponownie: tytuł nowego LP Dedicated to Cadalee Biarritz mówi sam za siebie. Z niego wybraliśmy Elevated, w którym bragga „I’m nothing like the latest” brzmi jak manifest oldschoolowca z dowolnej branży. Prawdziwy muthaphukkin G w jakiejś tesli wyglądałby niepoważnie, ale akurat do tego tłuściocha można się bujać nawet podczas przejażdżki malczanem (mówię to jako wieloletni kierowca Fiata Seicento).
Sebastian Rogalski