Czy zespół sneaky jesus to spięci kolesie? – rozmowa

Czy zespół sneaky jesus to spięci kolesie? – rozmowa
Polski jazz ma się dobrze.Widać to wyraźnie po zeszłorocznych wydawnictwach, o których już u nas czytaliście, ale potwierdzają to też takie świeżynki jak najnowszy album Kosmonautów czy krążek For Better Future wrocławskiego składu sneaky jesus. To właśnie oni wybitnie urzekli mnie swoją prostotą i – jak to trafnie ujął jeden z członków grupy – „piosenkowością”.

 

Ich najnowszy album to materiał, który trudno zestawić z tym, co robili wcześniej. Poprzednie wydawnictwo, zdominowane przez 20-minutowe, ambientowo-jazzowe improwizacje, mocno odbiega od zwartego charakteru For Better Future. Tutaj każdy utwór ma swój motyw, konkretną myśl i wyraźny kierunek, w którym nas prowadzi. A może powinnam powiedzieć: każda piosenka?

O tej „piosenkowości”, o formie uciekającej od naszpikowanych techniką, skomplikowanych jazzowych solówek na rzecz liryczności i snucia opowieści rozmawialiśmy w środowym Audiostarterze. Oprócz samej muzyki rozmawialiśmy o kawie i rowerach, a przy okazji zastanawialiśmy się, czy każdy w świecie jazzu musiał być kiedyś „spiętym kolesiem” i czy warto w końcu odpuścić.

 

 

Widać, że zespół nieustannie szuka własnego języka. Jak sami przyznają – musieli się tego nauczyć: najpierw pograć trochę schematycznie, by później móc stworzyć płytę całkowicie improwizowaną. Ich kolejny album to, według nich samych, „coś pośrodku”. Czy sneaky jesus znaleźli już swój złoty środek? O tym przekonamy się niebawem, bo z tego co wiem, wszystkie kolejne utwory są już gotowe – wystarczy je tylko nagrać.

 

Jagoda Lazar