Dakar 2026: Eryk Goczał i Szymon Gospodarczyk pędzą po piaskach Al-Ula
Trzeci etap tegorocznego Rajdu Dakar przyniósł nam mnóstwo emocji i zwrotów akcji. Zebraliśmy dla Was najważniejsze informacje z polskiego obozu, gdzie radość z tempa mieszała się z pechem na trasie.
Pętla wokół Al-Ula o długości 421 kilometrów okazała się prawdziwym sprawdzianem charakteru. Organizatorzy zaserwowali zawodnikom techniczne sekcje naszpikowane ostrymi kamieniami oraz szybkie, piaszczyste fragmenty. Całość doprawiono wyjątkowo trudną nawigacją, która niejednemu pilotowi spędziła sen z powiek. Eryk Goczał oraz Szymon Gospodarczyk pokazali jednak, że drzemie w nich ogromny potencjał, notując imponujący awans w klasyfikacji generalnej.
REKORDOWE TEMPO I WALKA Z OGUMIENIEM
Nasza czołowa załoga zajęła ostatecznie 12. miejsce, co pozwoliło im wskoczyć na 13. lokatę w „generalce”. Do 300. kilometra Eryk i Szymon jechali jak natchnieni, tracąc do liderów zaledwie dwie minuty! Niestety, dwie przebite opony zmusiły ich do zwolnienia tempa w końcówce. Tak ten dzień podsumował Eryk Goczał:
„To było najlepszych 420 kilometrów, jakie kiedykolwiek przejechałem tym samochodem. Zapamiętam ten dzień na długo. Mieliśmy dobre tempo. Dogoniliśmy na trasie Michała, a po chwili całą czołówkę rajdu. Wyprzedziliśmy Nassera Al-Attiyaha, Sebastiena Loeba, fabryczne Toyoty – byliśmy jedną z pierwszych załóg na trasie. Niestety, przebiliśmy też dwie opony i wobec braku kolejnych zapasówek musieliśmy odpuścić i finalnie pod koniec straciliśmy trochę czasu. Tak czy inaczej jestem zadowolony z tego dnia. Samochód spisał się świetnie, mieliśmy bardzo mocne tempo a Szymon wykonał znakomitą pracę. Jutro zaczynamy maraton!”

NAWIGACYJNE PUŁAPKI NA PUSTYNI
Pilot, Szymon Gospodarczyk, również nie krył zadowolenia z wykonanej pracy, choć podkreślał trudności, jakie napotkali wjeżdżając w nieodkryte jeszcze fragmenty pustyni:
„Kończymy dzień na dobrym 12. miejscu i awansujemy na 13. pozycję w klasyfikacji całego rajdu. Plan na dzisiaj był prosty – atakować od samego startu. Tempo naprawdę było dobre, ale przebite opony znów utrudniły nam zadanie. Mieliśmy dziś do czynienia z bardzo trudną nawigacją. Wjechaliśmy w najbardziej skomplikowany fragment jako czwarta albo piąta załoga. Droga była tak naprawdę zupełnie niewidoczna. Trzeba było jechać powoli i uważać, żeby się tam nie zgubić. Cieszę się, bo jesteśmy na mecie i wynik jest całkiem niezły”
Mniej szczęścia mieli pozostali członkowie Energylandia Rally Team. Michał Goczał i Diego Ortega ukończyli etap na 18. miejscu, natomiast Marek Goczał oraz Maciej Marton zamknęli drugą dziesiątkę. W ich przypadku problemy techniczne połączyły się z aż trzema przebitymi oponami. Szczęśliwie, dzięki koleżeńskiej pomocy rywali na dojazdówce, udało im się bezpiecznie dotrzeć na biwak. Motocyklista Konrad Dąbrowski również nie uniknął przygód. Polak na początku etapu miał problemy z nawigacją, a później pomógł rannemu motocykliście z Rumunii. Dąbrowski zatrzymał się, wezwał pomoc i oczekiwał na przylot helikoptera. W klasyfikacji generalnej zajmuje 15. miejsce, a w klasie Rally2 jest czwarty.
„Kolejny skompilowany dzień. Dużo czasu spędziłem w kurzu innych zawodników. Porządnie się pogubiłem i nadrobiłem 20 kilometrów. Zatrzymałem się też pomóc rannemu zawodnikowi (za co czas został mi zwrócony). Generalnie dużo się działo. Nadgarstek w ostatniej części odcinka mocno dawał o sobie znać ale jest nie najgorzej jak na to wszystko. Plan na następne dni to przestać tracić czas bez sensu. Jutro wyruszamy na pierwszy maraton tego Dakaru, więc śpimy na pustyni z dala od załogi. Nie wiem, jak będzie z zasięgiem więc możliwe, że usłyszmy się pojutrze. Jedziemy dalej”
W środę w Rajdzie Dakar rozpocznie się dwudniowy etap maratoński, gdzie załogi nie będą mogły korzystać ze wsparcia technicznego.
tekst: Mikołaj Sobol