Dakar 2026: Przecieranie szlaków na pustyni
Energylandia Rally Team ukończyła morderczy, dwudniowy maraton na trasie do Biszy. Jako wczorajsi zwycięzcy, polscy zawodnicy musieli przecierać szlaki dla całej dakarowej czołówki. Mimo awarii technicznych i trudnej nawigacji na wydmach, cały rodzinny zespół zameldował się na finiszu.
Uczestnicy Rajdu Dakar mają za sobą kolejny maraton. Odcinek specjalny liczył aż 420 kilometrów. Trasa prowadziła głównie przez piach oraz zdradliwe wydmy. Wymagało to od kierowców ogromnej techniki. Pierwszą załogą na trasie był Eryk Goczał oraz Szymon Gospodarczyk. Tuż za nimi ruszyli Michał Goczał i Diego Ortega.
Wyzwania nawigacyjne na pustyni
Otwieranie trasy oznaczało konieczność samodzielnego nawigowania. Polacy nie mogli liczyć na ślady innych maszyn. Musieli sami tworzyć drogę dla reszty stawki. Zadanie to okazało się niezwykle skomplikowane. Jak z tą presją poradził sobie najmłodszy kierowca w ekipie Eryk Goczał?
Kończymy dakarowy maraton. To był chyba najbardziej wymagający i najbardziej szalony odcinek specjalny w moim życiu. Byliśmy dzisiaj pierwszą załogą na trasie. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji – zazwyczaj widzimy już zarówno ślady innych samochodów, jak i motocykli. Tym razem nie było przed nami absolutnie nikogo. Szymon musiał bardzo mocno skupić się na nawigacji a ja starałem się jechać tak, żebyśmy się nie zgubili. W dodatku pękł nam drążek kierowniczy, więc straciliśmy nieco więcej czasu. Tak czy inaczej, otwieranie trasy na Dakarze było świetnym doświadczeniem. Cieszę się, że jesteśmy na mecie i wracamy na biwak

Szymon Gospodarczyk przyznał, że bycie liderem było wyzwaniem. Załoga dwa razy lekko utknęła w piachu. Szybko jednak wrócili do jazdy. W pewnym momencie dogonił ich Toby Price. Spowodowało to spore zamieszanie nawigacyjne. Polacy postanowili jednak ufać własnym instynktom. Dzięki temu odnaleźli właściwą drogę.
Bycie pierwszym na trasie stanowiło duże wyzwanie, ale myślałem, że będzie gorzej. Dwa razy lekko się zakopaliśmy, ale szybko sobie z tym poradziliśmy. Natomiast później dojechał do nas Toby Price i tworzył dosyć dziwny ślad. W pewnym momencie zjechała się tam cała czołówka i wszyscy szukali waypointa. Stwierdziliśmy z Erykiem, że musimy jechać po swojemu i nie zwracać uwagi na ślady, bo było tam mnóstwo zamieszania. Złamaliśmy też drążek kierowniczy, ale Eryk kolejny raz pokazał, że jest znakomitym mechanikiem, więc szybko go wymieniliśmy. Najważniejsza była dziś meta –podsumował Szymon Gospodarczyk, pilot Eryka.
Problemy techniczne innych załóg
Nie był to łatwy dzień dla pozostałych członków ekipy. Marek Goczał narzekał na brak amortyzacji. Auto odbijało się od trasy niczym kangur. Z kolei Michał Goczał zmagał się z przebitymi oponami. Na trasie stracił aż cztery koła. Pomogła mu jednak załoga Eryka Goczała. Pożyczyli koło zapasowe, co pozwoliło na kontynuowanie rajdu. Konrad Dąbrowski, motocyklista po środowym etapie zajmuje 13. miejsce w „generalce” i 4. w klasie Rally2.
Jutro zawodnicy wyruszą z Biszy do Al Henakiyah. Organizatorzy ostrzegają przed skomplikowaną trasą. Może ona stać się prawdziwym labiryntem. Odcinek specjalny będzie miał długość 346 kilometrów.
tekst: Mikołaj Sobol