David Bowie
10 stycznia 2026 mija 10 lat odkąd świat obiegła wstrząsająca informacja o śmierci Davida Bowiego. Jego płodna kariera trwała przez ponad 50 lat i pokazywała, że jej jedyną stałą jest nieustająca zmiana. W tym tygodniu David Bowie powróci do nas jako artysta tygodnia Akademickiego Radia LUZ.
Nabieranie rozpędu
Odkąd NASA rozsławiła utwór Space Oddity, używając go w materiałach z lądowania Apollo 11, kariera Davida Bowiego nabrała niesamowitego tempa. Do 1980 roku, w ciągu zaledwie 11 lat, wydał 13 albumów studyjnych — połowę z całego dorobku! Nie wspominając, że pisał w tym czasie utwory również dla innych muzyków, między innymi dla Lou Reeda czy Iggiego Popa. Dekadę skończył z przytupem, wydając Scary Monsters (And Super Creeps). Na albumie pojawia się utwór Ashes to Ashes, kontynuacja Space Oddity, w której Bowie opowiada dalszą historię swojej protopersony — Majora Toma.
Jedyną stałą nieustająca zmiana
Bowie doszedł do wniosku, że aby czuć się komfortowo na scenie, musi wykreować personę, która ochroni go przed dociekliwym światem. Pierwszą postacią, dla której stworzył kompletną historię, był androgeniczny Ziggy Stardust — kosmita i gwiazda rocka w jednym. Ziggy przybył na Ziemię, by w obliczu nadchodzącej apokalipsy przynieść ludzkości nadzieję. Bowie powiedział, że tworząc to wcielenie, zależało mu tylko na jednym: na zdefiniowaniu archetypu rockowego mesjasza. The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars to koncepcyjna perełka, w której muzyka wiernie podąża za historią.

W 1972 roku, w trakcie trasy koncertowej Ziggy Stardust, Bowie pracował już nad materiałami do kolejnej płyty. Oprócz muzyki stworzył też nowe wcielenie — tytułowego Alladina Sane’a (gra słowna „A Lad Insane”). Największą muzyczną zmianą było zaangażowanie pianisty jazzowego Mike’a Garsona. To on nadał płycie szalony charakter. Tytułowy utwór to wycieczka na tereny awangardowego jazzu, w trakcie której można usłyszeć obłędne solo fortepianowe. Utwory składające się na krążek zostały zainspirowane obserwacjami Bowiego na temat Stanów Zjednoczonych. Były jego brytyjskim spojrzeniem na Nowy Świat. Alladin Sane to Ziggy, który przybył do Waszyngtonu. Niecały rok później, w trakcie nagrywania albumu Diamond Dogs, Bowie pojawił się w jeszcze innym wcieleniu — jako stylowy, wyluzowany Halloween Jack. Tym razem inspiracją dla Davida do stworzenia tej persony była powieść George’a Orwella 1984.
Pod koniec 1974, Bowie zaczął eksplorować alter ego Thin White Duke’a, postać rozwiniętą w albumie Station to Station. Było to zdecydowanie jego najbardziej kontrowersyjne wcielenie. W trakcie wywiadów z tego okresu padły kontrowersyjne, profaszystowskie komentarze. Bowie tłumaczył swoje zachowanie personą Thin White Duke’a. Muzycznie Station to Station było ciekawą fuzją. Album składał się jedynie z 6 utworów, ale za to jak dopracowanych! Bowie rozwinął na nim funk i soul, który można było usłyszeć w Young Americans, łącząc to z zupełnie nowym kierunkiem — krautrockiem. Niedługo później artysta zdecydował się opuścić Stany Zjednoczone i wrócić do Europy, by podratować swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Koniec lat 70. David spędził w Berlinie, tworząc swoją słynną trylogię.

Najprawdopodobniej najważniejszą inspiracją dla wczesnych person Bowiego był Lindsay Kemp — wybitny tancerz i mim, którego artysta poznał pod koniec lat 60. Kemp zaszczepił w Bowiem fascynację androgynicznością. Pokazał mu, że płeć na scenie może być płynna, a maska i kostium nie służą do ukrycia się, ale do wydobycia głębszej prawdy. To pod wpływem Kempa Bowie zaczął malować twarz na biało i eksperymentować z teatralnym makijażem. Kiedy Bowie tworzył trasę koncertową Ziggy Stardust, poprosił Kempa o pomoc w przygotowaniu choreografii. To dzięki Lindsayowi koncerty Bowiego przestały być zwykłymi występami rockowymi, a stały się spektaklami wizualnymi przypominającymi japoński teatr Kabuki. Kemp pomógł mu stworzyć postać, która była jednocześnie „bogiem rocka” i eteryczną istotą z innego świata.

Ikona popkultury
Po eksperymentalnej „Trylogii Berlińskiej” z końca lat 70., Bowie wszedł w nową dekadę z zamiarem zdobycia masowej popularności. W tym okresie David mniej korzystał z tworzenia person. Tym razem postawił na eleganckie garnitury w pastelowych kolorach, tlenione blond włosy i przede wszystkim koniec z mrokiem. Pracę nad nowymi utworami zaczął u boku nowego producenta Neila Rodgersa. Let’s Dance, Modern Love i China Girl zdominowały radio i rodzącą się stację MTV. W tym czasie powstała również współpraca z Queen — Under Pressure, dziś najczęściej streamowany utwór Bowiego.
Lata 80. to również intensywny rozwój kariery filmowej Bowiego. Artysta udowodnił niedowiarkom, że jest aktorem z prawdziwego zdarzenia. W Labiryncie stworzył kreację Jaretha, Króla Goblinów – mroczną, uwodzicielską i niesamowicie stylową. Z kolei w Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence pokazał zupełnie inne oblicze — surowe i dramatyczne. Pod koniec życia Bowie stał się mistrzem drugiego planu, wybierając role krótkie, ale ikoniczne. Kto inny mógłby z taką klasą zagrać Andy’ego Warhola w filmie Basquiat, objawić się jako surrealistyczny agent w Twin Peaks u Davida Lyncha, czy wreszcie wcielić się w postać samego Nikoli Tesli w Prestiżu?
Pożegnanie
W trakcie trasy promującej album Reality, Bowie doznał zawału serca. Po tym wydarzeniu już nigdy nie wrócił do koncertowania. Wycofał się z życia publicznego i skupił się na nagrywaniu albumów studyjnych. Na dwa dni przed śmiercią, w dniu jego 69 urodzin, świat ujrzał Blackstar. David tworzył ten album, walcząc z chorobą nowotworową, o której wiedzieli nieliczni, jedynie rodzina i najbliżsi. Nawet muzycy nagrywający z nim płytę nie mieli pojęcia, w jak poważnym stanie znajduje się artysta. Bowie, wiedząc o terminalnej chorobie, zamienił własną śmierć w ostateczny, mroczny performance. Blackstar był jego artystycznym pożegnaniem, w którym nie było żadnych radiowych kompromisów. David zaczynał swoją przygodę z muzyką jako nastoletni saksofonista i to saksofon powraca na pierwszy plan w jego ostatnim albumie.
Wiktoria Żurek
