Dla Twardowskiego Rzym był miejscem na mapie, dla nas jest momentem w czasie
W czasie jednej ze spontanicznych rozmów w naszej przestrzeni radiowej, pośród gęstwiny treści wszelakiego rodzaju, w pewnym bliżej nieokreślonym momencie, wybrzmiało pytanie: Dlaczego teraz? Padło ono jako echo informacji o kolejnym dramatycznym wydarzeniu w świecie. To proste, krótkie, a jednocześnie niosące w sobie niezwykle szeroki wachlarz emocji, pytanie, uderzyło z całą mocą w kontekście aktualnych wydarzeń.
Moją naturalną reakcją była próba znalezienia odpowiedzi dla samego siebie, jednak zadanie to, podyktowane wewnętrzną ciekawością i potrzebą racjonalizacji rzeczywistości, okazało się znacznie trudniejsze, niż mogło się z pozoru wydawać. Dlaczego teraz? nie jest jedynie próbą zrozumienia dziejącego się procesu czy niezrozumiałego splotu zdarzeń. To przede wszystkim wyraz głębokiego sprzeciwu wobec teraźniejszości. W jakich momentach ten sprzeciw daje o sobie znać w sposób szczególny? I czy w ogóle możemy przechytrzyć los?
To poczucie buntu, o którym wspominam, rodzi się w nas dokładnie w tym samym punkcie, w którym ponad dwa tysiące lat temu antyczni tragicy upatrywali źródła ludzkiego nieszczęścia, hybris, czyli pysznej wierze, że możemy narzucić światu własne zasady.
Kierując się w stronę nieco bliższej kulturowo perspektywy, czyli rodzimego folkloru, pierwszym kontekstem i myślą, która spontanicznie pojawiła się w ramach odpowiedzi na powyższe pytanie jest Pan Twardowski, nasz narodowy symbol intelektualnej brawury, postać na wskroś współczesna, choć mimo wszystko odziana w kontusz i szablę. Jego pakt z diabłem nie był jedynie magicznym zdarzeniem, lecz desperacką próbą osiągnięcia ideału panowania nad własnym losem poprzez oszustwo, próbę wykorzystania cheat codu na rzeczywistość. Stoicyzm uczył nas, że powinniśmy akceptować to, co od nas niezależne, tymczasem Twardowski uznał, że za pomocą sprytnych klauzul i „paragrafu o Rzymie” zdoła wykreślić z życia nieuchronność cierpienia i ryzyka, którego konsekwencje musiał ponieść.
Jednak współczesna, nieco pesymistyczna rzeczywistość, którą socjolog Ulrich Beck nazywa społeczeństwem ryzyka, ma to do siebie, że produkuje zagrożenia, których nie da się zamknąć w żadnym kontrakcie. Beck zauważył, że we współczesnym świecie ryzyko stało się demokratyczne i globalne, nie wybiera, nie omija granic, a przede wszystkim jest efektem ubocznym naszej własnej cywilizacji. Kiedy pytamy Dlaczego teraz?, stoimy w progu karczmy o nazwie Rzym, zdumieni, że geopolityczne napięcia, które traktowaliśmy jako abstrakcyjne pojęcia z podręczników historycznych, nagle zmaterializowały się w naszej codzienności. Dla Twardowskiego Rzym był miejscem na mapie, dla nas jest momentem w czasie, w którym globalne ryzyko Becka przestaje być teorią, a staje się faktem.
W jednym z najnowszych wywiadów psycholog i mówca, Jacek Walkiewicz, bardzo dosadnie stwierdza, że życie zwyczajnie lubi ryzyko. Ono jest jego tętniącym sercem, a nie błędem, który da się wyeliminować. Każda nasza decyzja, każdy wybór, którego dokonujemy, nierozerwalnie wiąże się z wykonaniem kroku do przodu. To ruch w stronę przyszłości, której przecież jeszcze nie ma, która nie daje nam żadnych gwarancji ani certyfikatów bezpieczeństwa. Według Walkiewicza ten krok jest koniecznością, jeśli chcemy żyć, a nie tylko trwać, musimy zaakceptować, że stąpamy po niepewnym gruncie.
Nasz sprzeciw wobec teraźniejszości jest więc w istocie tęsknotą za światem, w którym konsekwencje jesteśmy w stanie odroczyć, czy nawet wyeliminować. Pytanie: czy taki świat kiedykolwiek istniał? Chcielibyśmy paktować z rzeczywistością tak, by brać z niej tylko to, co słodkie, zapominając o heraklitejskiej zasadzie powszechnej zmienności. Splot światowych wydarzeń to tylko przypomnienie, które nasza narodowa historia podsuwa nam ilekroć otworzymy losową kartę polskiej historii. Nic nie jest dane raz na zawsze. Pytanie Dlaczego teraz? to moment przebudzenia z bezpiecznego snu o przewidywalności.
Twardowski skończył swoją podróż zawieszony na księżycu, ani w niebie, ani w piekle, w wiecznym zawieszeniu. To przerażająco trafna metafora naszego dzisiejszego stanu w pewnym stopniu jesteśmy zawieszeni między starym poczuciem bezpieczeństwa a nowym, niepewnym światem. Aby jednak nie pozostać tam na zawsze, warto zrozumieć, że losu nie da się przechytrzyć, ale można go oswoić poprzez świadome podejmowanie decyzji i przyjmowanie ryzyka również w postaci potencjalnych konsekwencji niepowodzenia. Może więc zamiast pytać Dlaczego teraz?, warto przyznać, że to nasze teraz jest jedyną chwilą, w której prawda o świecie, ta nieupudrowana, ryzykowna i pełna sprzeczności, w końcu odważyła się spojrzeć nam prosto w oczy.
tekst: Michał Cimaszewski, gfx: Aleksandra Gałan