Dwuznaczność nieobecności. Rozmowa ze Sandrą Wollner
Podczas tegorocznej 79. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes miałam przywilej przeprowadzić wywiad z Sandrą Wollner. Jej twórczość redefiniuje granice współczesnego kina. Świeżo po zdobyciu nagrody Grand Prix w sekcji „Un Certain Regard”, jej najnowszy film, Everytime, stanowi dowód na to, jak potężnym naczyniem dla pamięci może stać się filmowy obraz.
Praktyka reżyserki jest głęboko zakorzeniona w jej doświadczeniach z filmem dokumentalnym. Estetyka filmu łączy surową, niemal reporterską obserwację z sennymi eterycznymi podobnym do snu kadrami. Dokumentalne ujęcia stanowią wspaniały kontrast dla podobnych do mirażu sekwencji, które wydają się stale pogrążone w letargu. Historia zdaje się rozgrywać w liminalnej przestrzeni między życiem a dusznym letnim snem.
Na pierwszy rzut oka Everytime wydawać się może jedynie konwencjonalnym dramatem: młoda dziewczyna umiera, a jej bliscy muszą zmierzyć się ze stratą. Jednak zaszufladkowanie tego filmu wyłącznie jako dramatu byłoby zignorowaniem jego fundamentalnej tezy. Wollner interesuje to, co dzieje się, gdy w codzienną rutynę – odrabianie lekcji, zakupy, przygotowywanie kolacji – wdziera się to, co niemożliwe.
W oświadczeniu reżyserskim Wollner dzieli się bardzo osobistą perspektywą:
Nie wierzę w życie pozagrobowe, ale zazdroszczę tym, którzy wierzą. Wierzę natomiast, że obrazy ludzi, których kochamy, zostają z nami – że w jakiś sposób wpisują się w świat. Od kiedy zmarł mój ojciec, ilekroć mijam pewien zakręt rzeki, widzę go tam stojącego z wędką. I przez krótką chwilę mam wrażenie, że mogłabym po prostu wejść w ten obraz.
To właśnie tęsknota i pragnienie powrotu do czasów sprzed tragedii stanowi istotę tego filmu. Reżyserka bada okrucieństwo rzeczywistości, która nie pozwala nam na zmianę, even gdy nasz żal tego potrzebuje. Jednak w świecie Everytime Wollner okazuje swoim postaciom, a wraz z nimi widzom, pewną formę łaski. Daje im możliwość wkroczenia wprost do wspomnień z ukochaną osobą, która odeszła.
Wollner uchwyciła to, jak nasze sny pozwalają nam pisać rzeczywistość na nowo. Uchwyca również aspekt przebudzania się w świecie, w którym nie ma już naszych bliskich, który bywa tak głęboko i przeraźliwie przygnębiający.
W Everytime słońce zatrzymuje się w miejscu. A reżyserka pozwala nam zaistnieć w przestrzeni, w której wszystko nareszcie jest znów w porządku. Jeśli chcecie poznać więcej szczegółów jej pracy, kariery i inspiracji twórczej, zerknijcie na nasze radiowe Spotify, gdzie dostępny jest pełny wywiad z Sandrą Wollner.

The Ambiguity of absence, a Conversation with Sandra Wollner
During the 79th Cannes Film Festival, I had the privilege of interviewing Sandra Wollner, a director whose work is currently redefining the boundaries of contemporary cinema. Fresh from her Grand Prix win in the Un Certain Regard category, her latest film, Everytime, stands as a testament to the power of the cinematic image to act as a vessel for memory.
Wollner’s approach to Everytime is deeply inspired by her background in documentary filmmaking. Her aesthetic, which balances the raw, observational quality of unscripted life with a dreamlike, almost ethereal visual language, is the film’s greatest strength. Clean aesthetic of the documentary frame provides a beautiful backdrop for a narrative that feels perpetually drowsy, as if the story itself is operating in the liminal space between waking life and a half-remembered dream.
At first glance, Everytime may appear to be a conventional drama: a young girl dies, and her loved ones are left to navigate their grief. But labelling it only as drama is to ignore the film’s fundamental thesis. Wollner is interested in what happens when the „impossible” breaks through the mundane routine of homework, groceries, and dinner.
Reflecting on the nature of loss, Wollner shares a deeply personal perspective:
„I don’t believe in an afterlife, but I envy those who do. I do believe that the images of the people we love stay with us—that they somehow inscribe themselves into the world. Ever since my father died, whenever I come across a certain bend in the river, I can see him standing there, fiddling with his fishing rod. And for a brief instant, it feels as if I could simply step into that image.”
This desire to return to a time before the tragedy occurred is the essence of this film. The director explores the cruelty of a reality that refuses to fold back upon itself, even when our grief demands it. Yet, in the world of Everytime, she grants her characters, and her audience, a rare mercy, the ability to turn a corner and literally step into the image of the departed. She captures the way our dreams allow us to rewrite reality, and why the process of „waking up” to a world without our loved ones can feel so profoundly, and offensively, dull.
In Everytime, the sun stands still. Wollner allows us to exist in the space where everything is, at last, fine again.

tekst: Krystyna Szpunt