Euforia: perfekcyjna formuła udanej marki — analiza sezonów 1 i 2

Euforia: perfekcyjna formuła udanej marki — analiza sezonów 1 i 2
Euforia to nie tylko serial, lecz także świetnie wykreowana marka. Analizując jej poszczególne elementy, można rozłożyć na czynniki pierwsze przepis na sukces produkcji, która stała się czymś więcej niż streamingowym hitem. To spójny, silny brand, który wykroczył poza ekran i na trwałe zapisał się w popkulturze.

 

Euforia to jedna z najbardziej ikonicznych produkcji HBO. Serial kreował trendy, gromadził fanbase i idealnie wypełnił zapotrzebowanie na kontrowersyjną, młodzieżową opowieść, z którą pokolenie Z może się utożsamić lub na jej podstawie fantazjować. Euphoria stała się godnym następcą Skins. Nowe pokolenie, nowy serial, brak odtwórczości. Nowa, świeża, krzykliwa marka, serial – niemal lifestyle.

Za ogromnym sukcesem Euforii stała unikatowa formuła złożona z kilku wyjątkowo charakterystycznych składników. Tworzyły one głębokie audiowizualne doświadczenie, doskonale wpisujące się w szalony pęd wolności roku 2019.

Serial miał to coś, a nawet więcej

 

Dedykowana ścieżka dźwiękowa autorstwa Labrintha odegrała kluczową rolę w produkcji. Ta współpraca była niespodziewanie intensywną trampoliną dla obu tych marek. Labrinth stał się szeroko rozpoznawalny, a Euforia zyskała własną, unikatową identyfikację dźwiękową. Emocjonalna, pełna zmian napięcia i wyrazistych dropów muzyka Labirintha podkręcała przeżywanie oraz warstwę wizualną serialu do maksimum.

Identyfikacja wizualna – fiolet, granat, brokat, błysk i rozmycie mieszały się w hipnotyzujący miraż. Absolutnie ikoniczna praca wizażystów i artystów makijażu, nie tylko została szeroko doceniona, ale do dziś pozostaje żywym trendem w internecie i na imprezach – na przykład charakterystyczne brokatowe łzy. Kostiumy i stylizacje z planu również robiły wyjątkowe wrażenie. Patrząc na nie myśleliśmy: przecież nikt nie chodzi tak ubrany do liceum? A jednak, to właśnie było najlepsze. Euforia była życiem, jakiego nie możemy mieć, jakiego nikt z nas nie ma, o ile nie dorastał w skrajnej, a zarazem wizualnie olśniewającej patologii.

Silna, konsekwentna komunikacja audiowizualna była kluczem do absolutnego sukcesu tego serialu. Nie od dziś wiadomo, że dobry branding to właściwie gotowy przepis na sukces. Euforia stworzyła silny brand, który żył poza serialem, napędzając własną promocję.

Ale to nie wszystko. Praca kamery, montaż, niebanalny sposób opowiadania historii, burzenie czwartej ściany, senne sekwencje czy  sceny w wyobraźni. Euforię oglądało się jak teledysk z fabułą. To świeże, nowatorskie podejście do narracji jeszcze bardziej rozbudzało zmysły.

Warto jednak pamiętać, że charakterystyczna estetyka wizualna Euforii nie narodziła się wyłącznie na planie serialu. Jej źródeł należy szukać w twórczości kanadyjskiej fotografki Petry Collins, której prace miały ogromny wpływ na kształt produkcji. Sam Levinson przyznawał, że scenariusz powstawał pod bezpośrednim wpływem jej fotografii, a sama Collins uczestniczyła we wczesnych etapach tworzenia projektu, pomagając kształtować jego świat, estetykę i koncepcję obsadową. Ostatecznie młoda artystka została odsunięta od produkcji i nie otrzymała oficjalnego uznania za swój wkład. Mimo to w serialu wyraźnie widać elementy charakterystyczne dla jej stylu: grę kolorem, senne kadry, wyrazisty makijaż, estetykę female gaze oraz mroczne spojrzenie na dorastanie. Dlatego warto wspominać Petrę Collins w kontekście Euforii — nie tylko jako inspirację, ale także jako współtwórczynię estetyki, która stała się jednym z największych atutów serialu.

 

Głębia bohaterów

 

W pierwszych odcinkach Euforii zastosowany był ciekawy i szalenie skuteczny zabieg, dzięki któremu w nienachalny sposób mogliśmy głęboko poznać bohaterów. Prolog każdego odcinka był poświęcony dzieciństwu i dojrzewaniu jednej z głównych postaci. Dowiadywaliśmy się, co ją ukształtowało i co sprawiło, że stała się właśnie taką osobą, jaką poznajemy w serialu. Ten prosty zabieg budował w nas większą empatię, a ta z kolei później przekładała się na intensywniejsze przeżywanie ich historii. Można powiedzieć, że bohaterowie Euforii są przerysowani, ale jednocześnie fantastycznie napisani. I właśnie to przerysowanie staje się ich walorem.

Fabuła, jakimś cudem, spinała te wszystkie szalone historie w jedną, w miarę spójną całość. Była przyczynowość, był suspens, były konsekwencje. Wszystko przeplatało się w sensowny sposób. Historia została opowiedziana wielowarstwowo i wciągająco. I choć niektóre wątki prowadziły donikąd, co przy takiej skali produkcji jest niemal nieuniknione, całość nadal się broniła.

Perfekcyjna teenage drama

 

Euforia stworzyła perfekcyjną teenage dramę, której nie brakowało niczego. Seks i narkotyki to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod tym banalnym płaszczykiem kryły się manipulacje, uzależnienie, cierpienie, trauma (również pokoleniowa), zdrada, zastraszanie, szantaż, przemoc fizyczna i emocjonalna, kryzys tożsamości, załamanie nerwowe, depresja. Całe, głębokie bagno toksycznego syfu, przez które przepływają regularnie młodzi dorośli zamknięte w jednym, płaskim zbiorniku, na ekranie naszych telewizorów.

Całkiem nieźle napisana fabuła była dodatkowo napędzana wywindowanymi do granic emocjami, okraszonymi subiektywnym komentarzem głównej bohaterki – cynicznym, szczerym, bezpardonowym. Emocje uderzały tak mocno, że serial działał jak narkotyk – wciągał i sprawiał, że chcieliśmy więcej.

Tak, Euforia była przerysowana, niemal campowa. Widzowie myśleli: to jest mało realistyczne, to by się nie wydarzyło, nikt tak nie żyje, nikt tak nie ubiera się na lekcje matematyki. Ten serial nie obiecywał naturalistycznej historii o realiach amerykańskiego liceum. Serwował nam, na wysadzanej kryształami tacy, tak intensywną przewózkę emocjonalną i audiowizualną, że jednocześnie chcieliśmy, by nasze życie tak wyglądało… i żeby nigdy tak nie wyglądało.

 

Zniewalające piękno w piekielnym dramacie

 

Można wręcz powiedzieć, że Euforia ma w sobie coś szekspirowskiego. Dlatego stała się międzynarodowym hitem i trendem. Przyciągnęła widzów przed ekrany i zostawiła w nich estetyczne doświadczenie, które żyło dalej poza serialem: w muzyce, w makijażu, w analizowaniu (case study) psychiki bohaterów. Na YouTube można znaleźć mnóstwo takich analiz.

Euforia, jak na coś tak charakterystycznego przystało, znalazła swoich fanów, ale i krytyków, którzy twierdzą, że to kolorowy, płytki twór i przerost formy nad treścią. Jednak analizując jej esencję, trudno nie zauważyć, że korzysta z niemal perfekcyjnego przepisu na sukces — wykorzystanego z doskonałym wyczuciem czasu. Współpraca wizażystów, muzyków i scenarzystów o spójnej wizji opłaciła się: przyniosła potężny sukces komercyjny i wypromowała nowe talenty — aktorów, którzy dziś są ikonami mody i gwiazdami kina.

O Euforii można powiedzieć bardzo wiele, nie mówiąc właściwie nic o samej fabule. Była czymś więcej niż historią: spójnym, przemyślanym doświadczeniem, narodzinami nowych talentów, obnażeniem kruchości samooceny nastolatka i brutalnej prawdy o emocjach, które zbyt często są bagatelizowane.

 

Fenomen kulturowy

 

Euforia nie była tylko serialem. Była fenomenem kulturowym, który można było pokochać lub znienawidzić — sumą obrazu, dźwięku, emocji i wyobrażeń, które razem stworzyły coś hipnotyzującego. Produktem swoich czasów, ale jednocześnie czymś, co te czasy współtworzyło.

I choć można tej produkcji zarzucić różne rzeczy — trudno odmówić jej jednego: zostawiła trwały ślad w popkulturze.

Pierwsze sezony Euforii ustawiły poprzeczkę wysoko dla potencjalnej kontynuacji. Gdyby produkcja trzeciego sezonu rozpoczęła się zaraz po drugim, może udałoby się podtrzymać ekscytację i zainteresowanie widzów. Od premiery drugiego sezonu minęły jednak cztery lata. W tym czasie wydanie trzeciego sezonu stało pod znakiem zapytania. Fani uznali, że nie potrzebują kontynuacji, obawiając się, że trzeci sezon zepsuje wyjątkowe doświadczenie dwóch pierwszych.

W końcu moda, mentalność i nastroje społeczne się zmieniły, a młodzi fani serialu znacznie dojrzeli. Świat ruszył naprzód, zostawiając Euforię w tyle i nie chciał kolejnego sezonu, a jego powstanie zdawało się wymuszonym skokiem na kasę, z całą masą problemów w zapleczu produkcyjnym. 

Dziś jesteśmy po premierze trzeciego, najnowszego sezonu Euforii, który sam Sam Levinson zapowiedział jako absolutnie najlepszy sezon do tej pory, a jednak… zdaje się, że odbiór nie mógłby być gorszy. Serial ocenia się jako płytki, nudny i skrajnie mizoginistyczny, a im dalej w sezon tym większe rozczarowanie fanów oraz krytyków.

Dlaczego fani serii są aż tak zawiedzeni? Aby się o tym przekonać przeanalizuję dla was to, co zostało nam podane jako trzeci sezon kultowej Euforii.

 

Agata Stankowska