Film, który przywraca wiarę w sztukę: „Mistrzostwa świata w gwizdaniu”

Film, który przywraca wiarę w sztukę: „Mistrzostwa świata w gwizdaniu”
Jest taka podkategoria filmów, które idealnie nadają się na temat pięciogodzinnego eseju pod tytułem: Brzmi strasznie głupio, ale przysięgam, że jest świetne. Mistrzostwa świata w gwizdaniu to książkowy przykład takiej produkcji.

 

Dokument Christophera Neliusa w tegorocznym repertuarze MDAG-u to pozycja specyficzna. Nie da się ukryć, że największe zainteresowanie podczas festiwalu zyskują produkcje zaangażowane w największe, współczesne tragedie i konflikty polityczne. Kolejka na jeden z pokazów Orwella. 2+2=5 ciągnęła się przez cały korytarz, a bilety na Wyznania szwedzkiego mężczyzny zniknęły w mgnieniu oka. I bardzo dobrze. Przynajmniej w trakcie trwania festiwalu można było odnieść wrażenie, że wrocławianie nie pozwalają na to, aby ignorancja stała się siłą rządzącą znaną nam rzeczywistością. Jakkolwiek niezwykle istotne jest, aby pozostawać zaangażowanym we współczesną sytuację polityczną na świecie, niezmiernie cieszy mnie, że Mistrzostwa świata w gwizdaniu znalazły swoje miejsce na tak ważnym dla życia kulturalnego Europy wydarzeniu.

Film opowiada historię organizatorki międzynarodowego konkursu Masters of Musical Whistling, jak również samych jego uczestników, pochodzących z najróżniejszych zakątków świata. Carole – inicjatorka wydarzenia – inwestuje w wydarzenie całą siebie: swój czas, serce i pieniądze, próbując stworzyć miejsce i okazję do celebracji sztuki, którą kocha. Obserwujemy jej podróż od momentu uzyskania tytułu Mistrzyni Świata w Gwizdaniu, aż po proces organizacji Mistrzostw. W cały proces zaangażowani są jej najbliżsi – przyjaciele, przyjaciele przyjaciół, a nawet klienci jej salonu fryzjerskiego.

Nie spałam od sześciu tygodni

– przyznaje Carole po zakończeniu konkursu i płacze w objęciach przyjaciółki.

Poznajemy również historie samych uczestników, walczących o tytuł mistrza świata. Każdy z nich ma inne motywacje, stojące za chęcią wygrania konkursu. Ayna wierzy, że nie ma wyboru – to nie ona wybrała gwizdanie, to gwizdanie wybrało ją. Jest niezwykle ambitna i w pełni oddana swej sztuce. To perfekcjonistka, dla której nie liczą się zdobyte laury, a jakość dostarczonego performance’u. Yuki kocha muzykę i pragnie móc utrzymać z niej rodzinę. Gra na różnych instrumentach, świetnie beatboxuje, jednak jego największą pasją jest gwizdanie. Na wszelkich konkursach zajmuje drugie i trzecie miejsca, a w mistrzostwach świata bierze udział od dziesięciu lat. Jego największym celem i pragnieniem jest wznieść się w końcu, po latach ćwiczeń, na najwyższe podium. Molly to profesjonalistka i, jak sama siebie określa, „zawodowa gwizdaczka”. Ma na koncie wydaną płytę oraz udział w soundtracku do filmu Barbie (2023). W społeczności gwizdaczy jest swego rodzaju celebrytką, a mistrzostwa są dla niej idealną okazją, by poznać ludzi tak samo zakochanych w tej sztuce jak ona.

To tylko wybrane przykłady uczestników konkursu. W rzeczywistości jest ich o wiele więcej, a film utwierdza widza w przekonaniu, że scharakteryzowanie tej społeczności jest niemalże niemożliwe. Wiek, płeć, wykonywany zawód czy wykształcenie nie mają tutaj znaczenia. To grupa niezwykle zróżnicowana. Jedyne co łączy uczestników wydarzenia, to czysta pasja do sztuki, którą uprawiają.

W trakcie seansu, publiczność niejednokrotnie nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Nie da się ukryć, że tematyka filmu jest niecodzienna. Dla osób, które gwiżdżą jedynie pod prysznicem – bez większej refleksji nad tym, jaki dźwięk wydobywa się z ich ust – spotkanie z osobami, dla których czynność ta jest największą pasją i wyrazem wolności twórczej, może okazać się przebiciem bańki informacyjnej. Uczestnicy zdradzają, ile znaczy dla nich gwizdanie. Słyszymy m.in. stwierdzenia:

gwizdanie to piękna sztuka

czy:

gwiżdżące kobiety były uznawane za nieeleganckie. Chcę żeby ludzie wiedzieli, że w pokoju znajduje się gwizdacz, i że ten gwizdacz ma macicę

oraz:

potrzebujemy gwizdaczy w dzisiejszym świecie

Z minuty na minutę wstępne rozbawienie publiczności zaczęło przechodzić w czyste zaangażowanie. Po przedstawieniu historii i żyć wybranych uczestników konkursu, dokument zaczyna śledzić każdy etap trwających trzy dni mistrzostw. Całe wydarzenie rozbite jest na trzy kategorie: gwizdanie z zespołem muzycznym, gwizdanie z akompaniamentem własnym i gwizdanie klasyczne. W każdej z tych dziedzin uczestnik jest oceniany, a suma punktów przekłada się na wynik końcowy. Z każdym kolejnym etapem napięcie rośnie. Konkurencja jest niesamowita, a niepewność towarzyszy uczestnikom do samego końca. Publiczności zresztą też. Umiejętności bohaterów dokumentu: ich vibrata, skala dźwiękowa czy riffy, wywoływały żywe poruszenie na sali.  Słychać było pomruki podziwu, westchnienia i pojedyncze, ciche okrzyki osób, niedowierzających, że tak niepozornym dźwiękiem, można stworzyć tak skomplikowaną melodię. Atmosfera na sali była bardziej zbliżona do tej, którą można odczuć podczas wielkiego widowiska sportowego, nie zaś na seansie filmu dokumentalnego.

Po zakończeniu konkursu przychodzi moment na podsumowanie całego wydarzenia i opanowanie emocji. Uczestnicy dzielą się swoimi wrażeniami, cieszą sukcesami, analizują popełnione błędy i już zapowiadają swój udział w następnych edycjach. Jednak dla mnie słowa, które wybrzmiewają najmocniej i stanowią idealne podsumowanie całego filmu, padają z ust Lauren – aktorki z Nowego Jorku, która parę lat wcześniej zdobyła tytuł Mistrzyni Świata:

Nie zarabiamy z tego żadnych pieniędzy, nikt się z tego nie utrzyma. W całym tym wydarzeniu chodzi o bezinteresowną radość tworzenia.

Właśnie dlatego świat potrzebuje gwizdaczy, a mówiąc bardziej ogólnie: ludzi, którzy potrafią cieszyć się samym aktem tworzenia sztuki i dzielenia się nią z innymi. Gwizdanie to akt czystej radości, sposób na zjednoczenie się z ludźmi, których nie sposób poznać przy innej okazji. Wszystkim tym, którym słowa te brzmią populistycznie lub kiczowato, polecam zapoznać się z Mistrzostwami świata w gwizdaniu.

Na sam koniec warto dodać, że wisienką na torcie seansu, na który się wybrałam, był fakt (spojler!), że wygrana Yukiego w jednym z konkursów, który odbył się już po ukazanych w dokumencie mistrzostwach świata, wywołała długie oklaski i okrzyki na całej sali. Kiedy zaś po wyjściu z kina spróbowałam swoich sił i nieudolnie zagwizdałam fragment arii Królowej Nocy, kobieta, która wyszła z seansu przede mną, odgwizdała mi natychmiast. Zaśmiałyśmy się obie i poszłyśmy w swoje strony. Świat potrzebuje gwizdaczy.

 

Tekst: Tatiana Jabłońska, red. Marek Kopel
Zdjęcie: DOC NYC