GQOMZILLA – Burner
To co napiszę może zabrzmieć dla niektórych równie obrazoburczo, co absurdalnie, ale najlepszy gqom w ostatnich latach robi się w Japonii. Choć gatunek wywodzi się z Durbanu i jest mocno związany z Republiką Południowej Afryki, to szukając najświeższego gqomu należy zwrócić się w kierunku tokijskiej ekipy TYO GQOM, której założyciel, KΣITO, dekadę temu zaczął zostawiać w tyle swoją macierzystą scenę footworkową i budować japońskie spojrzenie na muzykę z RPA. Każde wydawnictwo z założonego przez TYO GQOM labelu USI KUVO zachwyca, przeważnie potężnym brzmieniem połączonym z techniczną precyzją, i nie inaczej jest w przypadku projektu GQOMZILLA, czyli duetu KΣITO i DJa MORO.
GQOMZILLA to EPka o dość mrocznym i niezwykle dusznym charakterze. Charakterystyczne dla gatunku rytmiczne, rytualnie brzmiące oddechy podlane są dodatkową, zagęszczoną rytmiką oraz świetnie brzmiącymi syntezatorami. Nasz tegotygodniowy mocograj, Burner, oparty jest o zaledwie cztery powtarzające się dźwięki, które jednak są tak dobre, no TAK DOBRE, że porywają do transu, który nawet nie wiadomo jak długo trwa i kiedy się kończy (poza tym, że za szybko). Czy to gqomy, czy to już coś nowego? Czy to problem, że członkowie GQOMZILLA prawdopodobnie nie potrafią wymówić głoski mlaszczącej, występującej na początku nazwy ich projektu? Odpowiedzi na te pytania nie mają znaczenia; ważne, że jak zawsze, gdy USI KUVO wydaje coś nowego: znowu wygrała muzyka.
Jan Rostek