Hanna Kowalewska „Przelot bocianów ” (Magda Cidyło)

Hanna Kowalewska „Przelot bocianów	” (Magda Cidyło)

Hanna Kowalewska "Przelot bocianów "

Zysk i s-ka

Magda Cidyło

 

 

Wszystko ma tutaj swoje miejsce. Każde użyte stwierdzenie, porównanie, uczucie i zdanie tworzy ładną kompozycję, wręcz idealną do lektury w długie i leniwe jesienne wieczory.  Co więcej, zatrzymując się na piątej stronie, przychodzi przez myśl, że nowa powieść Hanny Kowalewskiej, Przelot bocianów, aż topi się od przyjemności. Można nawet odważyć się na stwierdzenie, że ta powieść płynie.

 

Płynie i, niestety, zawiewa nudą. To mało ambitna opowiastka o życiu Matyldy, która boryka się ze swoi zagmatwanym życiem przez 4 powieści cyklu o Zawroci. 31 latka, w ciąży, przyszła samotna matka, która wybrała karierę zamiast mamusiowatego życia w zaciszu domowym. Do tego zawistna siostra, całe życie rywalizująca ze starszą  o miłość, akceptację czy podziw. Nie obędzie się również bez momentu przełomowego w życiu głównej bohaterki, jakim w tym przypadku jest  fakt odziedziczenia przez Matyldę dworku na wsi po zmarłej, wcześniej nieznanej babce. Całej zawiłej historii towarzyszą również  opisy tworzone przez najbliższych Matyldzie z których dowiadujemy się, co nieco o specyfice życia między Warszawą a Zawrociem. Historia na pierwszy rzut oka przypomina  do złudzenia dom nad rozlewiskiem. Chcąc czy nie chcąc będziemy porównywać ją z sagą Kalicińskiej.

 

Najwyższy czas zadać sobie pytanie:, czego chce od swoich czytelników Kowalewska? Wydaje mi się, że jak to często bywa, znalezienia drugiego dna w tej historii. Na ostatniej stronie autorka pisze: Warszawa 29.06.2011. To jakby wczoraj, myślimy, i samoistnie utożsamiamy się z bohaterami.  Matylda, jej siostra Paula czy  Paweł, młody zdolny realizujący karierę za granicą. Znamy takie historie z autopsji. Wczytując się czy zastanawiając nad treścią przekazu, rozpoznajemy te same uczucia u siebie. Kowalewska na początku 21 wieku zdaje się mówić do niedojrzałych emocjonalnie czytelników, bez względu na wiek. Prowadzi z nami dialog ustami Matydy, stawia pytania, w domyśle oczekując odpowiedzi. Nazywa emocje, wyłuskując je spod grubej skóry bohaterów i opatruje komentarzami narratorki. Możemy z bohaterami płakać, śmiać się, czuć żal czy pustkę. Wszystko jedno, ważne, że autorka zmusza nas do jakiejkolwiek reakcji. Odważę się nawet na nazwanie tego przekazu  Emocjonalnym  szaleństwem, spowitym przede wszystkim samotnością, która boleśnie dotyka tutaj Matyldę. Wszystko to w przyswajalnej dla zwykłego czytelnika formie. Bo Kowalewska nie wtrąca przydługich opisów ani nie gmatwa niepotrzebnie akcji. Krótkie, szybkie rozdziały i  poetycki, ale nie zawiły język, sprzyjają płynięciu przez książkę. I wracając do niezbyt pochlebnego początku, tak, można się czepiać ogólnego wydźwięku powieści. Można rzucić tę książkę w kąt, ale można też mijać kolejne rozdziały aplikując sobie stopniowo dawkę normalności i prawdy.

 

 Dla wszystkich lubiących patrzeć na cudze albo swoje życie z boku, Hanna Kowalewska, Przelot bocianów.