Jesteśmy na 79. Festiwalu Filmowym w Cannes (tydzień 2.) – relacja na żywo
Jesteśmy w Cannes, gdzie trwa drugi tydzień 79. Festiwalu Filmowego. Emocji nie brakuje – kolejne premiery i rozmowy o filmach, o których za chwilę będzie głośno wszędzie. Radio LUZ prosto z Lazurowego Wybrzeża.
Zebraliśmy nasze myśli, obserwacje i wnioski po pierwszym tygodniu Cannes. Zapraszamy do posłuchania naszego podsumowania:
Dzień VII
Jesteśmy idealnie w połowie festiwalu. Poziom filmów z dnia na dzień wzrasta. Nie wyłonił się jeszcze jednoznaczny faworyt krytyków, ale Fatherland zaczyna mieć coraz mocniejszą konkurencję o złotą palmę.
Dzisiaj obejrzałam film, który zaspokoił mój konkursowy niedosyt FJORD reż. Cristian Mungiu. To subtelna opowieść o tym, jak pięciodzietna rodzina stara się zaadaptować w nowym środowisku, jakim są fiordy norweskie. Obserwujemy ich od pierwszego dnia w nowej szkole i pracy. Pojawiają się trudności związane z różnicą kulturową, które okazują się kluczowe w świetle prawa. Niedopowiedzenia i piękne pejzaże natury. Więcej o Fjordzie opowiemy w następnym podcaście!
Alicja Glebow
Dzień VIII
Dwa pierwsze filmy obejrzałam w kinie oddalonym o 30 minut autobusem od słynnego Grand Théâtre Lumière. Jest tam sala IMAX i dużo wygodniejsze fotele niż te w kultowych, festiwalowych salach. To miejsce wytwarza specyficzny klimat. Nie ma światła dziennego i zasięgu, a ściany są pomalowane na czarno. Wchodząc do tego multipleksu na chociaż 7 godzin( tyle zazwyczaj zajmują sloty filmowe) odblokowuje się inny poziom doświadczania kinematografii…
Pozycje jakie udało mi się zobaczyć to między innymi All the lovers in the night reż. Sode Yukiko. Spokojny film o otwieraniu się na nowe rzeczy. Subtelna romantyczna historia, która rozwija się w swoim tempie. Na pewno najmocniejszą stroną tej produkcji są zdjęcia. Powolne kadry, które odwzorowują charakter głównej bohaterki, a przy tym są rozkoszą dla oka.
I’ll be gone in june reż. Katharina Rivilis niestety okazał się dla mnie lekkim zawodem. Po opisie pokładałam w nim duże nadzieje, a dostałam klasyczny schemat dla filmów dla nastolatek. I to by nie było złe, ale odczułam w nim nuty objawiania prawd i moralizacji. Opowiadane topornymi dialogami, które skręcały od środka. Styl: dramatyczny jestem inny niż wszyscy. Minusy jednak nie przyćmiły głównej aktorki, Naomi Cosma. Jej rola jest prawdziwa i angażująca. Dodatkowo postawienie na artystyczne ujęcia uratowały ten pustynny, amerykański vibik.
Dzień zakończyłam premierą, którą miałam na liście jeszcze przed przyjazdem, czyli najnowszy film PEDRO ALMODÓVARA AMARGA NAVIDAD (Gorzkie Święta). Wcześniejsze filmy reżysera dużo bardziej mi się podobały. Tutaj żałuję, że film nie skończył się mniej więcej w ¾, gdzie była pierwsza aluzja do FIN. Autor ciągnął dalej, a dla mnie każda minuta trwała tak, jakby było to dodatkowe 10. Na pewno zauroczyło mnie to, że wszyscy bohaterowie mieli przepiękne, kolorowe sofy, które idealnie wybrzmiały w nasyconych kolorami ujęciach.
Dzień pełen zapierających dech ujęć i za długich historii.
Alicja Glebow
Dzień IX
To był dla mnie jeden z najlepszych dni festiwalowych. Z rana obejrzeliśmy Minotaura, reż. ANDREÏ ZVIAGUINTSEV. Wciągający dramat z komentarzem społeczno-politycznym. Okazał się on faworytem konkursu Szymona, dlatego niedługo będziecie mogli znaleźć jego szczegółową recenzję na stronie.
Tego dnia odnalazłam film, na który czekałam cały festiwal. Podświadomie liczyłam na to, że coś takiego kryje się w obszernym programie. Spontanicznie poszłam na Titanic Ocean, reż. KONSTANTINA KOTZAMANI nie wiedząc wcześniej za bardzo nic o tym filmie. Bajkowy świat jaki stworzyła reżyserka w szkole (dla dziewczyn aspirujących o zostanie profesjonalnymi syrenami) przerósł moje oczekiwania. Z każdą minutą byłam coraz bardziej zahipnotyzowana, pięknym wizualnie motywem morskim. Udało im się stworzyć głębię oceanu i magiczny świat na zamkniętym basenie. Charakteryzacje były jak nie z tej ziemi! Kolorowe włosy, ogony, i ekstrawagancki makijaż. Fabuła zaintrygowała mnie od samego początku, a wstawki internetowe ze świata konkursu (na profesjonalną syrenę) przełamywały powagę dziewczyn do tej profesji.
Alicja Glebow
Dzień X
Tego dnia postawiłam na nowość w moim repertuarze, czyli randez-vous. Oprócz projekcji filmów, organizowane są również spotkania z twórcami. Trzeba się na nie rejestrować tak samo jak na seanse, a miejsca są ograniczone. W tym roku udało mi się załapać na panel z Tildą Swinton. Odbyło się to w zwykłej sali kinowej, na samej górze pałacu Lumière. Przed samym rozpoczęciem wydarzenia, stała pod drzwiami jeszcze długa kolejka. Kinowi fani mieli nadzieję, że ktoś z biletem nie przyjdzie i wpuszczą ich na to miejsce. Na festiwalu zawsze formą przedstawienia gościa (czy to na gali otwarcia, czy to właśnie na randez-vous) jest puszczenie składanki najlepszych momentów dorobku artystycznego. Jest to wyjątkowo wzruszający moment. Przypominają się filmy, które odegrały ważną rolę w kinematografii, a chwilę później materializuje się z nich aktorka na scenie. Miałam lekki spoiler jej osoby, bo minęłam ją w drodze z tarasu prasowego, ale i tak, jak stanęła przed publicznością w oklaskach, to był to moment poruszający. Cały panel trwał półtorej godziny. Prowadził go francuski dziennikarz. Na końcu była możliwość zadania 3 pytań przez publiczność. Tilda opowiadała dużo o swoich początkach właśnie w Cannes. Jak przyjeżdżała na festiwal z przyjaciółmi ze studiów, prosząc producentów o wsparcie ich filmu itd. Wyszłam z tego spotkania bardzo zainspirowana. Fragmenty wypowiedzi aktorki możecie posłuchać poniżej w dźwięku, a jeżeli interesuje was cały wywiad, to jest możliwość odsłuchania go na stronie festiwalu.
Wieczór przyniósł nam dwie premiery o bardzo podobnej tematyce. Pierwsza bardziej poetycka i zagmatwana to La bola negra, reż. Javier Calvo i Javier Ambrossi. Przeplatana historia trzech mężczyzn żyjących w różnych czasach. Ja wyczułam w sposobie narracji za bardzo klimat platformy streamingowej i przez to nie potrafiłam całkowicie wczuć się w historię. Myślę, że jakby skrócili wątki niektórych pobocznych bohaterów, to wyszłabym z kina oczarowana. Mimo wszystko, w swojej pierwotnej formie film ma swoich zwolenników, o czym świadczą między innymi 20 minutowe oklaski po premierze.
Mi bardziej przypadł do gustu Coward, reż. Lukas Dhont. Film opowiada o wojnie, ale od tej drugiej strony. Nie widać bezpośredniej walki, jest ona zaledwie tłem. My skupiamy się na codziennym życiu żołnierzy w obozowiskach na froncie. Jedyną odskocznią od tragicznych wydarzeń jest oglądanie przedstawień wystawianych na prowizorycznej scenie w szopie. Główny bohater zatapia się w ten świat i poznaje tam nowego dobrego przyjaciela.
Alicja Glebow
Dzień XI
Czuć, że festiwal zwalnia. Coraz mniejszy gwar na korytarzach, a na ulicach nie widać tłumów festiwalowiczów. Miasteczko powoli wraca do swojego spokojnego, nadmorskiego zen. Po twarzach jeszcze pozostałych dziennikarek i dziennikarzy widać zmęczenie tymi intensywnymi tygodniami. Tendencyjność spadkową odczułam również we wklikiwaniu się na filmy, bo nikt za bardzo się na nie, nie rzucał.
Takim oto sposobem tuż przed pociągiem udało mi się pójść na premierę filmu The Dreamed Adventure reż. Valeska Grisebach. Seans był w Sali Grand Théâtre Lumière, co wiązało się z przejściem po czerwonym dywanie i oglądaniem filmu z ekipą filmową. Produkcja wymagająca dużego skupienia. Są to powolne kadry składające się na 3 godziny historii, opowiadającej o życiu w małym miasteczku na granicy Bułgarii. Konflikty z prawem, mafia, dorosłe życie, stare traumy. Oglądając po 5 filmów festiwalowych dziennie, zaczęłam doceniać te krótsze pozycje, a ta była zdecydowanie za długa.
Alicja Glebow
fot. Krystyna Szpunt, red. Dominika Kubat, Alicja Serafin
