Jill Scott

Jill Scott

Od marzeń o byciu nauczycielką angielskiego, przez slamy poetyckie, współpracę z The Roots aż do ikony neo-soulu. To droga Jill Scott, naszej Artystki Tygodnia, która po ponad 10. latach przerwy powróciła z nowym albumem.

 


 

Urodzona i wychowana w Filadelfii, Jill Scott od zawsze pasjonowała się przede wszystkim słowem. Pisała poezję i planowała jedynie zostać nauczycielką angielskiego w szkole średniej. Podjęła studia pedagogiczne na Uniwersytecie Temple, które jednak bez zastanowienia przerwała, by dołączyć do lokalnej grupy teatralnej. Ostatecznie otrzymała rolę w kanadyjskiej inscenizacji musicalu Rent, co prawdopodobnie przesądziło o jej artystycznym kierunku kariery.

You Got Me

1999

MCA Records

Po powrocie do rodzinnego miasta Jill Scott weszła głęboko w świat spoken word, co niewątpliwie stanowi rdzeń jej muzycznego stylu do dziś. Podczas jednego ze slamów poetyckich w October Gallery, na które uczęszczała regularnie, zwróciła swoją uwagę obecnego tam Questlova. Zapytana przez perkusistę czy pisze piosenki- skłamała, że tak.
W efekcie razem z The Roots stworzyła utwór You got me, który stał się mainstreamowym hitem. Pierwotnie, Scott miała również ten utwór zaśpiewać, jednak wytwórnia MCA Records nalegała, by singiel promujący album został wykonany przez artystkę (wtedy) bardziej rozpoznawalną. Dlatego dziś znamy ten utwór śpiewany głosem Eryki Badu.
You Got Me w wykonaniu Jill Scott zostało zarejestrowane podczas trasy koncertowej zespołu i pojawiło się na albumie The Roots Come Alive wydanym w tym samym roku.
A ta pierwotna, studyjna wersja utworu została wypuszczona dopiero w 2005 roku na krążku Home Grown! The Begginer’s Guide To Understanding The Roots (Vol. 1).
Utwór zdobył nagrodę Grammy- była to jednak kategoria Rap Performance, przez co nagroda nigdy nie trafiła do Jill.

Who is Jill Scott?: Words and Sounds, Vol. 1

2000

Hidden Beaches Recordings

Debiutancki materiał Jill Scott jest nie tylko odpowiedzią na zadane w tytule pytanie. Z dzisiejszej perspektywy, 5 albumów studyjnych później, okazuje się że jest po prostu artystyczną definicją- Jill Scott jako artystki, ale również nowego gatunku który tworzyła razem z Eryką Badu czy D’Angelo. Łączenie spoken word z elementami R&B i jazzu okazało się być bardzo smacznym pomysłem. Mieszanką bardzo zmysłową, spójną i porywającą, przede wszystkim za sprawą aksamitnego głosu. Jill Scott bezbłędnie lawiruje pomiędzy mocnym wokalem, a delikatną mową. Jako jedyna potrafi śpiewać o jajecznicy w tak zwiewny i emocjonalny sposób. Udowadnia tym, że Jilly from Philly jest prawdziwą mistrzynią słowa, przekazu i ekspresji.
Porusza tematy miłości i odkrywania siebie, często budując wizerunek kobiety zgoła odmienny od tego co na przełomie milenium było popularne. Opowiada o związkach, oczekiwaniach społecznych, o miłości własnej- w sposób bezkompromisowo szczery i bardzo, baaaaardzo wdzięczny.
Brzmienie płyty jest bogate w struktury. Składają się na to żywe instrumenty, pełne duszy harmonie i subtelna elektronika. Za przełamywanie tych gatunkowych granic odpowiadali producenci Dre & Vidal i Keith Pelzer, co w efekcie sprawiło że Words & Sounds Vol.1 stało się albumem brzmiącym bardzo współcześnie jak i ponadczasowo.
Album spowodował 4 nominacje Grammy m.in. w kategorii Najlepszy Album R&B, czy Najlepszy Nowy Artysta. W roku wydania płyta uzyskała status złotej, a w 2004r. pokryła się podwójną platyną.

Beautifully Human: Words and Sounds, Vol. 2

2004

Hidden Beaches Recordings

Po takim mocnym, wyrafinowanym debiucie Jill Scott na drugim albumie powróciła w sposób bardziej swobodny, słodki i słoneczny. Nadal mocnym centrum jest jej wokalna ekspresja, błyskawicznie przemieszczająca się od kołysankowego nucenia do mocnych jazzowych zaśpiewów. Choć tych drugich jest na tym krążku wyraźnie mniej.
Jill Scott skupia jednak uwagę słuchaczy swoim lirycznym kunsztem. Jej teksty bywają kontrowersyjne, zabawne i reporterskie. Czasem brutalnie ale zawsze szczere i angażujące.
Brzmieniowo album pozostaje mocno zakorzeniony w soulu, jazzie i R&B, ale produkcja jest bardziej subtelna i przestrzenna niż na debiucie. Dużo tu żywych instrumentów, miękkich groove’ów i charakterystycznej dla Jill Scott swobody wokalnej. To muzyka, która przypomina szczerą rozmowę wieczorem.
Singiel Cross My Mind przyniósł artystce pierwszą nagrodę Grammy, a utwór Golden– choć jedyny tak energetyczny na krążku- do dziś plasuje się jako złoty przebój w całym dorobku Scott i traktowany jest jak hymn wolności, niezależności i najlepsza afirmacja życia.

 

The Real Thing: Words and Sounds, Vol. 3

2007

Hidden Beaches Recordings

Trzeci album pojawił się w momencie, gdy neo-soul powoli znikał z głównego nurtu, wypierany przez bardziej cyfrowe i klubowe brzmienia. Jill Scott nie próbowała jednak dopasowywać się do trendów — zamiast tego, bardzo wyraźnie postanowiła udowodnić swoją autentyczność oraz to, że ostatnia część Words & Sounds to The real Thing.
To wciąż ten sam świat ciepłych soulowych aranżacji, jazzu, spoken wordu i organicznego groove’u, ale tym razem Scott mocniej stawia na energię, cielesność i emocjonalną intensywność. W tekstach jest wyraźnie bardziej bezpośrednia, a brzmienie za tym podąża- choćby w postaci niemal rockowej gitary w tytułowym utworze, czy bogatej sekcji dętej na całej płycie.
Mocnym akcentem jest też singiel Hate On Me, dedykowany hejterom. Jilly zachowuje w nim charakterystyczną dla siebie elegancję i humor — zamiast diss tracku dostajemy raczej spokojną demonstrację pewności siebie.

W tym miejscu jednak Jill Scott postanowiła zrobić sobie muzyczną przerwę i zaangażowała się dużo bardziej w rozwój swojej aktorskiej kariery. Zagrała role aktorskie w filmach Tylera Perry’ego Why Did I Get Married? i Hounddog, a także zagrała główną rolę w serialu telewizyjnym The No. 1 Ladies’ Detective Agency. 
Jej życie prywatne wywróciło się do góry nogami poprzez rozwód, nowy związek, narodziny dziecka i niestety ponowne rozstanie.
Zakończyła również współpracę z Hidden Beach Recordings, za co została później pozwana.
W 2010r. podpisała jednak kontrakt z Warner Bros i kolejny album wydała z ramienia jej własnego imprintu Blue Babe Records.

The Light of the Sun

2011

Blue Babe Records

 

To bardziej surowa muzyka, bo jestem silniejsza niż wcześniej.

Ten burzliwy czas i radykalne zmiany sprawiły jednak, że Scott zyskała dużo więcej wolności. A trudne doświadczenia przeobraziły się w artystyczne błogosławieństwo. Sama Jill zdaje się w ten sposób traktować ten czas, bo 4. studyjny album, a 1.  na swoich warunkach rozpoczyna singlem Blessed, po raz kolejny wyrażając swoją wdzięczność. Utwór często był nazywany duchowym bratem Golden, właśnie ze względu na te celebrującą życie energię. Scott nie próbuje jednak na tej płycie tworzyć historii o idealnym szczęściu. Opowiada o odbudowywaniu siebie i odnajdywaniu spokoju pomimo chaosu.
Brzmieniowo The Light of the Sun rozwija wszystko to, z czego Jill Scott była już znana, tym razem jednak muzyka jest bardziej surowa. Można odnieść wrażenie, że album brzmi niemal koncertowo — dużo tu żywych instrumentów, improwizacji i swobody wykonania. Część materiału była nagrywana podczas spontanicznych jam sessions, dzięki czemu płyta zachowuje naturalność i emocjonalną autentyczność. W kontrze do trendów wczesnych lat 2000., do sterylności i perfekcyjnego brzmienia R&B, EDM tutaj dostajemy niedoskonałości, niewycięte oddechy czy spontaniczne reakcje.
Pierwszy raz pojawiają się też na płycie goście. So in Love z Anthonym Hamiltonem zabiera nas w old scholową odsłonę R&B, natomiast Shame w duecie z Eve to kolejny utwór-manifest.
I mimo, że pozycja Scott w tym czasie zdawała się być już legendarna w neosoulowym wszechświecie, to jednak dopiero ten album zdobył pierwsze miejsce Billboard 200, co było sporym zaskoczeniem dla branży.

Woman

2015

Blue Babe Records

Woman jest o wszystkich aspektach kobiecości

Po emocjonalnym i introspektywnym The Light of the Sun artystka wraca w 2015 roku z płytą bardziej nowoczesną, rytmiczną i wyraźnie skoncentrowaną wokół kobiecości — nie jako jednego doświadczenia, ale całego spektrum emocji, relacji i życiowych ról. Brzmieniowo album pozostaje zakorzeniony w soulu, ale wyraźnie słychać tu bardziej współczesne R&B. Produkcja jest momentami cięższa, bardziej rytmiczna i nowoczesna niż na wcześniejszych płytach, choć Jill Scott nadal unika chłodnej, elektronicznej jałowości. Zdaje się to być jej supermocą- nawet zbliżając się do mainstreamowego brzmienia, nadal pozostaje w pełni sobą. Album ma momenty bardzo ciepłe, zmysłowe i groove’owe. I był kolejnym krążkiem na 1. miejscu listy Billboard 200.

To Whom This May Concern

2026

Blue Babe Records

I do dope sh*t

Taką obietnicą Jill Scott otwiera swój album po ponad 10 latach przerwy. I nie są to słowa rzucone na wiatr. Powraca i choć wcale nie musi- udowadnia, że… jest jedyna w swoim rodzaju; od zawsze na zawsze ulepiona ze spoken word, jazzu, soulu, hip-hopu, prawdy i mądrości. To niesamowite jak z tych samych elementów Jill wciąż potrafi tworzyć różnorodne utwory, bawiąc się absolutnie wszystkimi możliwymi gatunkami. Płyta zawiera 19 utworów, których najlepiej jest słuchać od początku do końca. Można wtedy dostrzec całe spektrum jej talentu i to jak szerokie ma artystyczne horyzonty.
Brzmienie albumu opiera się na organicznym, bogatym instrumentarium.
Znajdziemy tu głęboki, plastyczny bas, klasyczne sekcje dęte, jazzowe improwizacje oraz ciepłe, winylowe lo-fi bity. Pomimo mocno ugruntowanego soulowego brzmienia, na płycie wyraźnie czuć surowy, hip-hopowy sznyt starej szkoły. To zasługa m.in. boom-bapowych produkcji, które spajają cały album w eklektyczną, ale spójną całość.
Teksty piosenek poruszają tematy odporności psychicznej w trudnych czasach, wolności oraz kobiecej seksualności oglądanej z perspektywy dojrzałej, świadomej siebie kobiety. Ciekawym smaczkiem jest też utwór Ode to Nikki, stanowiący bezpośredni, muzyczny hołd dla legendarnej poetki i aktywistki Nikki Giovanni. Ale to nie jedyny utwór poświęcony kobietom. W Offdaback również pojawiają się nazwiska kobiet, którym Scott dziękuje: Marian Anderson, Nina Simone, Ella Fitzgerald, Sarah Vaughan, Tina Turner, Billie Holiday– jako żywym powodom jej twórczej działalności.
Album wydaje się być zapisem refleksji osoby, która nauczyła się akceptować upływ czasu i własne doświadczenia.
Jest bardzo intymny, wciągający… i warto było na niego czekać.

Justyna Kalbarczyk