Juraj Cervenak „Bohatyr. Żelazny kostur” (Miłosz Szymczak)

Juraj Cervenak „Bohatyr. Żelazny kostur” (Miłosz Szymczak)

Juraj Cervenak "Bohatyr. Żelazny kostur"

wyd. Erica

Miłosz Szymczak

 

 

 

Od zera do bohatera – a właściwie bohatyra, bo tak Wielki Książę Kijowski zwykł nazywać członków swojej gwardii – w tych kilku słowach można zawrzeć fabułę książki “Żelazny kostur” autorstwa Juraja Cervenaka.

 

Główny bohater powieści, Ilja, należy do słowiańskiego plemienia Muromców. Poznajemy go w Noc Świętojańską u schyłku pierwszego tysiąclecia przy głośnym gwarze, tańcach i suto zastawionych stołach. Młodzieńcowi nie jest jednak dane bawić się razem ze swoimi rówieśnikami, bowiem od urodzenia jest kaleką. Z tego też powodu – mimo szczerych chęci – nie jest w stanie pomóc swoim współplemieńcom, gdy osada zostaje zaatakowana przez bandę łupieżców. Odtąd jednak los, który nigdy nie litował się nad chłopcem, zaczął wynagradzać mu wszystkie lata cierpienia. Z należnymi odsetkami.

 

Sięgając po “Żelazny Kostur”, będący pierwszym tomem trylogii “Bohatyr”, po raz pierwszy spotkałem się z terminem ‘historyczna fantasy’, którym wydawnictwo Erica określa swoją książkę. Podchodziłem do tej mieszanki gatunków z pewną dozą ostrożności, jednak powieść okazała się zgrabnie łączyć elementy twórczości Karola Bunscha i Andrzeja Sapkowskiego. Pierwszego z nich ze względu na malownicze krajobrazy, porywające sceny bitewne oraz elementy historyczne – utwór jest bowiem oparta na bylinach – tradycyjnych, rosyjskich opowieściach, sławiących czyny legendarnych bohaterów. Do twórczości drugiego z wymienionych autorów zdają się nawiązywać niewybredne opisy, obecność magii i mitycznych stworów oraz inspiracje podaniami ludowymi, prasłowiańskimi wierzeniami czy mitologią nordycką.

 

Książka nie odstrasza zawiłością fabuły, która jest na tyle wciągająca, że wraca się do niej co wieczór. Jedyna rzecz, która w utworze Cervenaka mnie irytuje, to przesadnie wyidealizowana postać głównego bohatera. Ilja – jak na legendarnego herosa przystało – zdaje się nie posiadać żadnych wad, a nawet pochopnie podejmowane decyzje kończą się dla niego szczęśliwie. Wszystko dzieje się po jego myśli, co po kilku rozdziałach staje się tak monotonne, że zaczynamy pragnąć, aby Muromcowi choć raz powinęła się noga. Tę niedogodność rekompensują niespodziewane zwroty akcji, które wprowadzają do historii odrobinę niepewności.

 

Choć “Żelazny Kostur” to powieść skierowana głównie do miłośników fantasy, to uważam, że z powodzeniem odnajdzie się w niej każdy, a to za sprawą znajdujących się na końcu książki słowniczków z przydatnymi terminami. Uzbrojeni w nie możecie wsiąść na konia, chwycić za żelazny kostur i towarzyszyć nieustraszonym wojom w wędrówce po wschodnich rubieżach Rusi Kijowskiej.