Kącik recenzenta: Project Hail Mary
Wyobraź sobie, że budzisz się samotnie… gdzieś w ciemności kosmosu. Nie pamiętasz swojego imienia, swojej przeszłości, ani tego, dlaczego jesteś ostatnią nadzieją dla całej ludzkości. To musi być przerażające! To jednak spotyka Rylanda Grace’a, głównego bohatera książki i filmu Project Hail Mary.
W 2021 roku Andy Weir, amerykański pisarz i informatyk, stworzył coś, co zachwyciło, bardzo przecież wymagających, czytelników fantastyki naukowej. Mowa mianowicie o wspomnianej wyżej Project Hail Mary, książce, na której podstawie wyemitowano niedawno film. Reżyserów nowej kosmicznej odysei jest dwóch: Phil Lord i Christopher Miller. Panowie już wcześniej pracowali razem, na przykład nad Spiderman Universum, co widać także w nowym projekcie. Projekcie – dosłownie.
Dla fanów ważna jest oczywiście obsada, a w szczególności wyczekiwana rola Ryana Gosling’a, któremu przypadł w filmie główny bohater. Krytycy i widzowie filmowej adapcji powieści chwalą aktora za umiejętne ukazanie emocjonalnej głębi Rylanda Grace’a, jego charyzmę i urok. Niektórzy jednak uważają, że komedia ma przewagę nad dramatem tej postaci, przynajmniej w porównaniu do książki. O czym tak naprawdę jest Project Hail Mary?
Tak naprawdę to jest bardzo złożona historia o poświęceniu, jakiego się dokonuje – o takiej sytuacji granicznej, kiedy ktoś musi oddać swoje życie, jeśli chce podjąć próbę ratowania ludzkości – ale też o tym, jak człowiek potrafi otworzyć się na innych w momencie, w którym zostaje sam, bo przecież główny bohater w kosmosie poznaje przedstawiciela innej cywilizacji. – mówi w Pełnej Kulturze Zuzanna Madurska, która miała okazje obejrzeć film.
Postaramy się bez spoilerów. Główny bohater – Ryland Grace, zwykły nauczyciel, nieco niezręczny, ale zdecydowanie uroczy – pakuje się w coś, czego nawet sobie nie wyobrażał. Żeby uratować ziemię „zgadza się” na niemal samobójczą misje wylotu w daleki kosmos. Na jego barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Mimo to, gdy budzi się bez wspomnień w nieznanym sobie statku kosmicznym, a za szybą widzi tylko ciemność i błyski odległych gwiazd, ląduje na granicy ludzkiej wytrzymałości. To jeden z wątków filmu. Drugim, najbardziej lubianym przez widzów i czytelników, jest spotkanie naszego bohatera z kosmitą.
Bardzo obawiałam się, że w filmie będzie taki stereotypowy kosmita. Taki zielony z czułkami albo szary, który po prostu przypomina człowieka lub jest taki obślizgły. Natomiast to było najsłodsza rzecz na świecie. – twierdzi Zuza w poniedziałkowej audycji.
Project Hail Mary mówi o przetrwaniu naszego gatunku, o granicach ludzkiej wytrzymałości, sile nauki i niezwykłej przyjaźni, która przekracza wszystko, co znamy. W tej przyjaźni nie ma narzucania swojego światopoglądu czy woli, ale znajdziemy tam chęć poznawaniu swoich zwyczajów i wzajemny szacunek.
To też bardzo moim zdaniem dobrze w filmie wybrzmiało, jakie poszanowanie istniało dla odrębności tej obcej cywilizacji. Ona miała swój własny właśnie system językowy, swoje własne zasady funkcjonowania społeczności, swoje własne przyzwyczajenia. To wszystko było podkreśleniem, że istnieją różnice między naszymi cywilizacjami, że każda działa jako odrębna kultura, ale działa inaczej. I główny bohater poznając drugą osobę, drugie istnienie w kosmosie, nie próbował narzucić swojego człowieczego światopoglądu, tylko uczyć się tego, co się działo z drugiej strony. – podsumowuje Zuzanna Madurska w Radiu LUZ.
Piękne w Project Hail Mary jest też to, że zarówno autor książki, jak i twórcy filmu, kładą duży nacisk na realizm naukowy. Do wyboru mamy wiele dzieł z serii science fiction zarówno do przeczytana i obejrzenia, lecz rzadko ich pomysłodawcy wykorzystują prawdziwą naukową wiedzę. Tutaj jest inaczej. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat samej nauki kryjącej się za powieścią Andy’ego Weir’a, polecamy Waszej uwadze oficjalną stronę NASA.
Co jeszcze można powiedzieć o tym zaskakującym filmie? Posłuchajcie całości rozmowy na temat Project Hail Mary z Pełnej Kultury, którą poprowadziły Magdalena Gursztyn, Izabela Mełeszko i Zuzanna Madurska.
tekst: Paulina Haglauer
red. Agnieszka Traczyk, fot. Facebook
To też bardzo moim zdaniem dobrze w filmie wybrzmiało, jakie poszanowanie istniało dla odrębności tej obcej cywilizacji. Ona miała swój własny właśnie system językowy, swoje własne zasady funkcjonowania społeczności, swoje własne przyzwyczajenia. To wszystko było podkreśleniem, że istnieją różnice między naszymi cywilizacjami, że każda działa jako odrębna kultura, ale działa inaczej. I główny bohater poznając drugą osobę, drugie istnienie w kosmosie, nie próbował narzucić swojego człowieczego światopoglądu, tylko uczyć się tego, co się działo z drugiej strony. – podsumowuje Zuzanna Madurska w Radiu LUZ.