Kącik recenzenta: spektakl „Inni ludzie”

Kącik recenzenta: spektakl  „Inni ludzie”
Jak często zauważamy tych „innych ludzi, tych mijanych w biegu, tych, których twarz mignie nam w tłumie? Wielkie miasto, blokowiska, samotność. Inni ludzie Doroty Masłowskiej na scenie AST we Wrocławiu. Rap, pusta scena i niesamowita charakteryzacja!

 

Przez trzy dni marca spektakl w reżyserii Krzysztofa Boczkowskiego zadziwiał i zachwycał publikę teatru AST. Całość była bowiem… rapowana. Teksty Masłowskiej nigdy nie były proste do zagrania, ale zdaniem naszych prezenterek z Pełnej Kultury aktorzy poradzili sobie naprawdę świetnie.

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na aktorów, którzy naprawdę wspaniale sobie poradzili z tym tekstem, bo jednak granie Masłowskiej to nie jest coś prostego. Doza absurdu, ze szczyptą patologii i różnego rodzaju uwspółcześnionych komentarzy. Oni po prostu rapowali to, co czul – to, co ich dotyczyło mówi w audycji Izabela Mełeszko.

W sercach wielkich miast tętni życie pełne sprzeczności – marzeń i frustracji, nudy i chaosu, tłumu i samotności. Dorota Masłowska – o której powszechnie mówi się jako o wnikliwej obserwatorce życia społecznego przygląda się tym razem światu młodych ludzi, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w mozaice kontrastów. Autorka pokazuje, że każdy człowiek jest inny, a mimo to w tych „innych ludziach” odbija się coś z nas samych. PRL-owskie bloki, dresiarski klimat i mieszanka wulgaryzmów i ironii, przypominająca rzeczywiście zwykłe uliczne rozmowy. Wszystko splata się w obraz miasta, które jest równie surowe, co fascynujące mówimy oczywiście o Warszawie.

Krzysztof Boczkowski razem z aktorami AST przez 70 minut pozwala publice zagłębić się i zgubić w tym świecie. Spektakl, nie dość, że oparty na dobrej historii, jest też dobrze wyreżyserowany. Widownia śmieje się i dziwi, a słuchając rapowanych rozmów postaci i patrząc na praktycznie pustą scenę, wsiąka powoli w ten miejski obraz.

Wszyscy, aktorzy i aktorki, nadążali za beatem i udało im się naprawdę stworzyć klimat właśnie takich wczesnych lat dwutysięcznych czy nawet lat dziewięćdziesiątych. Ubraniem, ortalionami, mocnymi makijażami, no i też problematyką, którą umiejętnie sytuowali między tym, co jest tragiczne, a między tym, co było zabawne – mówi Zuzanna Madurska.

Na scenie obserwujemy zderzenie introspektywnego świata wewnętrznego z brutalnością prawdziwego życia. Bohaterem jest młody Kamil chłopak z marzeniami o rapowej karierze. Jego wspomnienia, wyobrażenia i codzienne, zwyczajne życie na scenie mieszają się w jedno.

Trzeba też dodać, że reżyseria była tutaj na pewno dobrze poprowadzona, ponieważ poza tym, że tekst miał takie bardzo ogólne i bardzo mocne przesłanie, to pojawiały się raz na jakiś czas takie żarciki właśnie skierowane do młodego pokolenia. Było widać, że właśnie ta dolna grupa wiekowa doskonale je rozumiała. Zagrać w taki sposób, żeby każda część widowni się śmiała, bo taka jest prawa, wybuchali śmiechem, nie jest prosto – dodaje Zuza.

 

Wiemy już, że reżyserem był Krzysztof Boczkowski. Ale kto grał? W obsadzie wymieniono Aldonę Karską, Jakuba Furę, Emilię Łuczak, Eryka Nikolasa, Mikołaja Tobolskiego, Sofię Grzybacz, Kingę Horochowik i Jacka Lisa. Muzykę zaś napisał Jędrzej Leonowicz.

Czy warto? Dziewczyny uważają, że tak! Posłuchaj całej rozmowy na temat spektaklu z Pełnej Kultury, którą poprowadziły Izabela Mełeszko, Zuzanna Madurska i Magda Gursztyn!

tekst: Paulina Haglauer, red. Dominika Kubat, Magdalena Szlachta
fot. https://www.ast.wroc.pl/