Kelela – Contact

Kruk wykrakał. Prawie rok temu pisałem, że album Raven znajdzie miejsce w naszych (i nie tylko naszych) podsumowaniach końcoworocznych i… miałem rację (yay!) – nawet biorąc pod uwagę, że tuż po premierze tego wydawnictwa wyrażałem ubolewanie, iż u Keleli z future r’n’b zostało tylko r’n’b. Wszystko dlatego, że w ferworze tamtego okresu nie poświęciłem Krukowi należytej uwagi: to album zdecydowanie do bliskiego, skupionego słuchania, pełen delikatnie wypełniającego przestrzeń soulu, idealnie płynący na produkcjach takich aliasów, jak m.in. Kaytranada, wychowanek Modeselektorów Yo van Lenz, czy też LSDXOXO i Bambii, odpowiedzialni m.in. za Contact – jeden z pięciu najlepszych mocograjów 2023 r., który w naszym zestawieniu zajął miejsce tuż za podium.

Te wodne, rozpłynięte brzmienia spod tafli oceanu nie są tu jednak daniem głównym – jest nim bowiem, chyba po raz pierwszy wysunięty tak daleko na pierwszy plan, głos Keleli. Żeby za bardzo nie spoilować wam przyjemności obcowania z nim (po raz pierwszy lub kolejny – warto wrócić!), powiem tylko, że Raven byłby tak samo dobrym i przejmującym wydawnictwem, jeśli składałyby się nań same tylko a capelle. A teraz patrzcie na to: dla bezpieczeństwa sprawdziłem pisownię zwrotu „a cappella”, a Wikipedia na to: „(pol. «jak w kaplicy»). Kruk swe gniazdo uwił na kościelnej wieży.

Sebastian Rogalski