Kocia loteria

Kocia loteria

Dlaczego kocięta z jednego miotu potrafią wyglądać jak składanka z zupełnie różnych bajek? W marcu, kiedy zaczyna się tzw. „kocie marcowanie”, to pytanie wraca częściej niż kot na parapet. Okazuje się, że za tym pozornym chaosem stoi całkiem precyzyjna — choć momentami zaskakująca — biologia.

 

Na końcu artykułu dostępna jest wersja audio.

Genetyczna orkiestra bez dyrygenta


Umaszczenie i wzory futra u kotów nie są dziełem jednego genu. To raczej cała orkiestra genetyczna, w której jedne geny dominują, inne się ukrywają, a jeszcze inne wprowadzają coś na kształt artystycznej improwizacji.


Efekt? Nawet przy tych samych rodzicach potomstwo może znacząco się różnić. Każdy kociak to osobna kombinacja genów — trochę jak wynik losowania, tylko zamiast liczb mamy kolory, wzory i długość futra.

Wielu ojców, jeden miot


Do tej genetycznej układanki dochodzi jeszcze jeden element, który brzmi jak fabuła serialu obyczajowego. Kotki mają owulację indukowaną — oznacza to, że dochodzi do niej dopiero po kopulacji.


A ponieważ w czasie jednej rui kotka może spotkać więcej niż jednego partnera, każde zapłodnione jajeczko może mieć innego ojca. Zjawisko to nosi nazwę heteropaternalnej superfekundacji. W praktyce oznacza to, że rodzeństwo z jednego miotu może być genetycznie bardziej zróżnicowane, niż mogłoby się wydawać.

Mozaika kolorów


Szczególnie interesujące są umaszczenia trójkolorowe, tzw. calico. Ich powstawanie wiąże się z procesem losowej inaktywacji jednego z chromosomów X u samic.


Każda komórka „decyduje”, z którego chromosomu korzystać. Jeśli jeden niesie gen czerni, a drugi rudości — powstaje charakterystyczna mozaika. To dlatego futro wygląda jak patchworkowy wzór, a nie jednolita powierzchnia.


Samce, posiadające tylko jeden chromosom X, nie mają tej możliwości — dlatego trójkolorowe kocury należą do rzadkości.

Biologiczna loteria


W efekcie jeden miot może obejmować kocięta o zupełnie różnych cechach — od umaszczenia, przez długość sierści, aż po budowę ciała. Jeden może być czarny, drugi pręgowany, trzeci rudy, a czwarty wyglądać jakby powstał w generatorze postaci ustawionym na „losuj wszystko”.


To jednak nie chaos, lecz matematyka. Geny mieszają się według określonych zasad, ale liczba możliwych kombinacji sprawia, że efekt końcowy potrafi zaskoczyć nawet biologa.

Marcowe romanse natury


Nieprzypadkowo o tym mówimy właśnie teraz. Marzec to okres wzmożonej aktywności rozrodczej kotów, potocznie nazywanej „kocim marcowaniem”. To właśnie wtedy najłatwiej o spotkania, które — z biologicznego punktu widzenia — zwiększają różnorodność genetyczną przyszłych miotów.


Natura nie projektuje „jednolitego zestawu”. Tworzy raczej dynamiczny system, w którym różnorodność jest największą przewagą.


To właśnie takie naukowe pogranicza — między biologią, medycyną i filozofią życia — rozkładamy na części pierwsze na antenie Akademickiego Radia LUZ.


Wszystko to w ramach cyklu O.B.C.Y — Odkrywamy Bez Cienia Ygreka. Serii, która powstała po to, by każde „dlaczego?” (czyli nasze małe naukowe why) przestało brzmieć jak pytanie z innej planety.

Tekst: Łukasz Machowczyk