Kony – Postęp
Ćpaj Stajl nie żyje, niech żyje Ćpaj Stajl. Łatwo nie zgadzać się z agresywnie bezkompromisowym i zgryźliwie sarkastycznym sposobem dostarczania kolejnych linijek na Dublin Story: najnowszym, pierwszym po zawieszeniu działalności ĆS mikstejpie Konego. Trudno zarazem nie zgodzić się z naturalistycznymi opisami problemów, które ukształtowały taki a nie inny charakter tego wydawnictwa. Problemów znanych zresztą od zarania hip-hopu, wśród których znajdziemy m.in. twarde realia, nadużycia władzy i środkowy palec zdrętwiały od ciągłego pokazywania niedowiarkom, fałszywym kumplom i demonom spod łóżka. Wszystko to składa się na mieszankę tyleż wstrząsającą, co imponującą: techniką, składaniem kolejnych rymów, przede wszystkim zaś szorstką szczerością, która wyklucza próby upupiania przekazu pod odpowiadające odbiorcom sztywno ustalone zestawy pojęciowe.
„Żeby zarobić, musisz dzisiaj, ziom, spotulnieć”. W brzmiącym do cna najntisowo (w każdym aspekcie), momentami jadowicie konserwatywnym Postępie dostaje się nieświadomym pięciu filarów łakom i ich nieironicznym – a więc niekumatym – fanom: patostreamerom biorącym się za rap (#pozdro600), instagramowym lansiarzom, konformistycznym patałachom i Oliwce Brazil. Głos tyleż chropowaty (na Mocograj wybraliśmy wersję z pogodniejszym bitem, soundcloudowy oryginał leci o wiele mocniej), momentami nawet polaryzujący, lecz bez dwóch zdań istotny, przy tym ultraautorski i zaskakujący perfekcyjnym dostarczeniem niezależnie od bitu. Nie jest przyjemnie („Hip-hop to muzyka buntu zła z gruntu”), ale nie da się obok tego przejść obojętnie – nawet jeśli nie w pełni się z tym zgadzasz (tak, zdarzyło mi się być na koncercie Fagaty).
Sebastian Rogalski