Kości +

Kości +
31 października obchodzimy Dzień Szkieletu. I choć data może kojarzyć się przede wszystkim z Halloween, to właśnie tego dnia warto przyjrzeć się bliżej konstrukcji, która od środka podtrzymuje nasze ciało. Tym bardziej że liczba 206 kości, którą większość z nas zapamiętała ze szkoły, wcale nie oznacza, że każdy człowiek ma ich dokładnie tyle samo. W rzeczywistości ludzki szkielet potrafi być znacznie bardziej różnorodny. Niektórzy z nas mają dodatkowe, niewielkie kości w stopach, dłoniach czy czaszce, a czasem nawet dodatkowe żebro. I co najciekawsze – często przez całe życie nie mamy pojęcia, że nasz szkielet ma kilka elementów więcej niż przewiduje standardowa instrukcja.

 

Na końcu artykułu dostępna jest wersja audio.

Umowny standard

Liczba 206 kości, którą znamy ze szkoły, jest przydatnym uproszczeniem. Dotyczy typowego dorosłego człowieka, ale nie oznacza, że każdy ludzki szkielet wygląda dokładnie tak samo. Anatomia pozostawia sporo miejsca na indywidualne różnice.

Dodatkowe kości mogą pojawiać się w różnych miejscach – między innymi w stopach, dłoniach czy czaszce. Zwykle są niewielkie i nie powodują żadnych problemów. Człowiek może więc przez całe życie funkcjonować zupełnie normalnie, nie wiedząc, że jego szkielet ma kilka elementów więcej niż „wersja podręcznikowa”.

Biologia nie działa bowiem jak fabryka, w której każdy egzemplarz wychodzi z identyczną liczbą części. Geny określają sposób budowy organizmu, ale rozwój poszczególnych struktur może przebiegać na wiele różnych sposobów.

Kości, które powstają w ścięgnach

Dobrym przykładem są trzeszczki – niewielkie kości rozwijające się wewnątrz ścięgien lub w ich pobliżu. Najbardziej znaną trzeszczką jest oczywiście rzepka. To największa tego typu kość w ludzkim ciele i element, który pomaga mięśniom oraz ścięgnom sprawniej przenosić siły podczas ruchu.

Poza rzepką człowiek może mieć również mniejsze trzeszczki w obrębie dłoni i stóp. Ich liczba i wielkość różnią się między ludźmi. U jednej osoby mogą być obecne, u innej mogą się nie wykształcić wcale.

Najczęściej nie ma w tym nic niepokojącego. O ich istnieniu można dowiedzieć się przypadkiem, na przykład podczas badania obrazowego. Lekarz może wtedy zobaczyć niewielką dodatkową strukturę kostną, która dla pacjenta jest całkowitą nowością. W praktyce oznacza to po prostu, że nosimy ją ze sobą od dawna – prawdopodobnie od momentu, gdy nasz szkielet dopiero się rozwijał.

Czaszka z dodatkowymi elementami

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja w czaszce. Pomiędzy głównymi kośćmi mogą pojawiać się tak zwane kości szwowe, czyli niewielkie dodatkowe fragmenty kostne znajdujące się w obrębie szwów czaszki.

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że ktoś zbudował czaszkę z puzzli i dorzucił kilka elementów z innego zestawu. W rzeczywistości jest to jeden z przykładów naturalnej zmienności anatomicznej. Ich obecność nie musi oznaczać żadnej choroby ani zaburzenia rozwoju.

Sama budowa czaszki pomaga zrozumieć, skąd bierze się taka różnorodność. U niemowląt kości czaszki nie są jeszcze ze sobą całkowicie zrośnięte. Elastyczne połączenia pozwalają czaszce dostosowywać się do rosnącego mózgu, a później stopniowo się zamykają. W trakcie tego procesu sposób, w jaki poszczególne elementy się łączą, może nie być identyczny u każdego człowieka.

A co z dodatkowym żebrem?

Czasem dodatkowy element pojawia się w miejscu, którego raczej nie spodziewalibyśmy się znaleźć na anatomicznej liście bonusów. Niektórzy ludzie rodzą się z dodatkowym żebrem szyjnym, czyli strukturą wyrastającą z dolnego odcinka kręgosłupa szyjnego.

Większość osób z takim żebrem nie odczuwa żadnych dolegliwości i dowiaduje się o nim przypadkiem podczas badania obrazowego. W niektórych przypadkach może jednak uciskać nerwy lub naczynia krwionośne i powodować objawy określane jako zespół górnego otworu klatki piersiowej.

To również pokazuje, że obecność dodatkowej kości sama w sobie nie oznacza choroby. Znaczenie ma przede wszystkim jej położenie oraz to, czy wpływa na funkcjonowanie organizmu.

Szkielet, który zmienia się z wiekiem

Jest jeszcze jeden powód, dla którego liczba 206 nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Człowiek nie przychodzi na świat z dokładnie takim samym układem kości, jaki ma osoba dorosła.

Szkielet dziecka zawiera więcej oddzielnych elementów kostnych i chrząstkowych. Wraz z rozwojem część z nich stopniowo się łączy. Dobrym przykładem jest kość krzyżowa, która u dziecka powstaje z kilku oddzielnych kręgów, a z czasem zrastają się one w jedną strukturę.

Podobne procesy zachodzą w innych częściach szkieletu. Dlatego liczba kości zależy między innymi od wieku i od tego, które elementy uznamy za osobne kości. To kolejny dowód na to, że 206 jest przede wszystkim wygodnym punktem odniesienia, a nie uniwersalnym numerem seryjnym przypisanym każdemu człowiekowi.

Natura nie korzysta z jednej instrukcji

Dodatkowe kości są więc nie tyle błędem konstrukcyjnym, ile przykładem naturalnej zmienności. Rozwój organizmu jest procesem, w którym wiele mechanizmów musi zadziałać w odpowiednim miejscu i czasie. Efekt końcowy może się nieznacznie różnić między poszczególnymi osobami, a mimo to wszystkie te warianty mogą być całkowicie prawidłowe.

To trochę tak, jakby natura miała jeden podstawowy projekt, ale pozwalała konstruktorom na drobne modyfikacje. Jeden człowiek dostanie dodatkową trzeszczkę, inny kość szwową, a jeszcze ktoś dodatkowe żebro. Większość z nas nawet nie zauważy różnicy.

Dlatego gdy następnym razem usłyszycie, że człowiek ma dokładnie 206 kości, warto potraktować tę liczbę jako anatomiczny standard, a nie żelazną regułę. Ludzki szkielet jest znacznie bardziej różnorodny, niż sugerują szkolne ilustracje. I całkiem możliwe, że gdzieś w Waszym ciele znajduje się mała kostna niespodzianka, o której istnieniu dowiecie się dopiero wtedy, gdy ktoś zrobi Wam zdjęcie RTG.

To właśnie takie naukowe pogranicza – między anatomią, biologią i ewolucją – rozkładamy na części pierwsze na antenie Akademickiego Radia LUZ.

Wszystko to w ramach cyklu O.B.C.Y – Odkrywamy Bez Cienia Ygreka. Bo czasem wystarczy zajrzeć pod własną skórę, żeby odkryć, że ludzkie ciało jest znacznie ciekawsze, niż wynikałoby to z jednej liczby w podręczniku.

Tekst: Łukasz Machowczyk