Marcin Masecki – Carnaval / El diablo suelto / Carnaval

Nie ma wielu piękniejszej rzeczy niż malownicza, pełna śniegu zima. Bielutki krajobraz za oknem, kilkudziesięciocentymetrowe czapy dumnie zdobiące zaparkowane samochody. To ta ładna strona mroźnego medalu. Drugiej doświadczam w tym momencie, jadąc pociągiem w stronę Wrocławia. Spóźnionym już w moim rodzinnym Tarnowie o ponad 3 godziny.

Nie wiem, czy Marcin Masecki miał kiedyś podobne doświadczenia z polskim przewoźnikiem kolejowym. Być może również wpłynęłyby one w jakiś sposób na muzyczną ucieczkę na jego najnowszym albumie do Ameryki Południowej. Choć zapewne mniej niż 7 lat wczesnego dzieciństwa spędzone w Kolumbii. Oraz jego żona, pochodząca z Argentyny.

Boleros y más to zbiór ulubionych kompozycji muzyka z tego niezwykłego kontynentu. Aranżacyjnie, na pozór, fajerwerków nie powinniśmy oczekiwać. Klasyczne trio jazzowe okraszone w niektórych utworach niezwykle głębokim, przepięknym głosem lidera hipnotyzuje jednak już od pierwszych sekund. Główną cześć naszego tegotygodniowego mocograja stanowi jeden z najsłynniejszych wenezuelskich standardów – El diablo suelto. Diabeł zdecydowanie jest tutaj na wolności. Kolejne wirtuozerskie piruety Maseckiego dookoła tematu utworu nie pozwalają oderwać się od tego szalonego tańca nawet na sekundę. Walc okraszony z obu stron karnawałem to ledwie przedsmak atrakcji, które czekają na słuchacza na reszcie albumu. Jeśli Wam również w którymś momencie śnieg odrobinę zbrzydnie, to lot do Ameryki Południowej jest bliżej, niż mogłoby się wydawać.

Michał Lach