metro – 356 widoków na przyszłość

Wylądowała! Debiutancka płyta zespołu metro wyczekiwana była przez fanów alternatywy co najmniej od 2024 roku. Wtedy właśnie piosenki Hej, Aloszka i Na balkonie zapoznały większą publiczność z brzmieniem warszawskiego składu, który nagle został ochrzczony „nadzieją polskiej alternatywy”. Zaczęła wokół niego unosić się pewna aura wiary we wskrzeszenie muzyki rockowej, mit uzdrowicieli, coś wykraczającego poza zajawkę na nowy, fajny zespół.

Po długim oczekiwaniu pojawił się – krążek 365 widoków na przyszłość 16 października ujrzał światło dzienne. Już na poziomie tytułu kieruje on nasz wzrok wprzód, co należy czytać podwójnie. Debiutowi nadaje bowiem charakteru otwarcia kariery (mimo że ta już trwa parę lat), a także wpuszcza nas do świata młodego i patrzącego przed siebie. Z materiału bije świeżość. Nie brakuje w nim dobrych, chwytliwych melodii, a teksty intrygują swoją naturalną poetyckością.

Debiutowi metra towarzyszy coś więcej niż standardowa ekscytacja pierwszych razów. Trzeba  bowiem zauważyć, że hasła o nadziei, mimo że wskutek nadmiernego powtarzania lekko rozmyte, są boleśnie prawdziwe. Rock (przez duże R) to gatunek wypierany z fal radiowych, z głównych scen, z szeroko pojętego mainstreamu. Miłośnicy tęsknią, boją się i idą na kompromisy – wpuszczają przedrostek indie na salony, zmiękczają wizerunek. I gdy w takim momencie pojawia się młody zespół grający muzykę dobrą, dysponującą brzmieniem piosenkowym i nie rezygnujący z alternatywnych nut, wtedy naprawdę staje się czymś więcej, niż kapelą.

Ja w tym tygodniu proponuję utwór 365 widoków na przyszłość urzeczona teatralną ekspresją wokalisty i paroma naprawdę zgrabnymi wersami. Sugeruję jednak przesłuchać całość – kryje się tam więcej naprawdę dobrych piosenek.

Marysia Głowacka