Mistrzostwa Świata 2026 – Mundial w cieniu globalnej polityki

Mistrzostwa Świata 2026 – Mundial w cieniu globalnej polityki

Mistrzostwa Świata to katedra piłki nożnej, z której Gianni Infantino robi centrum handlowe – Jurgen Klopp

XXIII edycja piłkarskich mistrzostw świata oficjalnie przeszła do historii. Rekordowe 104 mecze rozegrane na 16 stadionach Ameryki Północnej dostarczyły kibicom ogromnych emocji, ale jednocześnie stały się źródłem licznych kontrowersji. Działania FIFA wywołały dyskusję o tym, czy we współczesnym futbolu można jeszcze mówić o politycznej neutralności.

 

Szczyt góry lodowej

Problemy towarzyszyły turniejowi na długo przed pierwszym gwizdkiem. FIFA uczyniła ze sprzedaży biletów maszynkę do zarabiania pieniędzy. Szacuje się, że spośród około 11 miliardów dolarów przychodów wygenerowanych przez mundial aż jedna czwarta pochodziła właśnie z wejściówek. Sam system dystrybucji budził jednak ogromne kontrowersje. Prokurator generalna stanu New Jersey – Jennifer Davenport nazwała go „istnym torem przeszkód”:

Uczciwe informowanie o sprzedaży biletów nie jest niczym skomplikowanym. FIFA zamieniła jednak proces ich zakupu na mistrzostwa świata w istny tor przeszkód pełen dezinformacji, sztucznie kreowanego poczucia niedostępności i absurdalnie wysokich cen – wszystko kosztem konsumentów oraz ciężko pracujących mieszkańców New Jersey.

Najlepsze miejsca często trafiały do osób kupujących najpóźniej i jednocześnie płacących najwyższe ceny.  Sytuację dodatkowo napędzał rynek wtórny, na którym pod koniec czerwca średnia cena wejściówki osiągnęła około 1600 dolarów. Za bilety na finał trzeba było natomiast zapłacić 11 tysięcy dolarów. Do tego dochodziły koszty podróży, noclegów oraz codziennego życia podczas turnieju. Dla niektórych był to zaledwie szczyt góry lodowej problemów, bo nie zostali wpuszczeni do Stanów Zjednoczonych.

Marzenia przerwane na lotnisku

16 czerwca reprezentacja Maroka zainaugurowała swój udział w mistrzostwach remisem 1:1 z Brazylią. Lwy Atlasu zaprezentowały się bardzo dobrze i wywalczyły cenny punkt na rozpoczęcie turnieju. Na trybunach zabrakło jednak części ich najwierniejszych kibiców. Wiz do Stanów Zjednoczonych odmówiono między innymi członkom grupy Sbouaa, od lat towarzyszącej reprezentacji Maroka podczas najważniejszych tur niejów. Większość wniosków wizowych jej członków została odrzucona na podstawie sekcji 214(b) amerykańskiej ustawy o imigracji. Przepis ten stosowany jest w sytuacji, gdy urzędnicy nie są przekonani, że osoba ubiegająca się o wizę opuści Stany Zjednoczone po jej wygaśnięciu. Założyciel grupy, Mourad Hamama, w rozmowie z portalem Hespress English nie krył rozczarowania i deklarował, że:

Wszyscy mamy stabilne życie w Maroku. Nie zamierzamy migrować do USA.

Podobne problemy dotknęły jednak nie tylko kibiców. W niezwykle trudnej sytuacji znalazł się również somalijski arbiter Omar Artan. Zdobywca tytułu najlepszego sędziego Afryki miał spełnić marzenie o poprowadzeniu meczu mistrzostw świata i zostać pierwszym Somalijczykiem w historii, który dokonałby tej sztuki. Na drodze do realizacji celu stanęła jednak amerykańska służba graniczna, która przez 11 godzin przesłuchiwała sędziego w sprawie jego potencjalnych połączeń z organizacjami terrorystycznymi. Artan został odesłany do ojczyzny. Sprawa błyskawicznie obiegła światowe media, wywołując falę krytyki pod adresem organizatorów turnieju. Gianni Infantino przekonywał, że FIFA nie ma możliwości wpływania na decyzje podejmowane przez władze Stanów Zjednoczonych.

Nie jesteśmy królami świata, którzy mogą mieć kontrolę nad rządami i służbami bezpieczeństwa.

Wraz z upływem turnieju okazało się, że w drugą stronę działa to inaczej, a działacze FIFA są gotowi zrobić wszystko, żeby zadowolić administracje Donalda Trumpa – nawet jeśli wymagało to decyzji, które uderzają w samą ideę sportu

Zapomniane wartości

Mistrzostwa Świata 2026 były pierwszym turniejem w historii, w trakcie których gospodarz był w aktywnym konflikcie zbrojnym z jednym z uczestników. Reprezentacja Iranu odczuwała skutki trwającej wojny z USA przez cały pobyt w Ameryce Północnej. Irańczycy swoje mecze rozgrywali na amerykańskiej ziemi, ale bazę treningową mieli w Meksyku. Każdy mecz wymagał podróży do Stanów przed spotkaniem, a następnie błyskawicznego powrotu na południe. Ostatecznie podopieczni trenera Imara Ghalenoeiego zajęli trzecie miejsce w grupie C, ale gorszy bilans bramkowy od Senegalu spowodował, że odpadli z mistrzostw. Po meczu o wszystko z Belgią, zremisowanym 1:1, kapitan reprezentacji Iranu – Mehdi Taremi wygłosił obszerne oświadczenie, w którym nie gryzł się w język:

To katastrofalny mundial. Katastrofalny. FIFA powinna rozwiązywać problemy, które pojawiają się podczas turnieju, ale od samego początku nie była w stanie tego zrobić. (…) To nie jest sprawiedliwe. Naszym zdaniem to po prostu nie jest sprawiedliwe. Może dla FIFA wszystko jest w porządku, ale dla nas nie. Jeśli ktoś chce, żebyśmy odpadli z turnieju, to dobrze – możemy odpaść. Ale nie w takich okolicznościach. Nie mamy przy sobie ludzi odpowiedzialnych za regenerację ani zaplecze logistyczne. Od dawna zwracamy uwagę na te problemy, ale nikt nam nie pomaga. Nikt.

Trudno mówić o uczciwej rywalizacji, gdy jedna z drużyn zamiast koncentrować się wyłącznie na futbolu, zmaga się z ograniczeniami wynikającymi z międzynarodowego konfliktu. Miłości i jedności, o której śpiewała Shakira w przerwie meczu finałowego, na tym mundialu po prostu brakowało. Nie brakowało jednak decyzji będących precedensem we współczesnej historii dyscypliny.

Quo vadis FIFA?

1 lipca reprezentacja Stanów Zjednoczonych zmierzyła się z Bośnią i Hercegowiną w meczu 1/16 finału. W 45. minucie Folarin Balogun otworzył wynik spotkania, dając gospodarzom prowadzenie. Niespełna dwadzieścia minut później bohater Amerykanów stał się jednak antybohaterem. Po brutalnym faulu na Tariku Muharemiciu sędzia, po analizie VAR, bez wahania pokazał mu czerwoną kartkę. Zgodnie z przepisami FIFA oznaczało to automatyczne zawieszenie na kolejne spotkanie z Belgią. W następnych dniach wydarzyło się coś, co pozwala sądzić, iż zapis w statucie FIFA zawierający zobowiązanie do zachowania neutralności politycznej to dla rządzących światowym futbolem nic nieznaczące słowa. Komitet Dyscyplinarny FIFA powołując się na art. 27 zawiesił wykonanie tej kary na roczny okres próbny. W praktyce oznaczało to, że Balogun mógł wystąpić przeciwko Belgii. Chwilę potem Donald Trump pisze na platformie Truth Social:

Dziękuję FIFA za to, że zrobiła to, co należało, i naprawiła ogromną niesprawiedliwość!

Później na konferencji prasowej przyznał wprost, iż zadzwonił do Infantino, ale podkreślał, że była to niezależna decyzja FIFA:

Zadzwoniłem do Gianniego Infantino i poprosiłem, żeby jeszcze raz przyjrzał się całej sprawie. Nie wiedziałem, jaka będzie decyzja ani jak to się wszystko zakończy.

Środowisko piłkarskie uznało całą sytuację za atak na integralność i wiarygodność piłki nożnej. UEFA podkreśliła, że sytuacja jest przekroczeniem „czerwonej linii” sugerując, że FIFA, de facto zmieniając zasady gry w trakcie turnieju, nie troszczy się o dobro dyscypliny:

Piłka nożna, jak każdy sport, opiera się na zasadach stanowiących fundament uczciwej, rzetelnej i przejrzystej rywalizacji. (…) Gdy pewność obowiązywania tych zasad przestaje być gwarantowana przez ich strażników, zagrożona zostaje integralność futbolu, a wiarygodność rozgrywek zostaje podważona.

Spotkanie USA z Belgią zdobyło miano bitwy o honor piłki nożnej. Ostatecznie Belgowie zwyciężyli 4:1. Amerykanie odpadli z turnieju. Balogun przyznał później, że cała sytuacja rozbiła podopiecznych Mauricio Pochettino:

Drużyna była niesamowicie spięta. Czuliśmy się, jakbyśmy byli pod ostrzałem z każdej strony, wszyscy nas atakowali, media nie dawały spokoju. 

Cała sytuacja pokazała, że wpływy polityczne w światowej piłce osiągnęły nowy poziom. Na usta sympatyków futbolu zaczęło cisnąć się pytanie – Quo vadis FIFA?

Mecz 104

19 lipca, MetLife Stadium w Nowym Jorku. Mija 106. minuta wielkiego finału Mistrzostw Świata. Hiszpania od ponad 100 minut cierpliwie rozbija argentyńską defensywę, która przesuwa granicę pomiędzy twardą obroną a brutalnymi atakami na przeciwników. Internet żyje dyskusją o pracy Slavko Vincicia i brutalnej grze Argentyńczyków. Lamine Yamal posyła dośrodkowanie w pole karne. Do piłki dobiega Nico Williams i głową podaje ją w kierunku Ferrana Torresa. Napastnik FC Barcelony mocnym strzałem pod poprzeczkę pokonuje Emiliano Martineza. Piłka trzepocze w siatce, a Hiszpania po 16 latach przerwy wraca na tron piłkarskiego świata. Kilkanaście minut później nowi mistrzowie odbierają złote medale, a następnie Gianni Infantino oraz Donald Trump wręczają Rodriemu Puchar Świata. Infantino odchodzi na bok, ale Trump pozostaje na scenie. Kapitan Hiszpanów podnosi trofeum w geście triumfu. W kadrze dalej widoczny jest Trump. 

 tekst: Kajetan Krawczyk

red. Dominika Kubat

fot. Facebook (White House)