Niedziela w Hutmenie

Niedziela w Hutmenie
Każdy Wrocławianin kojarzy ten charakterystyczny betonowy budynek o dynamicznej sylwetce. Dla niektórych to tylko dawna fabryka metali. Jednak może nie tak wielu z nas wie, że oprócz zakładu pracy miejsce to było ważnym ośrodkiem życia towarzyskiego i kulturalnego ubiegłego stulecia. Hala Hutmenu stała się nieodłącznym symbolem panoramy ulicy Grabiszyńskiej, ale także, co najważniejsze, pamiątką po życiu jakie tętniło wewnątrz tej niezwykłej fabryki.

 

Na terenie Hutmenu działała galeria sztuki a oczy pracowników cieszyły liczne plenerowe rzeźby i fontanny. Nie brakowało także zwierzęcych akcentów – złote rybki w akwariach i pasące się kucyki były codziennością dla personelu zakładu. Słynna Niedziela w Hutmenie stanowi do dzisiaj przykład humanizacji pracy. Idea ta zakładała kształtowanie środowiska i miejsca pracy w taki sposób, aby zwiększyć wydajność przy jednoczesnym odpowiadaniu na potrzeby fizyczne i psychologiczne pracowników. Po 80 latach od uruchomienia huty Muzeum Architektury we Wrocławiu przenosi nas w chronologiczną podróż po fabryce innej niż wszystkie.

Hala z zębami

Historia Hutmenu sięga 1918 roku. Wtedy to, na powierzchni 4000 m2 wybudowany został zakład hutniczy Schaefer & Schael. W wyniku działań wojennych zakład uległ poważnym zniszczeniom. W 1946 rozpoczęła się odbudowa zakładu, na terenie którego rozpoczęto pierwszą produkcję. W latach 50. po zatwierdzeniu planów rozbudowy powstały nowe wydziały produkcyjne. W latach 1968-1972 prowadzono największy etap rozbudowy Hutmenu. W tym czasie powstawały kolejne nowe hale produkcyjne : tłoczni i ciągarni, odlewania ciągłego, narzędziowni.

Bryła przypominająca ciąg upadających kości domina, betonowe elewacje z pomysłowo wkomponowanym szkłem są do dziś znakiem rozpoznawczym ul. Grabiszyńskiej we Wrocławiu. Halę Hutmenu wzdłuż ulicy zaprojektował Jerzy Surma. To właśnie temu architektowi zawdzięczamy niemal niekończący się rytm „zębów”. Innym, bardzo kojarzonym z Hutmenem elementem na terenie zakładu jest żelbetowa wieża ciśnień z 1961 r. stworzona według surowego, modernistycznego zamysłu Leopolda Doniewicza z Biura Projektów Budownictwa Przemysłowego. Zarówno zębata hala jak i zbiornik wieżowy zostały wpisane do Rejestru Zabytków. Mimo to aktualna sytuacja i przyszłość zakładu stoi pod dużym znakiem zapytania…

Drugi dom

Tytuł wystawy nie jest przypadkowy. Niedziela w Hutmenie to nazwa cyklicznie odbywającego się tam wydarzenia, którego pomysłodawcą był ówczesny dyrektor kompleksu Aleksander Sałaga. Kierownik Hutmenu nie tylko rozbudował przedsiębiorstwo, ale wprowadził także szereg innowacji mających na celu humanizację pracy. To dzięki niemu fabryka stała się nie tylko miejscem pracy, ale także drugim domem dla personelu.

Raz do roku zatem, w maju, jedną z niedzieli zamienia się jakby w doroczne święto huty – i w ten sposób rodziny pracowników , przyjaciele zakładu i wszyscy chętni wrocławianie mogą obejrzeć jak zakład funkcjonuje […]. Niedziela w Hutmenie przypomina najlepszy i jedyny w swoim rodzaju festyn. […] tramwaje Jaś i Małgosia dowożą tłumy, występy daje amatorski teatr Hutmenu, czynne są kiermasze z upominkami, paradują orkiestry dęte, zapraszają do swoich wnętrz kawiarnie, bary, dyskoteka […]. – relacjonował  w swoim artykule pt. Odmieńcy dziennikarz Andrzej Kądziołka z magazynu Przekrój nr28/1979.

Pierwsza taka impreza odbyła się w lipcu 1974 roku, zaraz po zakończeniu rozbudowy zakładu, a ostatnia w 1980. Zmierzch cyklu tych ikonicznych wydarzeń związany był z odejściem dyrektora Sałagi oraz cięć budżetowych wynikających z kryzysu ekonomicznego.

Orkiestra, galeria sztuki i… kucyki

Hutmen nie tylko od święta zaskakiwał swoją wyjątkowością. Na co dzień pracownicy huty mogli cieszyć swoje oczy wieloma aspektami wizualnymi i udogodnieniami jakie oferował ich zakład pracy. Pomiędzy budynkami Hutmenu bowiem pojawiała się sztuka, z którą na co dzień mogli obcować pracownicy. Na pasie zieleni przy ul. Grabiszyńskiej zakwitły róże, a stałymi elementami krajobrazu hutników stały się dwa kucyki – Szklarka i Dąbek. Ciągi przemysłowe pomiędzy halami miały tabliczki z ciekawym nazwami uliczek, np. Plac Śmiałych Inicjatyw, ul. Realizowanych Marzeń, pl. Dobrej Roboty. Wystrój w środku również był ocieplony licznymi roślinami w doniczkach i akwariami. Przy wejściach na hale produkcyjne zawieszono lustra i kraniki z wodą dla pracowników. W dzisiejszych czasach te innowacje mogą wywoływać zerowe zaskoczenie a także śmiech. Jednak to co dziś często może być standardem w miejscu pracy wówczas stanowiło niespotykane udogodnienie.

Kolejnym niezwykle ciekawym elementem przestrzeni Hutmenu była… galeria sztuki. Pierwsza wystawa otworzyła się 2 lutego 1976 r. Można było wówczas podziwiać na niej prace Zdzisława Zawadzkiego, którego malarstwo było próbą ukazania relacji pomiędzy artystą, robotnikiem a zakładem pracy. Od daty inaugurującej pierwszy wernisaż cyklicznie w pierwszy poniedziałek każdego miesiąca otwierano kolejne ekspozycje. Autorami gromadzonych w galerii prac byli artyści należący do Związku Polskich Artystów Plastyków. Do jednych z najsławniejszych gości należeli państwo Geppert. Dzieła należące do zbiorów galerii były wystawiane na sprzedaż. Co ciekawe Rada Zakładowa pomagała pracownikom finansowo tak, aby mogli oni zakupić dzieła, które przykuły ich uwagę.  Sztuka na wyciągnięcie ręki stała się nie tylko sloganem, ale i rzeczywistością dla wielu pracowników zakładu.

Niedziela w Hutmenie w Muzeum Architektury we Wrocławiu jest pierwszą wystawą dotyczącą dziedzictwa architektonicznego, artystycznego i społecznego, związanego z funkcjonowaniem zakładu hutniczego w okresie PRL-u.

Wyjątkową wystawę o niezwykłej fabryce możecie oglądać do 12 kwietnia w Muzeum Architektury we Wrocławiu (ul. Bernardyńska 7).

tekst: Agnieszka Traczyk

fot. Agnieszka Traczyk, Jakub Certowicz, Olgierd Czerner