O co chodzi z ciszą olimpijską?

O co chodzi z ciszą olimpijską?
Igrzyska w Mediolanie trwają, a Wy pewnie zastanawiacie się, dlaczego na arenach panuje wizualny spokój. Brak reklam na bandach to nie przypadek ani estetyczny kaprys organizatorów. To efekt rygorystycznych przepisów.

Zimowe igrzyska rządzą się swoimi prawami, a brak krzykliwych billboardów przy trasach narciarskich czy taflach lodowiska to efekt dokumentu znanego jako Karta Olimpijska. Prof. Dariusz Wojtaszyn z Uniwersytetu Wrocławskiego wyjaśnia, że za ten stan rzeczy odpowiadają konkretne zapisy prawne.

Jest to spowodowane przepisami „Karty Olimpijskiej”. Tutaj przede wszystkim decydowaną rolę odgrywa artykuł 40 i artykuł 50, który zakłada, że w trakcie i przed, i bezpośrednio po, czyli od momentu otwarcia wioski olimpijskiej aż do jej zamknięcia, sportowcy nie mogą wykorzystywać siebie i swojego wizerunku, i swoich wyników w celu działalności komercyjnej.

Atlanta zamiast antycznej Grecji

Wydawałoby się, że cisza olimpijska to piękna tradycja nawiązująca do starożytności. Prawda jest jednak bardziej prozaiczna i związana z pieniędzmi. To nowoczesny mechanizm chroniący interesy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

To nie ma nic wspólnego z czasami antycznymi. W czasach antycznych mieliśmy do czynienia z „ekechejrią”, czyli pokojem olimpijskim. Natomiast jest to wynalazek naszych czasów i pokłosie komercjalizacji sportu.

Zjawisko to pojawiło się dopiero 30 lat temu, podczas igrzysk w Atlancie. MKOl dba w ten sposób o swoich oficjalnych partnerów, którzy płacą ogromne sumy za wyłączność. Pozostali sponsorzy, z którymi sportowcy współpracują na co dzień, muszą w tym czasie zniknąć z horyzontu.

Konsekwencje dla zawodników

Zasady są twarde, a kary za ich złamanie mogą przekreślić lata treningów. Każdy zawodnik składa ślubowanie, w którym obiecuje przestrzegać reguł. Jeśli ktoś postanowi wrzucić na Instagrama zdjęcie które łamie zasady, ryzykuje dyskwalifikacją.

Więcej na temat ciszy olimpijskiej rozmawiał Mikołaj Sobol z profesorem UWr – Dariuszem Wojtaszynem z Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. W. Brandta

 

tekst: Mikołaj Sobol, red. Dominika Kubat

fot: EarthTrip z Pixabay