Phoebe Bridgers

Phoebe Bridgers
Po sześciu latach od premiery swojego drugiego albumu Punisher, Phoebe Bridgers powraca z nowym wydawnictwem Lost Weekend – traktującym o stracie, przyjaźniach, egzystencjalnych bolączkach i próbie wydostania się z błędnego koła własnej dysocjacji.
W znanym sobie stylu (gdzie słychać echo idola artystki Elliota Smitha) konsekwentnie rozwija muzyczny język, który ukształtował pokolenie muzyków indie-folk.

Pamiętnik przeciwko ironii

 

Od początku kariery Phoebe Bridgers interesowały te obszary ludzkiego doświadczenia które są trudne i wygładzane przez kulturę popularną. Jej piosenki od początku traktowały o depresji, wyobcowaniu, nieprzepracowanych emocjach w sposób pozbawiony pretensjonalizmu. Jeśli istnieje, jakiś wspólny mianownik pomiędzy Stranger in the Alps, Punisherem, a Lost Weekend to jest nim charakterystyczny model narracji artystki oparty o błahe i pozornie nie warte wspominania szczegóły, budujące bliskość ze słuchaczem. 

Nowy album rozpoczyna prolog The Outside, przefiltrowany przez wokoder głos Phoebe brzmi obco, jakby z oddali. Wspomnienie miesza się z sennymi urywkami obrazów, a słuchacz w ciągu kilku sekund zostaje wrzucony w stan emocjonalnego oczekiwania. Sama artystka tłumaczyła, że poniekąd jest to piosenka o dysocjacji. O potrzebie końca pasywności wobec życia i ponownym włączeniu się w jego bieg. Choć płytę rozpoczyna z dystansu, całość jest bardzo bliskoskórna.

Jednym z flagowych utworów tej płyty wydaje się być piosenka Lost Boys, która również została singlem promującym album. Artystka sięga w nim po figurę Zaginonych Chłopców z opowieści o Piotrusiu Panu. Mężczyźni, którzy nie chcą dorosnąć stają się metaforą emocjonalnej ucieczki od odpowiedzialności. Motyw znany w kulturze Bridgers obudowuje w fantazję o rycerzach na dwukołowcach, nadając mu współczesny wymiar opowieści o ludziach bardziej zaangażowanych w fantazję na temat własnego życia niż w faktyczne relacje. Przy produkcji utworu współpracowali Jack Antonoff, Ethan Gruska i Tony Berg, Gruska i Berg znani z produkcji debiutanckiego albumu.

Oddech przed końcem świata

 

Jednym z najciekawszych utworów na płycie jest Kill Me. Rozpoczyna go melancholijna refleksja nad czasem i nieuchronnością wydarzeń, lecz stopniowo przeobraża się ona w coś intensywniejszego. Rozrastająca się aranżacja, gitarowe partie Nicka Zinnera (Yeah Yeah Yeahs) oraz powracająca mantra w postaci perskich słów tamám shud sprawiają, że piosenka zaczyna przypominać rytuał przejścia. 

Wyrażenie tamám shud odsyła do jednej z najbardziej zagadkowych spraw kryminalnych XX wieku. W 1948 roku na australijskiej plaży Somerton odnaleziono ciało nieznanego mężczyzny. W jego kieszeni znajdował się niewielki skrawek papieru z napisem tamám shud z języka perskiego oznaczające “koniec”, “dokonało się”. Słowa te wyrwano z egzemplarza średniowiecznego zbioru poezji Omara Chajjama. Przez dziesięciolecia kartka pozostawała jedną z nielicznych wskazówek w śledztwie, a sama sprawa obrastała kolejnymi teoriami o szpiegach, samobójstwie i zimnowojennych intrygach. Phoebe wykorzystuje tę historię, jako metaforę przejścia. Kill me opowiada o momencie, w którym oczekiwana katastrofa przychodzi, a wraz z nią odczuwa dziwną ulgę. 

W tym utworze widać kontynuację podobnych motywów z poprzednich płyt artystki. Lecz oś  całej płyty Lost Weekend zdaje się stanowić utwór Still Standing. W 2022 roku Phoebe straciła ojca, temat ich dość trudnej relacji przewija się w obydwu płytach artystki. W utworze Motion Sickness był źródłem gniewu, a w Kyoto próbą porozumienia, przy jednoczesnym żalu o to, co było. Tym razem perspektywa jest inna, choć śmierć nie przynosi jasnego stanowiska wobec tej relacji. Phoebe nie próbuje mitologizować ojca, ale raczej stara się opowiedzieć o człowieku, który był tak samo źródłem bólu, jak i radości.

Stracony weekend

 

Słuchając Lost weekend trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to płyta o powrotach w takie miejsca świadomości, które wciąż nękają i przypominają o swojej obecności. Nie ma w niej wiele określonych melodii, ale raczej dużo wtrąceń, syntezatorów, przesterowanego radia, wiadomości głosowych i całego tego szumu, od którego nie można zasnąć. W I can’t wait Phoebe śpiewa o przyszłości, której nie można się doczekać, choć jej się obawia. Nie potrafiąc się uwolnić całkowicie od wspomnień można jedynie zmarnować kolejny weekend na przegadanie ich na nowo z przyjaciółmi, a przyszłość i tak w końcu nadejdzie. 

 

Julia Prus i Zuzanna Kopij