Recenzja Haerelands
Są krainy, które nie widnieją na mapach. Ziemie bez korony, bez sztandaru i bez litości — miejsca, gdzie historia nie została zapisana atramentem, lecz krwią, stalą i popiołem. Takie są Haerelands.
Haerelands
„Ten świat jest w głowach twórców bardzo konkretny, bardzo uwypuklony, bardzo porządnie rozpisany i próbują to przekazać czytelnikowi poprzez wzmianki i poprzez różne szczegóły, które umieszczają w dialogach między postaciami. Przez to, że zdecydowano się na formę właśnie takich krótkich historyjek, nie dostajemy wystarczająco czasu w tym świecie, aby naprawdę poczuć czym różni się od takiej generycznej fantastyki, którą często widujemy w literaturze.” – mówi Łukasz Mikołajczyk.
Co z oprawą graficzną?
„Natomiast jeżeli chodzi o warstwę artystyczną to jest to coś naprawdę ciekawego dlatego, że autorzy czerpią garściami nie tylko z kultury średniowiecznej naszej europejskiej, ale również zasięgają do stron orientalnych i do stref północnych. Pierwsza historyjka jest oparta na średniowieczu, jakie my znamy, takie około czeskie polskie. Druga przechodzi do ewidentnie inspirowanej Marokiem, miastami na wschodzie, a trzecia właśnie kojarzy się z wikingami, z tymi kulturami północnymi.” – dodaje prowadzący w Pełnej Kulturze.