Recenzja „Złych Baśni” w reż. Marcina Libera
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami żyli… Sinobrody, Dziewczyna bez rąk, Wieloskórka i Szatan… We wsi Griny zgromadziły się mroczne historie, pełne strachu, przemocy i traum, które zostaną z nami na długo. Każda historia to osobny koszmar, morderstwo, kanibalizm, kazirodztwo, zemsta i śmierć, a gorzki morał jest podany z dużą dawką czarnego humoru.
Baśnie w krwawym zwierciadle
W Złych Baśniach Marcin Liber sięga po opowieści braci Grimm „Żyli długo i szczęśliwie, aż nie umarli” w przekładzie Elizy Pieciul-Karmińskiej. Motywem przewodnim jest 9 (anty)baśni, które twórcy pokazują takie, jakie były naprawdę, czyli brutalne i okrutne. Reżyser balansuje między horrorem a groteską i zaprasza do dziwnej uczty, w której świat jest zdeformowany w krwawym zwierciadle i nie ma w nim miejsca na szczęśliwe zakłócenia lub zakończenia. Dodatkowo cały spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy jest zanurzony w stylu i muzyce blackmetalowej, granej na żywo przez wrocławski zespół THVN.
Otworzyć komnatę i nazwać zło
Spektakl przerywa milczenie wokół trudnych tematów, zachęcając (nie)dzieci do konfrontacji z prawdą. Zakazane drzwi komnaty Sinobrodego otworzyły się i pomimo przerażających opowieści osnutych tragicznym nieszczęściem morał można odnaleźć w zdaniu, które najczęściej padało podczas spektaklu – zdecydowanie nie z kanonu wychowawczych sentencji i zdecydowanie nie dla najmłodszych, dlatego najlepiej usłyszeć je na własne uszy.
W czwartkowej Pełnej Kulturze mogliśmy usłyszeć recenzję Zuzanny Szarczyńskiej w rozmowie z Barbarą Winkel, którą możecie przesłuchać poniżej.
Tekst: Zuzanna Szarczyńska
Redakcja: Barbara Winkel