Robb Maciąg „Tysiąc szklanek herbaty” (Adriana Boruszewska)

Robb Maciąg „Tysiąc szklanek herbaty” (Adriana Boruszewska)

Robb Maciąg "Tysiąc szklanek herbaty"

wyd. Bezdroża

Adriana Boruszewska
 

 

Czy można napisać recenzję książki, jeżeli wcześniej poznało się jej autora ? Czy można zrecenzować czyjąś wizję świata i sposób bycia? Przyznaję, że gdybym wcześniej nie poznała Robba Maciąga i jego żony, ocena książki „Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku” byłaby o wiele łatwiejsza. Postaram się jednak być obiektywna, w miarę możliwości, oczywiście.

 

„Tysiąc szklanek herbaty” to, jak pisze sam autor, książka o ludziach, a dokładniej o mieszkańcach Syrii, Turcji, Iranu, Turkmenistanu, Uzbekistanu, Tadżykistanu i Chin. Podczas ośmiomiesięcznej podróży rowerami Jedwabnym Szlakiem Ania i Robb Maciąg przemierzyli tysiące kilometrów, spotkali dziesiątki wspaniałych ludzi i wypili owe tytułowe tysiąc szklanek herbaty, a potem na ponad 300 stronach Robb Maciąg postanowił zawrzeć przynajmniej namiastkę tego, co przeżyli. Czy mu się to udało?

 

Oprócz bardzo oryginalnej formy wydania książki, czytelnikowi rzucają się w oczy zdjęcia, które są, według mnie, najsłabszą stroną tej książki, gdyż spodziewałam się o wiele ciekawszych i barwniejszych fotografii. Ten brak jednak rekompensuje naprawdę dobra narracja. Dobra to prosta, ludzka, bez zbędnego patosu i górnolotnych porównań. Robb przekazuje nam codzienne prawdy, nie sili się na filozoficzne wywody, lecz wykłada nam to, o czym często, z powodu codziennej gonitwy za nie wiadomo czym, zapominamy.

 

Osobiście do gustu najbardziej przypadły mi opowieści z Syrii, Iranu i Uzbekistanu. Pełno w nich ciekawych historyjek opowiedzianych z charakterystycznym dla autora przymrużeniem oka. Najmniej zaś zainteresował mnie Tadżykistan. W jego opisie zbyt dużo było liryzmu, a zbyt mało rzeczowych opisów.

 

„Tysiąc szklanek herbaty” to relacja z podróży, bardzo subiektywna i luźno spisana. Nie odnajdziemy tu szczegółowych opisów państw rodem z podróżników. Z jednej strony jest to duża zaleta, bo książkę czyta się jednym tchem, jednak z drugiej, czasami opisom poszczególnych krajów brak tego czegoś, tego tła, usytuowania w danej przestrzeni historycznej i politycznej, przez co wydaje się, że wszystko nam się zlewa, nie zapamiętujemy konkretnych rzeczy, lecz po prostu fajną podróż. Choć może i o to właśnie chodzi.

 

Z czystym sumieniem mogę Wam polecić „Tysiąc szklanek herbaty”. To przyjemna i przede wszystkim bardzo ciepła książka, która powoduje, że człowiek ma ochotę uśmiechnąć się do siebie samego, a na drugi dzień wyruszyć własnym Jedwabnym Szlakiem .