Rozegrane na LUZie

Rozegrane na LUZie
Kolejna porcja informacji ze świata sportu już jest! W kolejnym wydaniu Rozegranych na LUZie spojrzymy na ostatnie dokonania czołowej polskiej lekkoatletki. Następnie przeanalizujemy transfery w Polskiej Lidze Koszykówki oraz zagłębimy się w kontrowersje we francuskiej piłce nożnej!

 

Halowe rekordy Klaudii Kazimierskiej

Klaudia Kazimierska w ostatnim czasie pokazuje, że jej forma jest na jak najwyższym poziomie. Zaledwie tydzień po ustanowieniu halowego rekordu Polski na dystansie 1500 metrów, zawodniczka Oregon Ducks pobiła kolejny rekord, tym samym wpisując się w historyczne tabele naszego kraju. Warto jednak zagłębić się nieco bardziej w ten temat, aby zrozumieć, jak wielkich rzeczy dokonała ta młoda lekkoatletka.

Boston jako początek dobrej passy

W sobotę 24 stycznia, Klaudia Kazimierska wystartowała w New Balance Indoor Grand Prix. Impreza ta uznawana jest już za miejsce do pobijania rezultatów sportowych. Podczas poprzednich edycji zostało tu bowiem ustanowione aż 9 rekordów świata! Dla naszej rodaczki ta odsłona bostońskiego mitingu również zakończyła się bardzo owocnie. Odpowiednia stawka rywalek, szybkie tempo i dobre nastawienie zawodniczki z Oregonu, spowodowały, że może się ona cieszyć także nie lada osiągnięciem.

W drodze po pierwszy rekord

Kazimierska swój start rozpoczęła dosyć spokojnie, lecz po 500 metrach zaczęła mijać swoje konkurentki, stale utrzymując żwawe i równe tempo biegu. Jej międzyczas na 1000 metrów wyniósł 2:42.10, co już wtedy zwiastowało rewelacyjny wynik, ale Klaudia nie zwalniała… Ostatnie okrążenia pokonała w około 32 sekundy, co pozwoliło jej zatrzymać zegar przy mecie w czasie 4:01.78. Wynik sam w sobie jest jeszcze ciekawszy, jeżeli dodamy, że Kazimierska poprawiła 23-letni rekord Polski Lidii Chojeckiej. Wydawać by się mogło, że zawodniczka z Oregonu już niczym nas nie zaskoczy, jednak wystarczyło poczekać zaledwie tydzień.

Next stop… New York

Zawodniczka Oregon Ducks miała tym razem do pokonania trochę dłuższy dystans, bo aż 1609 metrów. Pomimo to Klaudia ponownie udowodniła, że ten sezon halowy należy do niej! W niedzielę 1 lutego, podczas 118. Millrose Games w Nowym Jorku, Kazimierska pobiła kolejny rekord kraju należący do Lidii Chojeckiej, lecz tym razem na dystansie 1 mili! Dystans ten jest bardzo specyficzny, ponieważ dla biegaczy, to jak wystartować na 1500 metrów i jeszcze musieć znaleźć siłę na pokonanie dodatkowych 109 metrów. Jednak Klaudia poradziła sobie w tym biegu znakomicie!

Podobna taktyka ten sam efekt

Kazimierska rozpoczęła bieg na milę dosyć spokojnie, gdyż zajmowała początkowo ósmą lub dziewiątą pozycję, lecz po zejściu pacemakerki, prowadzenie biegu spadło na barki Australijki, za którą bacznie podążała Nikki Hiltz z USA. To właśnie zawodniczka ze Stanów ostatecznie wygrała cały bieg czasem 4:19.64, ale Klaudia także odegrała tutaj swoją rolę. Na dwa okrążenia do mety zawodniczka Oregon Ducks zajmowała już 4 pozycję, a na finiszowych metrach poza Nikki, była przed nią tylko Jessica Hull – srebrna medalistka Igrzysk Olimpijskich z Paryża. Zegar przy mecie zatrzymał się dla Kazimierskiej w czasie 4:21.36, co aktualnie jest nowym rekordem Polski.

Coś więcej niż znakomite rezultaty

Klaudia Kazimierska obecnie, poza dwoma rekordami Polski, znajduje się także w czołówce europejskich tabel zarówno na 1500 metrów, jak i na dystansie 1 mili. Ponadto, zawodniczka z Oregonu wypełniła minimum na halowe mistrzostwa świata w Toruniu oraz zapisała się w historii polskiej lekkoatletyki. W przeciągu zaledwie jednego tygodnia Klaudia zaskoczyła Nas niesamowitym przygotowaniem do zawodów, zarówno tym fizycznym, jak i mentalnym. Nie pozostaje nic innego jak tylko wyczekiwać kolejnych startów Polki.

tekst: Jan Mokrzycki

red. Agnieszka Traczyk

Nowe twarze w Polskiej Lidze Koszykówki

Już od paru sezonów zespoły rywalizujące w Polskiej Lidze Koszykówki przyzwyczajają nas do tego, iż skład drużyny formowany przed rozgrywkami jest jedynie szkicem. Ostateczny zestaw personalny, w jakim drużyna wejdzie w najważniejszą fazę sezonu, wygląda często już zgoła inaczej. Drużynie wystarczy zaledwie kilka potknięć, aby szatnia zrobiła się za ciasna, nie tylko dla zawodników, ale również dla trenerów. Rotacja osób w PLK stoi na niebywałym poziomie. Przykładów nie trzeba szukać daleko. Drużyna WKS Śląska Wrocław w sezonie 2024/2025 targana problemami organizacyjnymi, zgłosiła do rozgrywek aż 25 zawodników i 3 trenerów. Jak nie trudno się domyślić takie działanie ostatecznie poskutkowało zaledwie 10 miejscem w ligowej tabeli i brakiem awansu do fazy playoff. Nie warto jednak popadać w skrajności, ponieważ nie każde zmiany bywają złe. Jako przykład udanej korekty kadrowej można wymienić ekipę Legii Warszawa, która po nieudanej pierwszej rundzie zeszłego sezonu, zdecydowała się na zmianę trenera i części graczy zadaniowych co zaowocowało wyczekiwanym przez stołeczny klub tytułem Mistrza Polski. Przyjrzyjmy zatem, które zespoły szukają brakujących elementów układanki, a które transferami na ostatnią chwilę walczą o ligowy byt.

Gorący okres we Włocławku

Eksperymentu z mianowaniem Grzegorzem Kożanem na pierwszego trenera zespołu z Włocławka, patrząc z perspektywy obiektywnego kibica, nie można określić jako jednoznacznie nieudanego. Debiutujący w tej roli Kożan, po 20 poprowadzonych spotkaniach uzyskał bilans 10-10. Taki rachunek nie spotkał się jednak z uznaniem  bardzo wymagających kibiców. Dezaprobatę wyraził także prezes Anwilu – Łukasz Pszczółkowski, który postanowił przesunąć 40-latka do jego naturalnej roli drugiego trenera. Wakat po nim, bardzo szybko wypełnił bardzo doświadczony Ronen Ginzburg, mogący pochwalić się dużym dorobkiem medalowym lig europejskich, który jeszcze przed poprowadzeniem pierwszego treningu wskazał braki w jakości zawodników podkoszowych. Jako remedium na te kłopoty, wskazany został 24-letni Amerykanin Tyler Wahl, który już od debiutu rozegranego w Hali Stulecia, pokazał, że serca do gry, ani umiejętności twardej gry na deskach mu nie brakuje. Od czasu powrotu do pełnego zdrowia chorwackiego centra Mate Vucica, Anwil nie przypomina już swojej bezzębnej wersji sprzed kilku tygodni. Dodatkowa podmiana rzucającego Nilaja Pearsona na Trevona Allena –  zawodnika o bardzo podobnym profilu, wydaje się być ruchem na oczyszczenie atmosfery w zespole i zerwaniem z chwilowo przylepioną łatką ligowego średniaka. Nieprzypadkowo po tych roszadach, Anwil w świetnym stylu rozprawił się z klasowym zespołem Arki Gdynia 97:82, a po przywiezieniu dwóch punktów z bardzo gorącej Hali Aqua Zdrój nazwany był przez trenera Górnika Wałbrzych Andrzeja Adamka: „drużyną na poziomie strefy medalowej”

Wyścig zbrojeń w ligowym ogonie

Miasto Szkła Krosno, GTK Gliwice oraz Czarni Słupsk. Na 12 kolejek przed końcem fazy zasadniczej, to te drużyny stają do walki o utrzymanie się w PLK, tym samym unikając w przyszłym sezonie wyjazdów do przysłowiowego Pelplina. Każda z organizacji wykazuje bardzo duże zaangażowanie w proces ratowania sezonu, poprzez budowę hierarchii w zespole, zupełnie od nowa. 

W Krośnie się przejaśnia

Miasto Szkła, o którym mówiło się, że do sezonu przystąpili z dwoma, może trzema zawodnikami gotowymi do rywalizacji na poziomie OBL, w końcu sięgnęło do kieszeni sponsorskich na tyle głęboko, iż pojawia się światełko w tunelu na podjęcie rywalizacji o kolejne sezony w najwyższej klasie rozgrywkowej. Mowa tu aż o trzech nowych podpisach. Formację obwodową wzmocnił Benjamin Shungu, z którym chwilę wcześniej rozstała się Legia Warszawa mając go za zawodnika o zbyt indywidualnym stylu gry. Amerykanin w środowisku, które daje mu możliwość gry jako pierwsza opcja ofensywna odpłaca się notując kolejno 17 i 25 punktów oraz świetnie kreując grę rozdając 8 i 9 asyst. Strefę podkoszową wzmocnili dodatkowo doświadczonymi Martinem Laksą, znanym z bardzo solidnej gry na polskich parkietach i Jairusem Hamiltonem zawodnikiem dysponującym szerokim wachlarzem zagrań ofensywnych i dużym zaangażowaniem na zbiórce. Na efekty Krosno nie musiało czekać długo. Ograli  Start Lublin 95:87, zbliżając się tym samym do swoich rywali na dystans tylko jednego zwycięstwa. 

GTK sięga po sprawdzone rozwiązania

Największym wzmocnieniem dla drużyny ze Śląska, jest rozstanie z Hiszpanem Borisem Balibreą, któremu i tak bardzo długo udało się utrzymać swoją posadę. Trochę świeżego powietrza do zespołu wpuścił ze sobą Kaelin Jackson, zatrudniony przez GTK Gliwice po niespodziewanym zwolnieniu z greckiego PAOK-u Saloniki, pokazując od pierwszych spotkań swój talent ofensywny. Nie była to jednak największa bomba transferowa, którą na ten sezon przygotowali włodarze klubu. 1 lutego nowym zawodnikiem ekipy został ogłoszony Ivan Almeida, świetnie znany kibicom PLK pamiętającym jego genialną formę sprzed kilku sezonów w Anwilu Włocławek, który poprowadził do upragnionego Mistrzostwa Polski. 

Podczas udanego debiutu Kabowerdeńczyka mieliśmy okazję zobaczyć jego doświadczenie i frajdę z gry. Wszystko to dobrze rokuje i sprawia, że na zespół z Gliwic zaczyna się patrzeć bardziej pozytywnie niżeli jak na grupę chłopaków, którzy przypadkowo spotkali się na boisku.

Czarni w dołku

Czarni Słupsk są chyba największym negatywnym zaskoczeniem tego sezonu OBL. Brak wyraźnej hierarchii, klasowi zawodnicy wyglądający jak cienie samych siebie i narastająca frustracja, nie pozostawiły władzom słupskiego klubu wyboru innego niż, przedwczesne rozstanie się z zasłużonym Robertsem Stelmahersem. Wchodzący w buty poprzednika – Ivica Skelin ma po nieudanej przygodzie w Legii wiele do udowodnienia. Do powyższej zmiany na razie wielu podchodzi dość sceptycznie, jeśli do osłabionej kontuzjami Aigarsa Skele i Szymona Tomczaka  drużyny na cito nie zostaną dołączeni zawodnicy mogący z miejsca wejść w rolę liderów zespołu. Jeśli nie zmieni się nic, a Czarni pozostaną najsłabszym pod względem personelu zespołem, wówczas mogą przygotowywać się do gry klasę niżej.

tekst: Maciej Baranowski

red. Agnieszka Traczyk

PSG VS FFF – dlaczego kibice są wściekli?

W ostatnim czasie, wewnątrz francuskich środowisk piłkarskich, coraz częściej poruszany jest temat sprzeciwu kibiców wobec francuskiej federacji piłkarskiej. W jednym momencie, zarówno sekcja męska, jak i żeńska, spotkała się z problemami, które dość mocno naruszyły cierpliwość widowni. Co się właściwie wydarzyło i z jakimi konsekwencjami mierzą się Paryżanie? 

Kwity, dokumenty, terminy

Fani PSG Féminine, którzy nie śledzili bacznie ostatnich wydarzeń, mogą się srogo zdziwić, spoglądając w tabelę D1 Arkema. PSG, które do meczu z Lyonem przegrało tylko jedno spotkanie, zajmują obecnie piąte miejsce w tabeli. Gdy przejrzymy ostatnie wyniki, mecze z listopada (z FC Fleury, Le Havre oraz Strasbourgiem) zostały policzone jako walkowery na korzyść rywalek. Decyzja zapadła pod koniec grudnia 2025 roku – FFF wydało nagle oświadczenie, że trzy wygrane spotkania (zatem 9 punktów), zostaje zamienionych na porażki, ze względu na niedopełnienie licencyjnych formalności związanych z kanadyjską piłkarką Florianne Jourde

Zawodniczka reprezentowała wcześniej jeden z amerykańskich uniwersytetów. W przypadku transferów ze Stanów Zjednoczonych należy zdobyć ITC – International Transfer Certificate. Zdaniem FFF, PSG nie dopełniło tej formalności przed zarejestrowaniem zawodniczki. Paryżanie jednak nie zgadzają się z zarzutem. Dlaczego? 

Zawodniczka grała wcześniej dla klubu uniwersyteckiego, którego rozgrywki nie są uważane za profesjonalne. Oznaczałoby to, że kontrakt z francuskim klubem powinien być pierwszym profesjonalnym w karierze Jourde. FC Fleury, które jako pierwsze podjęło kroki przeciwko PSG, odkryło jednak, że Kanadyjka grała wcześniej w swojej ojczyźnie, a tamtejsze rozgrywki są klasyfikowane przez FIFA. Sprawa okazała się jednak jeszcze bardziej złożona, niż mogło się wydawać. 

PSG było już wcześniej pytane o zawodniczkę, ale władze miały być przekonane o tym, że nie reprezentowała wcześniej profesjonalnego klubu. Informacja udzielona FFF była zatem nieprawdziwa federacja postanowiła ostatecznie wyciągnąć konsekwencje. 

Decyzja spotkała się z szerokim protestem klubu oraz kibiców. Co więcej, Le Havre oraz Strasbourg również nie wniosły oskarżeń wobec PSG kluby uznały, że nie miało to żadnego wpływu na wynik. Paryżanie nie zostali także wcześniej ostrzeżeni o odjęciu punktów decyzja spadła na nich jak grom z nieba. 

W meczu 14. kolejki D1 padł kolejny cios porażka z liderkami tabeli, Lyonem, który po szybkiej bramce Chawingi wyszedł na jednobramkowe prowadzenie, utrzymane do samego końca spotkania. Tym samym, PSG ma aż 17 punktów straty do liderek tabeli, co, na tym etapie sezonu, jest różnicą nie do odrobienia. Kibiców zdecydowanie nie pociesza fatalny przebieg Ligi Mistrzyń. Po sześciu meczach piłkarki Paulo Cesara miały zaledwie dwa punkty oraz przedostatnie miejsce w tabeli, co oznacza brak kwalifikacji do play offów. 

Kibice nie uniknęli kary

Atmosfera wokół Ligue 1 nie jest najweselsza już od początku sezonu. Ogromną kontrowersją stały się prawa do transmisji we Francji, które od tego sezonu zostały przeniesione na płatny serwis streamingowy dedykowany francuskiej ekstraklasie. 

Kibice PSG zostali wystawieni na kolejną próbę nałożono na nich karę za obraźliwe przyśpiewki oraz race przed meczem z Lille. W rezultacie, na stadionie miało zabraknąć lokalnych ultrasów, a przyjezdni postanowili zbojkotować mecz za to, że pula biletów na ich poprzedni wyjazd została ucięta o 50%. Paryżanie uznali, że czas powiedzieć “stop”.

Zbliża się prawdziwy francuski klasyk, czyli mecz z Marsylią. W związku z tym, ultrasi postanowili zawalczyć o atmosferę na swoim stadionie. Za pośrednictwem mediów społecznościowych wydali oficjalne oświadczenie, w którym zwrócili się do szeregu organizacji odpowiadających za francuskie rozgrywki.

Jesteśmy za przyjazdem kibiców z Marsylii do Paryża i, oczywiście, za wyjazdem kibiców paryskich do Marsylii” (tłum. własne) piszą w oświadczeniu.  

Zaadresowali swoje niezadowolenie z zakazu przyjazdu kibiców Marsylii (z którymi mają historię poważnych konfliktów kibicowskich) oraz podkreślili wagę wolności kibiców. Podkreślili swoją gotowość do dialogu oraz fakt, że to właśnie widzowie na stadionie budują atmosferę. Les Classiques to najważniejsze mecze właśnie dzięki historii oraz atmosferze, która buduje emocje. Liczne zakazy związane zarówno z zachowaniem kibiców, jak i problemami organizacyjnymi, są ich zdaniem powodem, dla którego wydarzenia te tracą na wartości. Piszą:

„Piłka nożna nie może zostać skonfiskowana przez strach lub bezczynność. (…). Entuzjazm kibiców to jedyna rzecz, która od lat pozostaje niezmienna. W dniu, w którym stadiony zostaną puste, będzie już za późno.” 

Co na to media?

Co więcej, o temacie wypowiadają się także twórcy skupiający się na francuskiej piłce nożnej. Poruszony został on m.in. w popularnym podcaście Hors Jeu, w którym eksperci uznali, że Francja to jedyne miejsce spośród top 5 lig europejskich, w którym występują aż takie problemy organizacyjne. Co więcej, zwrócili uwagę na to, że zorganizowanie bezpiecznych Igrzysk Olimpijskich na dużo większą skalę było możliwe, więc czemu nie zrobić tego dla piłki nożnej?

Starcia PSG i OM nie są jedynie klasykiem na tle geograficznym, źródła tego konfliktu są dużo bardziej złożone i jest to najostrzejsza rywalizacja w lidze francuskiej. Dla niedzielnego kibica historia ich starć może być szokiem. Czy zatem faktycznie zorganizowanie meczu tych drużyn w bezpieczny sposób musi pozostawać w sferze kibicowskich marzeń? Tego, być może, dowiemy się w najbliższym czasie mecz PSG Olympique Marysylia zaplanowany jest na 8 lutego. 

tekst: Kornelia Polis

red. Agnieszka Traczyk

Na koniec mamy coś dla fanów Premier Leauge. Kornelia Polis wraz z Jakubem Popielem podsumowali zimowe okienko transferowe w lidze angielskiej.