Rozegrane na LUZie

Rozegrane na LUZie
Studenci powoli wygrzebują się z ciężarów sesji i ładują baterie na kolejny „sezon” edukacyjnych zmagań. Tego samego nie mogą powiedzieć zawodowi sportowcy. W kolejnym wydaniu Rozegranych na LUZie sprawdzimy co wydarzyło się na trwających Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Następnie zahaczymy o rywalizacje lekkoatletyczną, a później przyjrzymy się koszykarzowi, który może zapisać się na kartach historii polskiego basketu.

 

Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 – update

Trwają Zimowe Igrzyska 2026 we Włoszech. Mnóstwo emocji, sportowej rywalizacji i, przede wszystkim, pierwsze podium Polaków w wykonaniu Kacpra Tomasiaka. Zawody potrwają do 22 lutego, ale już teraz podsumowujemy dotychczasowe wydarzenia! 

Pechowa niedziela dla narciarek alpejskich

Najwięcej emocji wzbudziły niedzielne wydarzenia, podczas których wypadku doznała Lindsey Vonn – amerykańska narciarka alpejska, dla której Igrzyska były powrotem po sześcioletniej przerwie. 41-letnia olimpijka cztery razy do tej pory zdobyła Kryształową Kulę za klasyfikację generalną Pucharu Świata i raz złoto olimpijskie w 2010 roku w Vancouver. 

Vonn już w poprzednich latach zasłynęła z siły charakteru. Ma dość bogatą historię urazów – przeszła już częściową wymianę prawego kolana, a w 2006 roku w Turynie wzięła udział w zawodach, mimo urazu nabytego 48h przed startem. W tym roku miało być tak samo. Przed Igrzyskami Vonn była faworytką, ale 30 stycznia zerwała więzadło krzyżowe. Mimo to, nie odpuściła treningów, a do Włoch pojechała z ortezą na nodze z nadzieją na udany, ostatni start w Igrzyskach w karierze. 

Wśród Amerykanek szlaki przetarła Breezy Johnson, której niezwykle szybki zjazd postawił poprzeczkę tak wysoko, że rywalki nie były w stanie jej już dogonić. Kiedy do startu podeszła Lindsey Vonn, nadzieje były bardzo wysokie. Doświadczona zawodniczka znała już tę trasę – wygrała na niej aż 12 wyścigów. Poziom trudności jest tam jednak dość wysoki, a Amerykanka przekonała się o tym już w 13 sekundzie zjazdu. Mistrzyni zahaczyła o bramkę i upadła, po czym kilkukrotnie koziołkowała po trasie. Kibice momentalnie zastygli, a na ich twarzach malowało się przerażenie. Vonn leżała krzycząc i przez kolejnych kilkanaście minut ratownicy przygotowywali ją do transportu helikopterem. Na ten moment wiadomo, że zawodniczka przeszła już dwie operacje w Treviso – jedną na złamanie, którego doznała w czasie upadku i drugą, która miała zapobiec problemom związanym z obrzękiem i przepływem krwi. Najpewniej jest to dla niej koniec kariery, ale jak napisała w poście na Instagramie, niczego nie żałuje i jest dumna z tego, że w ogóle stanęła na starcie. 

Na tym nie skończyły się jednak dramatyczne wydarzenia niedzielnych zawodów. Niedługo po Vonn wystartowała reprezentantka Andory – Cande Moreno, która także nieszczęśliwie upadła na trasie. Przy lądowaniu po wyskoku jej kolano nie wytrzymało i po wywrotce uderzyła o bandy. Zawodniczka nie dała rady podnieść się o własnych siłach. 25-latka również została ewakuowana do szpitala, gdzie okazało się, że zerwała więzadła krzyżowe oraz więzadła prawego kciuka. Przed Moreno najpewniej operacja, a następnie bardzo długa rehabilitacja.  

Kacper Tomasiak wice-mistrzem olimpijskim!

Chociaż w weekend Polakom nie udało się wzbić na podium, to już w poniedziałek zaskoczył nas Kacper Tomasiak. 19-letni Polak wywalczył srebro w skokach narciarskich na skoczni normalnie. Dobrą formę pokazywał już na treningach, a po pierwszej serii zajmował 4. miejsce z wynikiem 103 m. W decydującej serii Tomasiak zachwycił – skoczył aż 107 metrów, co od razu zapewniło mu podium. O jego lokacie zadecydować miał skok Niemca – Philippa Raimunda, który do złota potrzebował skoku na odległość 106 m – skoczył 106,5. 

Tomasiak, oprócz srebrnego medalu olimpijskiego, został także współrekordzistą skoczni, wyrównując wynik Gregora Deschwandena. Pozostali reprezentanci, Paweł Wąsek i Kamil Stoch nie dostali się do drugiej serii, zajmując odpowiednio 35. i 38. miejsce. Sukces 19-latka to 24 medal Polski w historii zimowych Igrzysk Olimpijskich. Szansę na powtórzenie sukcesu będzie miał już dzisiaj, ponieważ wystąpi w konkursie mieszanym wraz z Anną Twardosz, Polą Bełtowską i Pawłem Wąskiem

Wszystkie oczy na łyżwiarzy figurowych

Mnóstwo uwagi w tegorocznych zmaganiach przykuwają łyżwiarze figurowi, którzy zakończyli drużynowe zmagania. Zwyciężyli Amerykanie, których reprezentant Ilia Malinin uzyskał aż 200,03 punktów za swój występ. Drugie i trzecie miejsce zajęli Japończycy i Włosi. 

Malinin skupił na sobie uwagę całego świata po tym, jak wykonał salto w tył – figurę, która zakazana była przez ostatnich 50 lat. Zasady zostały zmienione dopiero w 2024 roku – wcześniej, za wykonanie backflipa jurorzy odejmowali punkty. Na ten moment nie jest to jednak figura punktowana, co oznacza, że Malinin wykonał ją jedynie dla efektu wizualnego swojego występu. Salto, przy osiąganych przez łyżwiarzy prędkościach, jest bowiem niezwykle niebezpieczne. 

Łyżwiarzy figurowych zobaczymy jeszcze w starciach solistów. Tam, oczywiście, faworytem jest Malinin, ale my trzymamy kciuki za naszego reprezentanta – Władimira Samojłowa, który w kadrze Polski występuje od 2021 roku.

Klasyfikacja medalowa

Na ten moment w klasyfikacji medalowej prowadzi Norwegia, ale tuż za nią Szwajcaria i Japonia. Norwedzy zdobyli już 3 złote medale, 1 srebrny i 2 brązowe. Polska na ten moment zajmuje miejsce 14, razem ze Słowenią, z jednym srebrnym medalem.

Tekst: Kornelia Polis

Red. Agnieszka Traczyk

Hiszpański atak na rekord świata

W stolicy Hiszpanii odbył się czwarty w tym roku meeting World Athletics Indoor Tour Gold. Zawody te stawiają na prestiżowe oraz profesjonalne podejście do tematu lekkiej atletyki, a co za tym idzie, swoim wysokim poziomem obsady zawodniczej przyciągają najlepszych lekkoatletów z całego globu. Ranga tego spotkania, zacięta rywalizacja, a także niesamowici kibice i atmosfera, często przyczyniają się do przekraczania przez sportowców, kolejnych wytrzymałościowych granic ich organizmu. Tak było i w tym przypadku w Madrycie.

Atak na rekord świata

Datę 6 lutego 2026 roku śmiało możemy uznać za nowy ułamek historii biegów średniodystansowych. Podczas zawodów rozgrywanych na hali Centro Deportivo Municipal Gallur w Madrycie, Hiszpan Mohamed Attaoui zaatakował halowy rekord świata na dystansie 1000 m, który od 2016 roku należy do Ayanleha Souleimana. Pomimo wielkich ambicji oraz podtrzymywania od startu do mety mocnego tempa, Hiszpan nie zdołał pobić rekordu świata w hali, jednakże nie oznacza to, że bieg zakończył się dla niego zupełnym niepowodzeniem. Niesamowicie uzdolniony 24-latek, zatrzymał zegar na mecie w czasie (2:14.52), co od tamtego dnia jest nowym halowym rekordem Europy na tym dystansie. Sam fakt, że był tak blisko przekroczenia legendarnej granicy (2:14.20), zapowiada tylko jego zbliżającą się formę.

Rola Filipa Ostrowskiego

W rekordowym biegu Hiszpana, warto zwrócić także uwagę na polską kadrę lekkoatletów. Do uzyskania rekordu Europy na 1000 m, przyczynił się chociażby Filip Ostrowski – rewelacyjny polski średniodystansowiec, który w dalszym ciągu genialnie rozwija się w świecie lekkoatletyki. Pełnił on rolę pacemakera, który w stu procentach sprawdził się podczas biegu. Dzięki równemu rozprowadzeniu, Hiszpan mógł swobodnie pokonywać metr za metrem, nie martwiąc się o nagłe zrywy tempa bądź samodzielne prowadzenie.

Polska ścieżka sukcesów

Na szczególną uwagę zasłużyła także dwójka Polaków, która ustanowiła nowe rekordy życiowe. Mateusz Borkowski zakończył bieg na 1000 m z czasem (2:18.19). Natomiast Patryk Sieradzki może pochwalić się rewelacyjnym ukończeniem biegu (2:21.40). Brawa należą się także Marii Żodzik, która w skoku wzwyż zaliczyła dwa udane podejścia. W pierwszej próbie przeskoczyła (1,91), natomiast w drugim podejściu, wynik ten poprawiła na (1,94).

Włoski temperament

Na dystansie 1500 metrów Pań, istotną rolę odegrała Martyna Krawczyńska, która w zawrotnym tempie rozprowadziła bieg.  Za jej śladem podążała Etiopka Birke Haylom, która nieustannie była naciskana przez włoską medalistkę olimpijską – Nadię Battocletti. Pomimo tego, że Włoszka jest fenomenem biegowym, tamtego dnia silniejsza okazała się Etiopka, która wygrała 1500 m w czasie (4:02.37). Nadia Battocletti jednak także dodała coś od siebie, poprawiając swój dotychczasowy rekord życiowy na (4:03,59), wyrównując tym samym rekord Włoch Marty Zenoni. Tego rodzaju zawody, są idealnym sposobem na doszlifowywanie swojej aktualnej formy przez sportowców, bo jak dobrze wiemy, na horyzoncie widać już nadchodzące wielkimi krokami Halowe Mistrzostwa Świata w Toruniu.

Tekst: Jan Mokrzycki

Red. Agnieszka Traczyk

Kuba Szumert – nowa nadzieja polskiej koszykówki

W całej historii po parkietach NBA biegało zaledwie czterech zawodników pochodzących z Polski. Byli nimi Cezary Trybański, Maciej Lampe, Marcin Gortat oraz Jeremy Sochan (nie licząc Jordana Loyda, który polskie obywatelstwo uzyskał kilka lat po swojej przygodzie w najlepszej lidze świata). Istnieje szansa, że do tego wąskiego grona dołączy 20-letni Jakub Szumert.

Skąd się wziął ten młodzian?

Jakub Szumert swoją przygodę z koszykówką rozpoczął w barwach Hutnika Warszawa. Na samym początku koszykarskiej drogi nie wyróżniał się warunkami fizycznymi. Pamiętamy go z silnie obstawionego turnieju do lat 13 rozgrywanego w stolicy Polski w 2018 roku. Kuba pełnił wówczas rolę rozgrywającego i szło mu to bardzo dobrze – Hutnik zajął wówczas czwarte miejsce. W następnych latach Szumert urósł i stał się silniejszy, co sprawiło, że z jedynki został przesunięty na skrzydło. 

Rozwój fizyczny szedł w parze z rozwojem umiejętności technicznych. To sprawiło, że trener Wojciech Bychawski regularnie powoływał go na zgrupowania reprezentacji Polski rocznika 2005. W biało-czerwonych barwach Kuba był wiodącym zawodnikiem. W 2022 roku miał okazję zagrać na Mistrzostwach Świata U17, na których zmierzył się w pojedynku indywidualnym z m.in. Cooperem Flaggiem, obecnie wyrastającym na nową twarz NBA. Po Euro Baskecie do lat 18 po zawodnika zgłosiła się ekstraklasowa Arka Gdynia.

Pierwsze doświadczenia w najwyższej klasie rozgrywkowej odbiegały od ideału. Szumert nie dostawał szans gry, co jest zrozumiałe – PLK to liga wymagająca od młodych zawodników ekstraordynaryjnego przygotowania fizycznego. 18-latek nie jest w stanie przeciwstawić się zawodnikom starszym o kilka czy kilkanaście lat. Po dwóch sezonach spędzonych (głównie na ławce) w szeregach gdyńskiej ekipy Szumert zdecydował się na przenosiny do Zastalu Zielona Góra.

Eksplozja talentu

Transfer do byłego potentata PLK okazał się strzałem w dziesiątkę. Kuba trafił pod skrzydła Arkadiusza Miłoszewskiego – trenera, który poza ogromnym doświadczeniem w seniorskim baskecie, w przeszłości pracował też przy młodzieżowych reprezentacjach Polski. Mózg mistrzowskiego Kinga Szczecin z 2023 roku obdarzył Szumerta zaufaniem i dał mu szanse na zaprezentowanie swojego potencjału. Z perspektywy czasu była to naturalna kolej rzeczy. Szumert z meczu na mecz grał coraz lepiej i odważniej, a pojedyncze spotkania z dwucyfrowymi zdobyczami przestały zaskakiwać. Świetna dyspozycja w barwach Zastalu poskutkowała powołaniem do kadry Polski na mecze eliminacji do Mistrzostw Świata. W starciach z Austrią oraz Holandią Kuba pokazał, że w pełni zasługuje na miano jednego z najlepiej rokujących zawodników w kraju. Już wtedy rozgorzała się dyskusja czy Szumert nie powinien przygotowywać się do wyjazdu za granicę. 

Okazuje się, że to była dopiero rozgrzewka – w ostatnim meczu 20-latek poprowadził Zastal do zwycięstwa nad swoim byłym zespołem – Arką Gdynia. W 32 minuty spędzone na parkiecie Szumert zdobył 27 punktów, do tego dołożył 12 zbiórek, 2 przechwyty i 2 bloki. Polska Liga Koszykówki od lat nie widziała tak wszechstronnego zawodnika, który pomimo młodego wieku jest liderem swojej drużyny. Rekordowy występ w Gdyni jeszcze bardziej spotęgował medialną narrację nt. jego przyszłości. Zaszła w niej jedna, ale znacząca zmiana – eksperci, dziennikarze i kibice nie zadają już pytania, czy a kiedy Szumert wypłynie na szersze koszykarskie wody.   

Oliwy do medialnego ognia dolała wypowiedź trenera Arkadiusza Miłoszewskiego, który otwarcie przyznał, że widzi swojego podopiecznego w NBA oraz  fakt, że o Szumerta pytał europejski skaut Memphis Grizzlies. Na dodatek wycinek z gry Szumerta opublikowany na profilu PLK na Instagramie polubił Adrian Wojnarowski – legendarny insider NBA, a obecnie generalny menadżer amerykańskiej uczelni Saint Bonaventure Bonnies. Rozmowy nt. sufitu reprezentanta Polski w kontekście wyjazdu do USA zyskały empiryczny wymiar. 

Czy to ma sens?

Obiektywnie rzecz biorąc kolejny Polak w NBA będzie PR-owym strzałem w dziesiątkę i kolejnym motorem napędowym wzrostu popularności koszykówki nad Wisłą. Ponadto byłby to powód do dumy i zapalnik kolejnych reform w polskim systemie szkolenia. Szumert ma szanse zostać pierwszym od Cezarego Trybańskiego zawodnikiem NBA, który został koszykarsko wychowanym w Polsce (Lampe – Szwecja/Hiszpania, Gortat – Niemcy, Sochan –Wielka Brytania/Niemcy/USA). PR i marketing to jednak nie wszystko. 

O ile trudno jest dostać angaż w NBA, tak utrzymać się na największej koszykarskiej arenie jest jeszcze trudniej, o czym boleśnie przekonuje się Jeremy Sochan. Można rzec, że nie chciałoby się, żeby Szumert zamykał rotację i grał minimalne minuty. Skąd ten pesymizm i dlaczego nie przewidujemy, że zostanie czołowym zawodnikiem na świecie? Po pierwsze na standardy NBA 20 lat to dla zawodnika dużo. Jeżeli Szumert wykręcał takie liczby jak teraz w wieku 16 czy 17 lat, wtedy kierunek rozwoju byłby bezdyskusyjny. Po drugie średnie na poziomie 12 punktów i 9 zbiórek to liczby, które robią wrażenie, ale tylko w PLK, które na dzisiaj dalej ma status przystanka do lepszych lig na Starym Kontynencie. 

Polskiemu środowisku koszykarskiemu powinno zależeć na tym, aby Szumert regularnie grał i rozwijał się bez zbędnego narzucenia na niego presji. Ewentualny angaż w NBA nie daje gwarancji ani jednego, ani drugiego. Mamy nadzieję, że Szumert zostanie zakontraktowany przez silny europejski zespół, co pozwoli mu budować silną pozycję w warunkach, które są mu znane (nie mylmy tego ze strachem wychodzenia ze sportowej strefy komfortu, polska koszykówka nie może sobie pozwolić na zmarnowanie talentu tego kalibru). Aby niezależnie od tego, gdzie Kuba trafi, stał się on liderem polskiej kadry, który będzie inspirował kolejne pokolenia młodych adeptów koszykówki tak, jak dzisiaj robi to Mateusz Ponitka.

Tekst: Kajetan Krawczyk

Red. Agnieszka Traczyk

W tym tygodniu w ramach podcastu Rozegrane na LUZie Agnieszka Traczyk oraz Karol Dziewałtowski-Gintowt zabiorą Was w podróż po ostatnich wydarzeniach ze świata tenisa.