Rozegrane na LUZie
W kolejnym wydaniu Rozegrane na LUZie przyjrzymy się ostatnim osiągnięciom kanadyjskiej tenisistki i przeanalizujemy sukcesy norweskiego klubu piłkarskiego. Ponadto omówimy najnowsze wydarzenia ze świata wyścigów samochodowych, a także zagłębimy się w tajniki chodu sportowego.
Nastoletnia gwiazda z Kanady
Wzloty i upadki w sporcie są codziennością. Niektórzy zawodnicy potrzebują lat, aby wspiąć się na najwyższe miejsca rankingów, dla innych proces ten zdaje się być o wiele prostszy. Jednak najważniejszą kwestią w rozwijaniu kariery nie jest szybkość wybicia się, a utrzymanie na tym poziomie, ciągłe pokonywanie swoich granic i dążenie do jeszcze lepszej pozycji. W tenisie nie raz byliśmy świadkami sytuacji, gdy zawodnicy czy zawodniczki zapowiadający się na przyszłe gwiazdy, nie wytrzymywali presji bądź ich porażki podyktowane były kontuzjami. Jak będzie w przypadku świetnie radzącej sobie w ostatnich miesiącach Kanadyjki Victorii Mboko?
Wygrana w domu i chiński triumf
Victoria Mboko jest kandadyjską tenisistką pochodzenia kongijskiego. 19-letnia zawodniczka, mimo młodego wieku, ma już na swoim koncie dwa bardzo istotne zwycięstwa. Rok 2025 możemy uznać za początek jej dobrej passy. W sierpniu ubiegłego roku wygrała bowiem turniej Canadian Open, będąc wówczas na 28 pozycji rankingu WTA. Mboko pokonała wówczas Japonkę – Naomi Osakę – 2:6, 6:4, 6:1. Tym samym stała się pierwszą Kanadyjką w erze Open, która triumfowała w narodowym turnieju na własnym terenie. Niecałe cztery miesiące później, wygrała turniej rangi 1000 w Hongkongu, gdzie wynikiem 7:5, 6:7(9), 6:2 górowała nad Hiszpanką Cristiną Bucșą. Jak się okazało, końcówka sezonu 2025 z takimi rezultatami była dobrą wróżbą na nadchodzący tour.
Rozpędzona od początku sezonu
Sezon Mboko rozpoczął się od zmagań w Adelaide. Turniej rangi 500 był dla Kanadyjki świetnym startem, gdzie pokazała swoją znakomitą dyspozycję. Pokonała wówczas wiele mocnych zawodniczek, meldując się w finale imprezy. Niestety, tutaj lepsza okazała się młoda zawodniczka Mirra Andriejewa, która pewnie pokonała Kanadyjkę 2:0. Jednak sam fakt dojścia przez Mboko do finału tego turnieju jest bardzo dużym osiągnięciem i dowodem na to, że młoda Kanadyjka nie zatrzymuje się ani na chwilę. Po bardzo dobrym starcie w Adelaide, kontynuowała swoje dobre występy na turnieju wielkoszlemowym w Melbourne. W pierwszej rundzie Australian Open Kanadyjka spotkała się z Emerson Jones. Mboko wygrała mecz z Australijką bez utraty seta. W kolejnym spotkaniu, tym razem z Amerykanką, Caty McNally, również poradziła sobie znakomicie, wygrywając 6:4, 6:3. Trzecia runda wielkiego szlema także zakończyła się pomyślnie dla Mboko. Trzy setowe spotkanie z Dunką Clarą Tauson owocowało zwycięstwem Kanadyjki. Niestety, starcie z numerem jeden rankingu – Aryną Sabalenką – w czwartej rundzie położyło kres dobrej passy Mboko. W tym pojedynku lepsza okazała się Białorusinka. Jednak po tegorocznym turnieju w Melbourne, Kanadyjka zdecydowanie ma się z czego cieszyć. Dojście do czwartej rundy wielkiego szlema w wieku 19 lat jest naprawdę sporym osiągnięciem i z pewnością dodało kolejnej dawki pewności siebie młodej zawodniczce.
Świetlana przyszłość?
Victoria Mboko dotarła do finału Qatar Open, gdzie musiała uznać wyższość Karoliny Muchovej, która zdobyła tytuł WTA 1000. Występ Kanadyjki przykuł jednak uwagę, efektownymi zwycięstwami nad Mirrą Andreevą, Eleną Rybakiną oraz pewnym triumfem nad Jeleną Ostapenko, co potwierdziło jej miejsce w czołowej dziesiątce. Rok temu Mboko rywalizowała głównie na turniejach ITF i była poza pierwszą 300. Obecnie ma na koncie dwa tytuły WTA i cztery finały, a w Doha odniosła dwa z czterech swoich zwycięstw nad zawodniczkami z czołowej dziesiątki. W nowym roku wciąż utrzymuje ponad 70% skuteczności na twardych kortach i poprawiła swoją efektywność pierwszego podania przeciwko rywalkom z topowej 20stki. Jak podkreśliła rodaczka Victorii, Eugenie Bouchard:
Właśnie weszła do czołowej dziesiątki i już dwukrotnie grała w finałach WTA 1000, a latem wygrała mój narodowy turniej w Kanadzie. Wierzę, że przed nią nie ma granic!
Przez kontuzję łokcia Mboko opuściła turniej WTA w Dubaju. Na szczęście powód jej nieobecności w Emiratach nie był poważny i Kanadyjka stawiła się na Indian Wells Masters. Znajdująca się wówczas na 10 pozycji rankingu WTA Victoria mogła startować w turnieju od 3 rundy. Jej pierwszym meczem rozgrywanym w tourze było spotkanie z Australijką – Kimberly Birrell. Pojedynek pań był emocjonujący, a australijska zawodniczka radziła sobie naprawdę dobrze. W drugiej partii doszło nawet do tiebreak’a. Po prawie 2 godzinach gry, jednak to Kanadyjka okazała się lepsza. Jej znakomity serwis z 7 asami oraz zdecydowana, pełna mocy gra pokazały, kto dominował podczas tego starcia. Można powiedzieć, że spotkanie z Kalinskayą w drugiej rundzie było jedynie formalnością. Mboko w niecałą godzinę pokonała Rosjankę 6:4, 6:1. Podobnie należy określić kolejne spotkanie Kanadyjki z Amandą Anisimową. Mboko się nie zatrzymywała. Górowała nad Amerykanką w serwisie oraz punktach zdobytych zarówno po pierwszym, jak i po drugim podaniu. Dzięki wspaniałym występom, Victoria utorowała sobie drogę do ćwierćfinału w Indian Wells, gdzie zmierzyła się z Aryną Sabalenką. Mimo że światowa jedynka wygrała to starcie, nie sposób nie wspomnieć o tym, jak emocjonujące i pełne zwrotów akcji było to spotkanie. Panie zaserwowały kibicom tenisa wspaniałe widowisko. Nastoletnia zawodniczka z Kanady pokazała podczas tego meczu nie tylko swoją mocną i pewną grę, ale również, że nie boi się ryzykować na korcie. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na siłę mentalną Victorii, która mimo popełnianych podczas spotkania błędów, potrafiła utrzymać swoje nerwy i frustracje na wodzy. Jest to duży dowód na to, że Kanadyjka posiada niezwykłą umiejętność analizy gry i korekty swoich zagrań.
Występy w Indian Wells i prezentowana przez tenisistkę z Kanady świetna dyspozycja są z pewnością dobrą zapowiedzią tegorocznego sezonu w jej wykonaniu. Fani tenisa mogą być przekonani, że ta młoda dziewczyna jeszcze nie raz zaskoczy nas wspaniałymi występami. Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak tylko czekać, co Victoria Mboko pokaże jeszcze na korcie w dalszej części Sunshine Double w Miami. Trzymamy mocno kciuki za młodą tenisistkę i mamy nadzieję, że jej dobra passa nie minie.
Tekst: Agnieszka Traczyk
Red. Zuzanna Kochanowska
Powiew świeżości
Inter Mediolan, Atletico Madryt, Manchester City i Sporting Lizbona. Co łączy te drużyny? Wszystkie w ostatnim czasie przegrały mecz z norweskim FK Bodø/Glimt. Klub z małego miasta położonego za kołem podbiegunowym przestał być jedynie ciekawostką. Stał się pełnoprawnym graczem na salonach, symbolem, że pasja góruje nad czystym kapitałem. Jeszcze dekadę temu Bodø/Glimt było klubem „windą”, krążącą między pierwszą a drugą ligą norweską. Przełom nastąpił w 2017 roku wraz z awansem i późniejszym objęciem sterów przez Kjetila Knutsena, trenera od 2018 roku. To, co wydarzyło się później, przeszło do legendy. Miażdżące zwycięstwa w Eliteserien, upokorzenie AS Romy 6:1 w europejskich pucharach i wreszcie regularna walka o fazę ligową Ligi Mistrzów. Stan na marzec 2026 roku potwierdza, że ten sukces nie był jednorazowym szczęściem, lecz wynikiem żelaznej konsekwencji.
Bez strachu
Podczas gdy wiele mniejszych klubów w starciu z gigantami decyduje się na „parkowanie autobusu”, Bodø/Glimt robi coś dokładnie odwrotnego. Ich system 4-3-3 jest ofensywny, agresywny i oparty na ekstremalnie wysokim pressingu. Kjetil Knutsen stworzył maszynę, w której każdy element jest wymienny. Gdy klub sprzedaje swoją gwiazdę za miliony euro do Premier League, w jej miejsce wchodzi zawodnik z drugiego składu lub skromny transfer z ligi duńskiej i gra zespołu nie traci na jakości. System tworzy tu gwiazdy, a nie odwrotnie. Najbardziej unikalnym elementem struktury klubu jest postać Bjørna Mannsverka. Jest byłym pilotem myśliwców F-16. Wprowadził do szatni kulturę skupienia na procesie, a nie na wyniku. W Bodø zawodnicy nie rozmawiają o tabelach czy premiach, lecz o „wydajności mentalnej”. Zamiast strachu przed potęgami, takimi jak Real Madryt czy Manchester City, piłkarze stosują techniki „mindfulness”, które pozwalają im zachować chłodną głowę w najbardziej gorących momentach meczu. To sprawia, że na boisku wyglądają na zespół o dekadę bardziej doświadczony, niż wskazuje na to ich średnia wieku, czyli 25 lat.
Struktura
Model biznesowy Bodø/Glimt to marzenie każdego dyrektora sportowego. Klub wyspecjalizował się w wyszukiwaniu piłkarzy niedocenianych lub takich, których kariery utknęły w martwym punkcie. Dzięki doskonałemu środowisku treningowemu i jasnej wizji gry, ci zawodnicy przechodzą błyskawiczną metamorfozę. Zyski z transferów są reinwestowane w infrastrukturę: nowoczesne centrum treningowe i akademię, która zaczęła produkować talenty na skalę masową, zasilając reprezentację Norwegii. W sezonie 2025/2026 Bodø/Glimt stało się „czarnym koniem”, który udowodnił, że nowy format Ligi Mistrzów sprzyja drużynom grającym bez kompleksów. Ich domowe mecze na Aspmyra Stadion są dla przyjezdnych koszmarem. Wiatr, mróz i sztuczna murawa są tylko tłem. Prawdziwym wyzwaniem jest intensywność biegowa Norwegów, która często przewyższa standardy topowych lig europejskich. Nie jest tak, że Bodø wygrywa tylko u siebie. W tym sezonie na wyjazdach pokonał Atletico Madryt czy Inter Mediolan. W świecie, gdzie piłka nożna głównie oparta jest na stałych fragmentach gry, Norwedzy łamią ten schemat i dzięki nim futbol znów nabiera smaku.
W marcu 2026 roku Glimt jest wymieniane jako wzór dla wszystkich klubów z tzw. „średnich lig”. Pokazali, że można zbudować europejską potęgę w mieście liczącym zaledwie 50 tysięcy mieszkańców, jeśli tylko posiada się odwagę, by myśleć inaczej niż reszta. Sukces Norwegów w Lidze Mistrzów to przede wszystkim triumf cierpliwości. Włodarze klubu nie ulegli pokusie gwałtownych ruchów nawet wtedy, gdy silniejsze ligi kupowały najlepszych piłkarzy. Wręcz przeciwnie, każda sprzedaż kluczowego gracza była traktowana jako naturalny etap ewolucji, pozwalający na wprowadzenie nowej energii do doskonale naoliwionej maszyny Kjetila Knutsena. To podejście sprawiło, że Glimt przestało być postrzegane jako zespół jednej generacji piłkarzy, a stało się trwałą strukturą, która rozwija się książkowo.
Takie drużyny chcemy oglądać
Dla postronnego obserwatora najważniejszym wnioskiem płynącym z arktycznej sagi jest fakt, że nowoczesna piłka nożna coraz bardziej przenosi się do laboratoriów i gabinetów psychologicznych. Przykład Kaspera Hogha, który jest napastnikiem norweskiego klubu pokazuje, że przewaga mentalna potrafi zniwelować braki w czystym talencie technicznym czy sile fizycznej. Kiedy zawodnik z Bodø wychodzi na murawę przeciwko wielomilionowym gwiazdom, nie czuje paraliżującego strachu. Jego system wartości opiera się na zadaniach, a nie na lęku przed porażką. Na dzień 16 marca 2026 roku, FK Bodø/Glimt nie jest już tylko lokalną dumą północnej Norwegii. To globalny fenomen dla trenerów, menedżerów i kibiców, którzy wierzą, że romantyzm w futbolu wciąż może iść w parze z chłodną analityką. Ich obecność w elicie to przypomnienie, że prawdziwa jakość nie zna granic geograficznych ani finansowych. Potrzebuje jedynie odwagi, by zakwestionować dotychczasowe zasady gry i wyznaczyć własne, nawet jeśli wieją przy tym mroźne, polarne wiatry.
Tekst: Jakub Popiel
Red. Zuzanna Kochanowska
Przetasowania na drodze do Formuły 1
Początek marca oznacza nie tylko powrót królowej motorsportu, ale również towarzyszących jej serii juniorskich. Pierwsze rundy Formuły 2, F3 i F1 Academy za nami, zatem czas dokładnie przyjrzeć się wydarzeniom na torach w Australii i Chinach. Niektórzy z młodych kierowców już zdążyli zwrócić na siebie uwagę dobrymi występami, a wśród nich warto wymienić reprezentanta Polski, Macieja Gładysza.
Pierwsze koty za płoty
Formuła 2 jest serią stanowiącą ostatni krok przed F1. Do stawki dołączają najbardziej utalentowani kierowcy bolidów jednomiejscowych, dlatego sam debiut Romana Biliśnkiego trzeba uznać za ogromny sukces polskich sportów motorowego. Jednak pierwszego weekendu w barwach zespołu DAMS, Polak raczej nie zaliczy do szczególnie udanych. Zaważyła o tym pozycja w kwalifikacjach. Czasówki w seriach juniorskich są niezwykle ważne ze względu na tzw. reverse grid, czyli odwracanie kolejności startowej w sprincie – pierwszy zawodnik startuje jako dziesiąty, drugi jako dziewiąty, itd. Pozwala to kierowcom szybkim na jednym okrążeniu opanować walkę koło w koło. Natomiast w przypadku, gdy ktoś nie poskłada dobrego kółka, dalej ma szansę na zdobycie wielu punktów. Dwunaste miejsce w kwalifikacjach sprawiło, że Biliński musiał przedzierać się przez stawkę, zarówno w wyścigu spriterskim, jak i głównym.
Niemniej wyścigi F2 są pełne chaosu i przetasowań, co pozwala na odrabianie pozycji. Tak też było w wyścigu sprinterskim. Biliński skorzystał na błędach rywali i ostatecznie ukończył sprint na 8. pozycji, zdobywając tym samym swój pierwszy punkt w Formule 2. Niestety, w niedzielę Polak nie miał tyle szczęścia – przez bardzo nieudany pitstop był dopiero dwunastym kierowcą na mecie. Aktualnie Biliński zajmuje 14. miejsce w klasyfikacji generalnej, tuż za swoim zespołowym kolegą, Szwedem Dino Beganoviciem. Zawodnik Akademii Kierowców Ferrari, pomimo najlepszego czasu w kwalifikacjach, napotkał sporo problemów technicznych.
Znacznie lepsze debiuty w Formule 2 zaliczyli Bułgar Nikola Cołow i Brazylijczyk Rafael Câmara. Chociaż nie zdobyli punktów w sprincie, dwa pierwsze miejsca w wyścigu głównym sprawiły, że aktualnie prowadzą w klasyfikacji generalnej. Wygląda na to, że szykuje się nam powtórka z zeszłorocznej walki o mistrzostwo Formuły 3 – wtedy ze znaczącą przewagą zwyciężył Câmara. Na następny odcinek tej rywalizacji trzeba będzie długo poczekać. Po anulowaniu rund w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej, F2 powróci dopiero w Monako na początku czerwca.
Udany krok na przód
W Australii odbyła się również pierwsza runda Formuły 3. Seria stanowi stopień między poziomem Formuły Regional i F2 – występują w niej najbardziej utalentowani zawodników w wieku od 16 do 19 lat. Z tego względu stawka jest szersza niż w wyższych kategoriach a każdy z dziesięciu zespołów ma aż trzech kierowców. Już trzeci sezon z rzędu w tym gronie znajduje się Polak, a tym razem nasz kraj reprezentuje Maciej Gładysz, należący do silnej ekipy ART.
Gładysz wypadł w debiucie znakomicie. W kwalifikacjach osiągnął czwarty najlepszy czas, plasując się jedynie za faworytami w walce o mistrzostwo. W Formule 3 ze względu na liczbę zawodników w sprincie odwraca się kolejność pierwszych 12 kierowców, więc Polak startował z dziewiątego pola. Dzięki świetnemu startowi, awansował na szóstą pozycję. Niestety, kolizja na dziewiątym okrążeniu między kierowcami zespołu Prema spowodowała przerwanie wyścigu, który nie został już wznowiony. W takiej sytuacji, gdy przejechano mniej niż połowę dystansu, punkty przyznawane są tylko pierwszej piątce, więc Gładysz rozpoczynał niedzielę z czystym kontem.
W wyścigu głównym Gładysz długo utrzymywał się na czwartym miejscu. Niestety, błąd przy restarcie kosztował go kilka pozycji. Właśnie wtedy wyprzedził go kolega z zespołu, Taiko Kato, członek Akademii Hondy. Polak nie miał wystarczająco dużo tempa, aby móc przebić się przez stawkę. Możliwe, że było to spowodowane zużyciem opon. Jedną z różnic między Formuła 3 a Formułą 2 jest kwestia pitstopów podczas wyścigów głównych – w F3 są one niezwykle rzadkie. Kierowcy muszą zwracać dużą uwagę na zużycie ogumienia, z czym wielu debiutantów ma z początku problem, co skutkuje utratą tempa w końcowej fazie wyścigu. Niemniej, Gładysz przejechał linię mety jako piąty kierowca, korzystając na karach przyznanym rywalom. W tym momencie zajmuje 6. miejsce w klasyfikacji generalnej.
Liderem mistrzostw jest aktualnie Amerykanin, Ugo Ugochukwu, który zwyciężył w wyścigu głównym. Jego największy rywal, kolega z zespołu Théophile Naël z Francji, po kontrowersyjnej karze nie zdobył żadnych punktów. Wyjątkowo dobrze w Australii spisał się Hiszpan, Bruno del Pino, który wygrał w sprincie i zajął czwarte miejsce w wyścigu głównym. W walce o mistrzostwo warto również obserwować Freddiego Slatera z Wielkiej Brytanii, który dominował w niższych kategoriach przez ostatnie lata. Zapowiada się ekscytujący sezon, a Formuła 3 ponownie będzie towarzyszyć F1 w Monako.
Stracone szanse i wielkie triumfy
Podczas Grand Prix Chin oprócz Formuły 1, kibice mogli śledzić wydarzenia w serii F1 Academy. Występują w niej tylko kobiety, co ma na celu promować ich udział w sportach motorowych. Bolidy, którymi ścigają się zawodniczki, są wykorzystywane na poziomie Formuły 4, stanowiącej pierwszy krok po przesiadce z gokartów do samochodów. Każda kierowczyni jest wspierana przez zespół F1 lub sponsora serii, dlatego bolidy mają różne malowania.
W otwierającej rundzie świetnie zaprezentowała się Emma Felbermayr z Austrii, wspierana przez Audi. Zajęła 3. miejsce w kwalifikacjach, a jeszcze lepiej wypadła w wyścigach. W sobotę stanęła na najniższym stopniu podium po starcie z 6. pozycji, głównie dzięki bardzo dobrym manewrom wyprzedzania. Pozycję w czołowej trójce wywalczyła po efektownym ataku na Brazylijce Rafaeli Ferreiri na ostatnim okrążeniu. W niedzielę po dobrym starcie wyprzedziła Alishę Palmowski ze Stanów Zjednoczonych, a następnie zachowała więcej zimnej krwi na restarcie, gdy Alba Larsen z Danii straciła prowadzenie. Felbermayr wytrzymała presję ze strony Palmowski i wygrała drugi wyścig z przewagą zaledwie dwóch dziesiątych sekundy.
Błąd Larsen z restartu, gdy wypadła z toru w ostatnim zakręcie, pozbawił ją szansy na zdobycie dużych punktów. Nie było to jedyne potknięcie kierowczyni wspieranej przez Ferrari w ten weekend — w pierwszym wyścigu bardzo optymistyczny manewr na Felbermayr spowodował u niej uszkodzenie bolidu. Tym samym Dunka, wymieniana wśród faworytek do mistrzostwa, wyjeżdża z Chin z zaledwie czterema punktami, daleko za Felbermayr i Palmowski. Szansę na rehabilitację będzie miała pod koniec maja w Kanadzie, a jak pokazują kwalifikacje, Larsen ma potencjał, żeby walczyć w ścisłej czołówce.
tekst: Zuzanna Kochanowska
Na koniec zachęcamy do przesłuchania wywiadu Jana Mokrzyckiego z trenerem Julianem Ziębą, pracującym z zawodnikami klubu MKS Stal Nowa Dęba. Rozmowa była poświęcona chodowi sportowemu i ciekawostkom na temat tej konkurencji lekkoatletycznej.