Rozegrane na LUZie
Lato zbliża się wielkimi krokami, zatem w sporcie nie można narzekać na nudę. Rozgrywki rozpoczynające się jesienią czekają najważniejsze rozstrzygnięcia, a te wiosenne zdążyły się na dobre rozkręcić. W Rozegranych na LUZie, jak co tydzień, przybliżymy najciekawsze wydarzenia. Zaczniemy od podsumowania kończącego się sezonu w piłkarskiej lidze francuskiej. Następnie opiszemy kulisy najnowszego rekordu Polski w biegu na 2000 metrów przez przeszkody, a zakończymy przedstawieniem sylwetki króla mączki, żywej legendy tenisa.
Wszyscy grają, a PSG wygrywa
Wyścig o tytuł mistrzowski w lidze francuskiej był w tym roku znacznie ciekawszy, niż mogliśmy się spodziewać. Po fenomenalnym finiszu ubiegłorocznej kampanii, nikt nie podejrzewał, że paryski zespół Luisa Enrique będzie musiał martwić się o pierwsze miejsce w tabeli. Ku zaskoczeniu kibiców walkę oglądaliśmy niemal do samego końca. O emocje w dużej mierze zadbała ekipa z Lens, któa sezon 2024/25 zakończyła poza europejskimi pucharami, by rok później, w pięknym stylu, zameldować się w Lidze Mistrzów. PSG ostatecznie podnosi trofeum piąty raz z rzędu, ale na brak wrażeń nie dało się narzekać.
Garść statystyk
Aby zobrazować sobie sezon 2025/26 w Ligue 1 wystarczy zerknąć na liczby. PSG już w przedostatniej kolejce zapewniło sobie mistrzostwo Francji, pokonując Lens na wyjeździe i odskakując na 9 punktów. Paryżanie byli zdecydowanie najmocniejsi zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Ich bilans bramkowy wynosi +46 – dwukrotnie lepszy niż w przypadku drugiego Lens. Wiemy, że PSG jest wybitnym kolektywem, odkąd Luis Enrique postawił na odświeżony, młody skład i pokazał się jako najlepsza europejska drużyna. Potwierdzenie tego możemy znaleźć w statystyce strzelców tegorocznego sezonu. Ousmane Dembele, najlepszy snajper PSG, zajmuje dopiero 8. miejsce z 10 bramkami na koncie. Rewolucja, jaką przeszedł zespół z Parc des Princes z grupy indywidualistów do zgranego zespołu robi wielkie wrażenie i po raz kolejny przynosi sukcesy. Paryżanie mają ciągle szansę na obronę tytułu Ligi Mistrzów.
Lens z kolei dopiero wraca do rozgrywek Ligi Mistrzów, ale ciągle może zwyciężyć w Pucharze Francji. W finale zmierzą się z Niceą, która aktualnie jest w absurdalnej sytuacji – mogą wygrać Puchar, ale przed ostatnią kolejką ciągle znajdują się w strefie spadkowej. Ku radości kibiców reprezentacji Francji, wielkim zaskoczeniem okazał się Florian Thauvin, który w wieku 33 lat wrócił do kraju po trzech sezonach spędzonych w Udinese. Francuz zajął 9. miejsce w klasyfikacji strzelców, z dorobkiem 10 bramek i 5 asyst. W wielu meczach okazał się kluczowym zawodnikiem Lens, prowadząc ich do sukcesu.
Najlepszym napastnikiem tego sezonu został Esteban Lepaul. 26-latek jest sensacją tych rozgrywek. Zasilił szeregi Rennes w letnim oknie transferowym, przechodząc z Angers za 13,5 mln euro. Pierwszy mecz w nowych barwach zagrał na starym stadionie przeciwko kolegom z poprzedniej ekipy. Już w debiucie zdobył gola, co rozpoczęło serię jego fantastycznych występów. Mimo trudniejszych etapów w tym sezonie, Rennes zdołało zakwalifikować się do europejskich pucharów, a dużą rolę w tej drodze odegrał właśnie Esteban Lepaul.
Która gwiazda błyszczała najjaśniej?
Mówiąc o najlepszych zawodnikach tego sezonu, nie sposób pominąć piłkarzy PSG, którzy trzymali świetną formę przez cały sezon. Obserwując ich mecze, moglibyśmy, tak naprawdę, wskazać większość z nich jako wyróżniających się. Abstrahując od maszyny, jaką stworzył Luis Enrique w tym sezonie oraz od wcześniej wymienionych nazwisk, warto zwrócić uwagę na kilku innych, pozostających bardziej w cieniu, którym warto przyglądać się przed kolejnym sezonem.
Gdy zastanawiam się nad moimi zachwytami tegorocznych rozgrywek, pierwsze nazwisko, jakie przychodzi mi do głowy, to Herve Koffi. Bramkarz Angers, który na 29 spotkań zachował 10 czystych kont. Oczywiście, należy wziąć pod uwagę również jakość całego zespołu, która, na tle bardzo mocnych rywali, nie ułatwiała Koffiemu zadania. Wielokrotnie oglądając mecze Angers, trudno nie ulec wrażeniu, że gdyby nie bramkarz i jego kapitalne interwencje, dużo trudniej byłoby im myśleć o utrzymaniu. Koffi jest 4. najlepszym bramkarzem Ligue 1 po goalkeeperach LOSC Lille, Olympique’u Lyon oraz Lens. Reprezentant Burkina Faso jest wypożyczony do Angers właśnie z Lens, które, jeśli nie zdecyduje się na sprzedaż jednego z bramkarzy, stanie przed poważnym dylematem i konkurencją o pozycję pierwszego wyboru w bramce.
Jedną z ciekawszych postaci do obserwowania w tym sezonie był również Hakon Haraldsson, 23-letni reprezentant Islandii, który ma za sobą wiele mocnych występów w barwach Lille. Les Dogues mieli wiele problemów – od kontuzji po, po prostu, słabsze występy, które zabrały im dość dużo punktów, szczególnie w czasie niefortunnej serii w styczniu. Mimo to, zdołali zakończyć sezon z kwalifikacją do Ligi Mistrzów, a Haraldsson okazał się jednym z fundamentów sukcesu. Bardzo widoczny i odważny w swoich zagraniach, niejednokrotnie dodawał kolorytu akcjom ofensywnym. Lille to zespół znany z “produkowania” świetnych, młodych piłkarzy. Islandczyk jest na bardzo dobrej drodze, by stać się jednym z nich.
Beniaminki
O awans do Ligue 1, z drużyną z 16. miejsca w tabeli, zagra Saint-Etienne – jedna z historycznie najlepszych drużyn we Francji. Do najwyższej klasy rozgrywkowej wraca także Troyes i Le Mans. Ten drugi zespół wraca do Ligue 1 po aż 16 latach przerwy. Troyes pewnie zwyciężyło w rozgrywkach Ligue 2, osiągając świetny bilans bramek i przewagę 5. punktów nad drugim miejscem. Finał barażowych spotkań, który zadecyduje o ostatecznym kształcie Ligue 1 na kolejny sezon rozegrany zostanie w przyszłą niedzielą
Co ciekawe, w niższej klasie rozgrywkowej pozostaną takie zespoły jak Reims czy Montpellier, które jeszcze niedawno mogliśmy oglądać w największych starciach we Francji.
Tekst: Kornelia Polis
Red. Zuzanna Kochanowska
Polski przeszkodowiec ponownie na szczycie
Biegi długodystansowe mogą być uważane pod wieloma względami za specyficzne. Czołowi zawodnicy muszą legitymować się bardzo dobrym przygotowaniem wydolnościowym, co z kolei składa się na wiele ciężkich lub monotonnych jednostek treningowych, opartych na odpowiednim i podpasowanym pod zawodnika kilometrażu i intensywności. Jednak, kiedy odpowiednio zbudowana forma połączy się z mocnym podejściem mentalnym sportowca podczas biegu, mogą padać rezultaty, które mówią same za siebie.
Nowa historia po 42 latach
W roku 1984 roku, Krzysztof Wesołowski ustanowił na dystansie 2000 metrów z przeszkodami rekord Polski czasem 5:20.00, który w tamtym okresie był również nowym rekordem świata. Od tamtego momentu musiało minąć 42 lata, aby pewien młody utalentowany sportowiec wyznaczył kolejne granice czasowe dla tego dystansu. Mowa o Macieju Megierze, który w ostatnim okresie pnie się po szczeblach lekkoatletycznej drabiny.
Maciej Megier wziął udział w meetingu w niemieckim Pliezhausen, w ramach tak zwanego startu kontrolnego. Zawody te miały przedstawić aktualny poziom wytrenowania zawodnika, a także stopień przygotowania szybkościowego. Jednak, to co miało być tylko sprawdzeniem jego aktualnej formy, przerodziło się w nowy rekord Polski na dystansie 2000 metrów z przeszkodami.
Rekordowy bieg
Ten utalentowany lekkoatleta już niejednokrotnie pokazywał polskiej publiczności, że potrafi biegać na najwyższym poziomie, nawet jeżeli oznacza to samotny bieg. Było tak i tym razem. Megier do około połowy dystansu biegł tuż za plecami nadającego tempo Francuza. Jednak potem wyprzedził go i zaczął powiększać dystans między sobą a resztą stawki, nadając coraz żwawsze tempo. Na ostatnim finałowym okrążeniu, Maciej Megier pokazał prawdziwego ducha walki, starając się urwać z wyniku każdą możliwą setną sekundy, co ostatecznie uwieńczył, przekraczając metę z czasem 5:19.12.
Nie tylko sportowy rezultat…
Najlepszy czas w historii polskiej lekkoatletyki jest fenomenalnym osiągnięciem, a ponadto warto wspomnieć, że w tym samym biegu Maciej ustanowił także rekord meetingu w Pliezhausen. Wcześniejszy wynik 5:25.50 na niemieckiej bieżni należał do Brytyjczyka Phila Normana. Z kolei wygranie całej rywalizacji i pozostawienie za sobą drugiego przeszkodowca aż o 12 sekund w tyle, perfekcyjnie pokazuje, jak wygląda aktualny stopień wytrenowania polskiego lekkoatlety.
Z pewnością warto śledzić dalszy rozwój i poczynania tego zawodnika. Sezon stadionowy dopiero się rozkręca, przed lekkoatletami jeszcze wiele startów, a Maciej Megier lubi zaskakiwać mocnym bieganiem i imponującymi rezultatami.
Tekst: Jan Mokrzycki
Red. Zuzanna Kochanowska
Król mączki – Rafael Nadal
Pył z kortów w Rzymie jeszcze nie zdążył opaść, a wszystkie oczy tenisowego świata zwracają się już w stronę stolicy Francji i słynnego Stade Roland Garros. Paryż, jak co roku o tej porze, przybiera charakterystyczny ciemnopomarańczowy kolor mączki. Kwalifikacje do wielkoszlemowego French Open już trwają, a my przy okazji rozpoczęcia najsławniejszego turnieju na nawierzchni ziemnej przypominamy najbardziej legendarną sylwetkę tenisisty z Mancor, który mógłby nazwać kort im. Philippe-Chatrier’a swoim drugim domem.
Styl gry
Defensywa to z pewnością określenie, którego mianem śmiało można by określić początkowy styl gry Rafy Nadala. W pierwszych latach swojej kariery Nadal był zawodnikiem prowadzącym wymiany głównie głęboko zza linii końcowej. Oprócz niesamowitej wytrzymałości kondycyjnej, dysponował także doskonałą motoryką i pracą nóg, co pozwalało mu na tzw. biegnięcie do każdej piłki i odbicie jej. Nadal potrafił również idealnie dobrać moc swoich uderzeń zarówno z backhandu, jak i forehandu. Wiedział, jak ważna jest regularność podczas odbić i nie zapominał o niej ani na chwile podczas wymian. Hiszpan słynął z efektownych i skutecznych passing-shotów zagrywanych w pełnym biegu.
Jednak jego najskuteczniejszym i najbardziej charakterystycznym zagraniem był topspinowy forehand, który Nadal wykonywał lewą ręką. Co ciekawe, Hiszpan jest od dziecka praworęczny. Na grę niedominującą ręką zdecydował się w dzieciństwie za namową swojego wuja Toniego, tak aby zyskać jeszcze większą przewagę nad przeciwnikami. Wracając do słynnego topspinowego forehandu Nadala – osiągał on rotację dochodzącą do 5000 obrotów na minutę! Dla porównania forehand Federera osiągał średnio 2700, a Agassiego i Samprasa około 2000 obrotów. Siła takiej rotacji powoduje, że piłka odbija się bardzo wysoko po stronie backhandowej przeciwników praworęcznych i zmusza do wycofania się daleko poza linię boczną. Poprzez taką taktykę Hiszpan starał się wymusić na rywalach błąd bądź wyrzucić ich daleko poza pole gry, po czym kończył wymianę uderzeniem w pusty kort lub atakiem do siatki i wolejem. Swoje słynne forehandy Nadal wykańczał charakterystycznym ruchem nadgarstka, dzięki któremu rakieta zataczała nad jego głową pełne koło. Taki styl gry często możemy też zauważyć u Igi Świątek.
Wyuczona leworęczność Nadala nie ograniczała go w uderzeniach backhendowych. Hiszpan pewnie posługiwał się oburęcznym uderzeniem z tej strony. Jeśli chodzi o grę przy siatce, Rafa na początku swojej kariery nie był jej zwolennikiem i wolał długie wymiany. Lata 2006 –2008 pokazały jednak, że jego umiejętności wolejowe się rozwinęły, a on sam zaczął się czuć coraz pewniej w głębi kortu. Wspomniane upodobanie Nadala do prowadzenia długich i wyczerpujących fizycznie wymian odbijało się nie tylko na przeciwniku, ale i na nim samym. Przez prowadzenie takiego stylu gry, Hiszpan był częściej niż inni gracze z touru narażony na przewlekłe kontuzje (chociażby kolan i stóp) i wyczerpanie fizyczne. Stąd też pod koniec roku rzadziej decydował się na występy, ponieważ intensywność szczytu sezonu dawała mu się we znaki.
Oprócz samej znakomitej techniki, hiszpański tenisista znany był ze swojej wytrzymałości psychicznej, dzięki której był w stanie grać na najwyższym poziomie w decydujących momentach. Nadal posiadał niesamowitą umiejętność dopasowywania się do nawierzchni, warunków i stylu gry rywala. Prawdopodobnie, gdyby nie jego ogromna siła i spokój wewnętrzny (jest on jednym z niewielu tenisistów, który podczas swojej kariery nigdy nie złamał rakiety!) nie zaszedłby aż tak daleko.
Niepokonany
Nie tylko styl gry i niesamowity dorobek Rafaela Nadala, ale także jego osobowość sprawiły, że jest dziś żywą legendą tenisa. Fenomen Hiszpana polegał na jego skromności, szczerości i pracowitości. Nadal był tą samą osobą na korcie i po za nim. Doceniał każde swoje zwycięstwo – ściskając mocno każde trofeum, roniąc łzy i opadając na kort po wygranym finale. Biła od niego niesamowita siła, nie tylko fizyczna, którą pokazywał podczas wyczerpujących wymian i trwających godzinami meczów, ale też ta płynąca z wewnątrz. Gdyby nie jego opanowanie, spokój i psychika nie dotarłby tak daleko. Gdy czytamy o kontuzjach z jakimi się zmagał, doceniamy jego hart ducha jeszcze bardziej. Nie raz zwycięstwa Rafy były okupione bólem, jednak on nie poddawał się i przekraczał swoje granice.
Można śmiało powiedzieć, że nigdy nie osiadł na laurach, cały czas chciał doskonalić siebie i swój tenis. Nie była to niezdrowa ambicja czy chęć pokazania, że jest najlepszy, a jego miłość i pasja do tenisa. Tylko tyle i aż tyle. Sławny dziennikarz sportowy Christopher Clarey w swojej książce Wojownik Rafael Nadal i jego królestwo podsumował jedną z wypowiedzi Nadala jego siłę i determinację. Jest to piękne, osobiste podsumowanie tenisowej przygody Hiszpana:
Jedyne, co liczy się dla mnie, to to, że nie chcę odejść z touru i nie mogę odejść z poczuciem, że naprawdę, ale to naprawdę nie dałem z siebie wszystkiego, by osiągnąć własne cele – powiedział Rafa. – Frustrowałoby mnie to w przyszłości. Ale jeżeli zmusiłem się do tego, zdobyłem się na ten ogromny wysiłek, tyle że po prostu nie byłem w stanie grać lepiej, to z tym mogę żyć. Będę miał osobistą satysfakcję, że prezentowałem odpowiednią postawę, szacunek dla sportu i rywali. Że miałem dobre relacje z tymi wszystkimi ludźmi pracującymi w świecie tenisa i że byłem wojownikiem, walczyłem, żeby przemóc kontuzje i cięższe chwile. Będę miał satysfakcję, że dobrze prowadziłem się na korcie i poza nim i że zachowując się jak należy, dałem z siebie wszystko by osiągnąć cele. Jeżeli ich nie osiągnąłem, to dlatego, że zdołali je osiągnąć moi rywale, a ja okazałem się słabszy. Jedynym, co daje mi osobistą wielką satysfakcję i szczęście jest świadomość, że dociskałem się, żeby wydobyć z siebie samego jak najwięcej.
Gdy autor książki zapytał go, czy uważa, że udało mu się to osiągnąć, Hiszpan odpowiedział twierdząco z uśmiechem na twarzy.
Pożegnanie legendy
Niecałe dwa lata temu na korcie im. Philippe-Chatrier’a, nazywany głosem Roland Garros, Marc Maury po raz ostatni zapowiedział legendę mączki. Francuskiego spikera i Rafę łączyły lata współpracy. Od lat Maury przedstawiał hiszpańską legendę, wymieniając wszystkie jego zwycięstwa na kortach ziemnych w Paryżu. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy Rafa w 2017 roku wygrał po raz dziesiąty turniej w Monte Carlo i Roland Garros. Spiker uznał wówczas, że pora przygotować specjalną zapowiedź dla Nadala. Odtąd na każdym z turniejów, recytował po francusku wszystkie lata, w których Rafa odnosił zwycięstwa. Podczas wspomnianego spotkania Rafy z Alexandrem Zverevem w 2024 roku ta wymagająca niesamowitej mocy w płucach wyliczanka wybrzmiała po raz ostatni: 2005, 2006, 2007, 2008, 2010, 2011, 2012, 2013, 2014, 2017, 2018, 2019, 2020, 2022.
Ten ciąg liczb robi wrażenie, ale z pewnością jeszcze większe emocje budzi w fanach Nadala jego pasja i praca, jakie wkładał w każde z tych zwycięstw. Dowodem było zgromadzenie się ponad 15 tysięcy widzów ubranych w koszulki z napisem Merci Rafa podczas ceremonii pożegnania króla mączki. Wśród gości znaleźli się najwięksi rywale i przyjaciele Hiszpana: Roger Federer, Novak Djokovic i Andy Murray. Z tą trójką Nadal przez lata swojej kariery rywalizował, ale też tworzył wspólnie tzw. Wielką Czwórkę, która zdominowała świat tenisa na początku XXI wieku. Każdy z zawodników podzielił się swoimi wspomnieniami, w których doceniali niezwykły kunszt, talent, ale i sportowego ducha Hiszpana. Sam Rafa zabrał także głos i wygłosił niezwykle wzruszające przemówienie, w którym sam także uronił wiele łez.
W ciągu tych 20 lat przeżyłem wszystko: radość, ból, zwycięstwa i porażki – mówił Nadal. – Dziękuję wszystkim, którzy byli częścią tej niesamowitej podróży.
Zwieńczeniem ceremonii było odkrycie pamiątkowej tablicy z jego odciskiem stopy na korcie Philippe Chatrier’a. Legendarnego tenisistę z Majorki doceniono w Paryżu już wcześniej. W 2021 roku, gdy miał na koncie 13 tytułów, odsłonięto jego pomnik, który znajduje się przed bramą Jardin des Mousquetaires w kompleksie kortów im. Rolanda Garrosa.
Pożegnanie Rafaela Nadala na Roland Garros sprzed dwóch lat otworzyło bez wątpienia nową erę w tenisie. Jego dziedzictwo pozostanie nadal żywe, a zarówno pamiątkowa tablica, jak i pomnik będą o nim stale przypominać. Rafa zakończył swoją karierę z imponującym dorobkiem: 2 złote medale olimpijskie, 22 tytuły wielkoszlemowe, w tym rekordowe 14 triumfów na Roland Garros oraz bilans 112 zwycięstw i zaledwie 4 porażki w tym turnieju. Jego pełen pasji i determinacji styl gry uczynił go nie tylko królem mączki, ale także wzorem i inspiracją dla kolejnych pokoleń tenisistów.
Tekst: Agnieszka Traczyk
Red. Zuzanna Kochanowska