Rozegrane na LUZie
Kolejny tydzień w sporcie za nami, co oznacza kolejny odcinek cyklu Rozegrane na LUZie. W tym tygodniu tematy szczególnie zainteresują kibiców piłki nożnej – podsumujemy miniony rok w polskiej Ekstraklasie, a także przyjrzymy się ostatnim sezonom Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie.
Słów kilka na koniec Ekstraklasy
Cóż to był za sezon w piłkarskiej Ekstraklasie! Takiego rollercoasteru piłkarze wszystkich osiemnastu klubów jeszcze nigdy nam nie zapewnili. Do samego końca toczyła się walka o miejsce w europejskich pucharach, a także o utrzymanie. Podsumujmy sobie zatem ten niezwykle szalony sezon, a w przypadku niektórych zespołów — zastanówmy się, co może je czekać po wakacjach.
Mistrz Polski zostaje w Poznaniu
Po zwycięstwie z Radomiakiem Radom w 33. kolejce, Lech Poznań został trzecim klubem w XXI wieku, który obronił mistrzostwo Polski. Wcześniej tej sztuki dokonały Legia Warszawa i Wisła Kraków. Przed sezonem Kolejorz był głównym faworytem do tytułu, więc trudno mówić tu o sensacji. Na jego korzyść przemawiał niemal niezmieniony skład z poprzedniego sezonu. Jesień jednak nie należała do udanych. Klub z Wielkopolski znajdował się w górnej części tabeli, lecz tylko okazjonalnie przesuwał się do czołowej piątki.
Przełamanie Lecha nastąpiło dopiero po zwycięstwie z Górnikiem Zabrze. Od tamtego momentu mistrz Polski przegrał zaledwie jedno spotkanie na trzynaście rozegranych. Pod koniec marca objął prowadzenie w tabeli i nie oddał go już do końca rozgrywek — właśnie dzięki świetnej końcówce, Poznaniacy obronili mistrzowski tytuł. Jest to jednak lepszy zespół niż rok temu, chociaż na koniec sezonu zdobył zaledwie 60 punktów, czyli średnio 1,76 na mecz. To najgorszy wynik w historii Ekstraklasy, odkąd za zwycięstwo przyznaje się 3 punkty. Jednak poprawił się przy tym styl gry — Kolejorz stawiał szczególny nacisk na ofensywę i to się sprawdzało. Zdobywcy tytułu mieli najwięcej goli, wykreowanych szans i okazji bramkowych w całej lidze.
Na tę chwilę Lech Poznań to po prostu najlepszy klub w Polsce. Najsilniejszy skład, najbardziej efektywny styl gry i najlepiej zarządzana instytucja. Nieustannie stawia na wychowanków, którzy stanowią znaczące źródło dochodów klubu. Szczególnie wyróżniał się Wojciech Mońka, 19-latek niemal z miejsca stał się liderem defensywy Lecha i jednym z najlepszych obrońców całej ligi. W Poznaniu stworzono świetną mieszankę piłkarzy z akademii i obcokrajowców. Wśród tych drugich brylował Ali Gholizadeh, a także niezmiennie Mikael Ishak, zdobywca 16 bramek. Lech ma teraz największą szansę na grę w Lidze Mistrzów — w każdej z rund będzie rozstawiony.
Katowice wracają na europejskie salony
Ten sezon był wyjątkowy także w inny sposób — do europejskich pucharów nie kwalifikowały się cztery drużyny, a pięć. Oczywistym zatem stał się fakt, że Polskę będzie reprezentować klub, którego jakiś czas nie widzieliśmy na europejskiej scenie. Ale konia z rzędem temu, kto obstawiał, że to właśnie GKS Katowice znajdzie się w tym gronie. 5. miejsce Katowiczan i kwalifikacje do Ligi Konferencji można śmiało uznać za jedną z największych niespodzianek sezonu.
Klub nie dokonał latem hitowych transferów, a do tego odeszli jego liderzy – Sebastian Bergier i Oskar Repka. Z tego powodu GieKSa była wymieniana wśród kandydatów do… spadku. Runda jesienna zdawała się potwierdzać tę tezę – GKS zakończył ją na 16. miejscu. Mimo kiepskich wyników klub nie stracił zaufania do Rafała Góraka. Szkoleniowiec odpłacił się najlepiej, jak mógł.
GKS potrzebował czasu, aby przepracować stratę czołowych zawodników i poukładać zespół na nowo. Kluczową postacią stał się Bartosz Nowak, jedna z najjaśniejszych gwiazd całej ligi. 32-latek złapał kapitalną formę wiosną, a sezon zakończył z dorobkiem 9 goli i 12 asyst. Tak naprawdę nowe nabytki nie odgrywały aż tak istotnej roli w zespole. Wyróżniał się jedynie Eman Marković. Norweg zdobył 6 bramek w 7 ostatnich spotkaniach. Nie byłoby jednak europejskich pucharów po 23 latach, gdyby nie Marcel Wędrychowski i bramka w ostatnich minutach meczu z Pogonią Szczecin. Bez tego gola do pucharów awansowałaby Legia, która na półmetku zajmowała… 17. miejsce! Obecny GKS nie ma doświadczenia z grą na dwóch frontach: krajowym i europejskim. Niemniej to mądrze budowany projekt i może jeszcze namieszać.
Sezon marzeń Górnika
W Zabrzu nie było wielkich oczekiwań na ten sezon, a niemałym osiągnięciem byłoby miejsce w europejskich pucharach, przynajmniej w eliminacjach do Ligi Konferencji. Poprzedni sezon nie zakończył się dla Górnika najlepiej. Zajął 9. miejsce i rozstał się w napiętej atmosferze z Janem Urbanem. Zespół przejął Michal Gašparík, który w przeszłości grał w Górniku, a pod wodzą Słowaka, zespół spisywał się bardzo dobrze. Jesień należała do udanych i gra w Europie wydawała się już obowiązkiem.
Na początku 2026 roku Górnik na chwilę obniżył loty. Wiele dało zwycięstwo w ćwierćfinale Pucharu Polski z Lechem Poznań, po którym znowu nabrał wiatru w żagle. Na tyle mocnego, że dotarł do finału tych rozgrywek, a o trofeum bił się z Rakowem Częstochowa. Górnik w tym sezonie potrafił grać z wyżej notowanymi rywalami i wyglądał na świetnie przygotowanego taktycznie. To pozwoliło mu zdobyć pierwszy od 54 lat Puchar Polski.
Dobry okres wydaje się jednak dopiero przed nim. Do nowego sezonu, Górnik przystąpi już jako prywatny klub, z Lukasem Podolskim jako właścicielem. Oznacza to większe możliwości finansowe. Zabrzanie przystąpią do kwalifikacji do Ligi Mistrzów, lecz raczej należy oczekiwać od nich awansu do Ligi Konferencji. Jak będzie w nowym sezonie? Zobaczymy, ilu ważnych piłkarzy uda się zatrzymać, na czele z Patrikiem Hellebrandem i Maksymem Chłaniem. Jedno jest pewne – wicemistrzostwo to ogromna szansa dla Górnika na umocnienie swojej pozycji w czołówce Ekstraklasy.
Szaleńczy bój o utrzymanie
Największe zamieszanie było jednak na dole tabeli. Nawet na kilka kolejek przed końcem sezonu zagrożona spadkiem była połowa stawki. Był on najbardziej prawdopodobny w przypadku Termaliki Bruk-Bet Nieciecza i Arki Gdynia, które rzeczywiście pożegnały się z Ekstraklasą. Na miejsce trzeciego spadkowicza było wielu kandydatów. Piast, Cracovia, Motor, Korona, Radomiak, nawet Legia. Najbardziej zaskakujący był jednak Widzew Łódź, który niemal całą wiosnę spędził w strefie spadkowej. W trakcie sezonu wydał ponad 20 milionów euro na transfery. Do zespołu przyszedł między innymi Osman Bukari za rekordowe 5,5 miliona, który jednak okazał się kompletnym niewypałem. W Widzewie nic do siebie nie pasowało, a rekordowe wydatki wyglądały jak jedynie prężenie muskułów. Łodzianie utrzymali się w ostatniej chwili, odnosząc kluczowe zwycięstwo z Lechią Gdańsk na 2 tygodnie przed końcem.
Z tą Lechią, która uzupełniła ostatecznie grono spadkowiczów. Drużyna z Trójmiasta miała utrudnione zadanie, bo zaczynała sezon z 5 ujemnymi punktami. Szybko to jednak nadrobiła i ugruntowała swoje miejsce w środku tabeli. Defensywa Lechii pozostawiała wiele do życzenia, ale za to ofensywa przykrywała problemy. Świetny sezon ma za sobą Tomáš Bobček. Słowak strzelił łącznie aż 20 goli i łączono go między innymi z AS Monaco czy Olympique Lyon. Tak jednak na dłuższą metę nie da się grać. W 7 ostatnich meczach Lechia zdobyła tylko punkt i pożegnała się z Ekstraklasą. A mogła tego uniknąć, wystarczyło jej tylko wygrać w ostatniej kolejce z Termalicą. W ciągu sezonu Lechia, która spadła, strzeliła tyle samo goli, co mistrzowski Lech. I niech to posłuży jako puenta tego szalonego sezonu.
Tekst: Jan Pietrzak
Red. Zuzanna Kochanowska
Robert Lewandowski
To nie jest zwykły transfer. Robert Lewandowski opuszcza Camp Nou. Odchodzi napastnik, który do stolicy Katalonii przychodził w roli ratownika, a żegna się z nią jako absolutna legenda i architekt odrodzenia klubu, który jeszcze kilka lat temu znajdował się nad przepaścią. To czas na wielkie Dziękuję, ale też na moment refleksji nad tym, jak jeden człowiek potrafił odmienić mentalność globalnego giganta.
Wejście
Aby zrozumieć, kim dla współczesnej Barcelony stał się Lewy, trzeba cofnąć się do lata 2022 roku. Klub z Katalonii przypominał wówczas ligowego średniaka. Odejście Leo Messiego, gigantyczne długi finansowe, chaos organizacyjny i co najgorsze utrata tożsamości na boisku. FC Barcelona zamiast straszyć w Lidze Mistrzów, lądowała w Lidze Europy, a rywale w La Liga przestali czuć przed nią respekt. Właśnie wtedy, w samym środku tego kryzysu, na stole pojawiła się karta z napisem: Lewandowski.
Wielu pukało się w głowę: Dlaczego? Po co? W Bayernie wygrał absolutnie wszystko. Polak nie szukał jednak bezpiecznej przystani na emeryturę. Szukał wyzwania, które ostatecznie zdefiniuje jego piłkarskie dziedzictwo. Chciał udowodnić, że potrafi być liderem projektu budowanego od zera.
Robił to od pierwszego dnia. Jego transfer zadziałał jak potężny impuls elektryczny, który natychmiast przywrócił pacjentowi tętno. Barcelona zyskała nie tylko genialnego snajpera, ale przede wszystkim twarz nowego projektu i markę, która na powrót przyciągnęła sponsorów, kamery i wiarę kibiców.
Maszyna
Lewandowski wszedł do szatni Camp Nou z mentalnością zwycięzcy, którą błyskawicznie zaczął zarażać młode pokolenie Katalończyków. Gavi, Pedri czy Alejandro Balde zyskali profesora, który na każdym treningu pokazywał, czym jest profesjonalizm. Efekty przyszły szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Już w swoim pierwszym sezonie Polak poprowadził Barcelonę do upragnionego mistrzostwa Hiszpanii, pierwszego od czterech lat, odzyskując dla klubu prymat na krajowym podwórku. Dołożył do tego Superpuchar Hiszpanii, a sam, z dorobkiem 23 goli, sięgnął po prestiżowe trofeum Pichichi dla króla strzelców La Liga.
Robert przywrócił nam dumę. Sprawił, że znowu zaczęliśmy wierzyć, że jesteśmy najlepsi – te słowa Xaviego najlepiej oddają, kim był Lewandowski dla tamtej drużyny.
W kolejnych sezonach Polak nie zwalniał tempa, regularnie udowadniając, że wiek to dla niego tylko pusta liczba. Jego dorobek w barwach Blaugrany to długa lista kluczowych bramek i asyst w najważniejszych momentach. Stał się gwarantem goli w meczach, w których drużynie nie szło, absolutnym punktem odniesienia w formacji ofensywnej i koszmarem obrońców na hiszpańskich boiskach.
Dziedzictwo
Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że misja Roberta Lewandowskiego w Barcelonie została zakończona pełnym sukcesem. Polak nie tylko pomógł zapełnić klubową gablotę, ale przede wszystkim wykonał najtrudniejszą pracę: przeprowadził klub przez najciemniejszy las transformacji. Przeprowadził Barcelonę z czasów mroku i niepewności do momentu, w którym klub znów rzuca wyzwanie największym potęgom Europy. Odchodzi piłkarz genialny, ale w Barcelonie zostaje coś znacznie ważniejszego niż tylko wspomnienia jego pięknych bramek. Zostaje nowa mentalność młodych zawodników, którzy dorastali u jego boku. Zostaje stabilizacja sportowa, o którą bez jego trafień byłoby niezwykle trudno.
Robert Lewandowski udowodnił, że potrafi pisać historię na własnych warunkach. Barcelona bez niego będzie już inną drużyną, ale kibice na Camp Nou nigdy nie zapomną, kto podał im rękę, gdy klub tonął w kryzysie. To głównie dzięki niemu duma Katalonii znów jest wielka.
Tekst: Jakub Popiel
Red. Zuzanna Kochanowska