Rozegrane na LUZie

Rozegrane na LUZie
Czerwiec jest wyjątkowo intensywnym czasem dla studentów, ale na nudę nie mogą narzekać też sportowcy. W kolejnym odcinku cyklu Rozegrane na LUZie ponownie czeka Was świeża dawka wiadomości ze świata sportu. Podsumujemy wydarzenia podczas minionych Mistrzostw Polski na dystansie 5000 metrów, a także przyjrzymy sylwetce aktualnego lidera klasyfikacji generalnej Formuły 1.

 

Mistrzostwa Polski w biegu na 5000 metrów

W biegach długodystansowych, aby wszystko znalazło się na swoim miejscu, należy wykonać cały szereg zadań. Należą do nich chociażby długotrwały proces treningowy, gdzie szczególnie liczy się regularność i dokładność, odpowiednio dobrana pod zawodnika ilość kilometrażu, a także inne drobne rzeczy, takie jak regeneracja, zbilansowana dieta czy prawidłowe i mocne podejście mentalne. Jednak, kiedy długodystansowcom uda się złożyć elementy tej układanki w całość, efekt końcowy jest niesamowity.

Kamil Herzyk biegnie po swoje…

31 maja w Gliwicach odbyły się Mistrzostwa Polski na dystansie 5000 metrów. Zaczynając od kategorii męskiej U23, na pierwszy stopień podium wspiął się Kamil Herzyk, zdobywając tym samym już trzeci medal w biegu na tym dystansie. Czas, który uzyskał – 13:55.32 – tylko potwierdził jego wysoką formę oraz przewagę nad resztą stawki. Jednak za nim zameldowało się dwóch innych utalentowanych lekkoatletów. Drugie miejsce w Mistrzostwach Polski wywalczył Adam Bajorski z wynikiem 14:03.87, natomiast brązowy medal trafił do Krzysztofa Zielińskiego, który rezultatem 14:07.63, również zaprezentował bieganie na wysokim poziomie.

Daria Domżalska potwierdza swoją formę

W tej samej kategorii wiekowej, lecz tym razem w biegu kobiet, swoją silną dyspozycję potwierdziła Daria Domżalska, która zdobyła złoto z czasem 16:16.84. Nieco ponad miesiąc temu wygrała w Augustowie na dystansie 10 000 metrów. Pokazuje to, jak dobrze szybkościowo jest wytrenowana ta młoda zawodniczka. Jeżeli mowa o drugim i trzecim miejscu w tym biegu, to srebro z rezultatem 16:27.63 powędrowało do Oliwii Piątkowskiej, natomiast brąz z wynikiem 16:36.45 wywalczyła Magdalena Missala.

Juniorzy w walce o złote krążki

W kategorii wiekowej U20 mężczyzn, najlepiej zaprezentował się Michał Gajdus (14:34.53), a drugim zawodnikiem na mecie okazał się być srebrny medalista sprzed roku. Mowa o Antonim Jaroszu, który zameldował się na drugim stopniu podium z wynikiem 14:35.89. Natomiast brąz powędrował do Mateusza Nijakowskiego, który zatrzymał zegar przy mecie w czasie 14:37.53.

U kobiet z niesamowitej strony zaprezentowała się Anna Marianna Jędrzejczyk, która wynikiem 16:36.31 pokazała zdecydowaną dominację nad resztą stawki. Natomiast drugie i trzecie miejsce na podium Mistrzostw Polski, trafiły kolejno do Klary Strząbały (16:48.37) oraz Julii Liebenthal (16:48.37). Wszystkim lekkoatletom należą się wielkie brawa za ciężki wysiłek, jakim jest pokonanie dystansu 5000 metrów oraz gratulacje za walkę do ostatnich stadionowych metrów.

Tekst: Jan Mokrzycki

Red. Zuzanna Kochanowska

Czy ktoś jeszcze zatrzyma Kimiego Antonelliego?

Aktualny lider klasyfikacji generalnej Formuły 1 ma 19 lat, jeden rok doświadczenia w królowej motorsportu i statystkę po swojej stronie. Marsz Kimiego Antonelllego po tytuł mistrza świata zdaje się być już tylko spacerkiem po nieunikniony sukces. Czy jednak koronacja po zaledwie sześciu rundach jest słuszna?

Złote dziecko włoskiego sportu motorowego (i Mercedesa)

Mimo że Formuła 1 jest nierozerwalnie związana z Ferrari, a co za tym idzie, z Włochami, Italia nie może się pochwalić wieloma osiągnięciami rodzimych kierowców. Dość powiedzieć, że tylko dwóch włoskich zawodników sięgnęło po tytuł mistrza świata, obaj na samym początku istnienia serii – Nino Farina w 1950 roku i Alberto Ascari w sezonach 1952 i 1953. Jednak ponad 70 lat później pojawił się ich godny następca – Andrea Kimi Antonelli, nazywany zazwyczaj Kimim Antonellim, który wbrew pozorom reprezentuje srebrne barwy Mercedesa, a nie ferrarijską czerwień.

Antonelli oficjalnie dołączył do programu juniorskiego ekipy Srebrnych strzał już w 2019 roku, jednak podpisy na kontrakcie został złożone już w 2018 r. Nie można powiedzieć, że jego talent wymagał specjalnego odkrywania – do 13 roku życia seryjnie zdobywał kolejne tytuły w juniorskim kartingu, a po przesiadce do kategorii OK-Senior, zdobył dwa tytuły mistrza Europy z rzędu. Przejście do ścigania w bolidach wiązało się z potwierdzeniem jego ogromnego potencjału. W 2022 roku Antonelli zdominował Włoską Formułę 4, najbardziej prestiżową serię na tym poziomie, zdobywając tytuł z przewagą aż 104 punktów nad drugim Alexem Dunnem (362 do 258). Włoch zwyciężył w aż 13 z 21 wyścigów, a ponadto dwukrotnie zajmował drugie miejsce na podium. Równocześnie konkurował w niemieckiej serii ADAC Formula 4, gdzie wygrał 9 z 14 wyścigów, w których brał udział i tylko dwukrotnie znalazł się poza podium. W następnym sezonie, w serii o stopień wyżej, Formula Regional European Championship by Alpine (FRECA) również sięgnął po tytuł. Co prawda zwyciężył „tylko” czterokrotnie, ale imponował regularnością – na przestrzeni 20 wyścigów tylko dwa razy znalazł się poza pierwszą szóstką.

Toto Wolff, szef Mercedesa, wiedział, że ma do czynienia z kierowcą ponadprzeciętnym, który zasługuje na ponadprzeciętne traktowanie, dlatego podjął kontrowersyjną wtedy decyzję, aby Antonelli ominął Formułę 3 i od razu zaczął konkurować w Formule 2. Chociaż szóste miejsce w klasyfikacji generalnej na koniec sezonu nie robi takiego wrażenia, jak absolutna dominacja w F4 czy regularność we FRECA, Antonelli musiał udowodnić Wolffowi to, czego od niego oczekiwano. W końcu to on został nowym kierowcom Mercedesa w 2025 roku po sensacyjnym transferze Lewisa Hamiltona do Ferrari i zadebiutował w Formule 1, mając zaledwie 18 lat.

Deja vu

Pierwszy sezon Kimiego Antonelliego w Formule 1, kolokwialnie mówiąc, nie zwalał z nóg. Czyste tempo Włocha było widoczne jak na dłoni, ale znacznie częściej niż na przebłyski czystego talentu, zwracano uwagę na, nazwijmy to, wyścigową niezgrabność. Brak doświadczenia Antonelliego w walce w czołówce często wiązał się z prostymi błędami i spowodowanymi przez niego kraksami. Głównie dlatego, gdy po zmianie regulacji na sezon 2026, Mercedes wyrósł na hegemona, upatrywano faworyta do zdobycia mistrzostwa w osobie George’a Russella. Brytyjczyk, obecny w F1 od 2019 roku, reprezentuje Mercedesa od sezonu 2022, jednak nigdy wcześniej nie był zamieszany w walkę o tytuł, pomimo imponujących osiągnięć z serii juniorskich. Malo kto, mógł się spodziewać – a już z pewnością nie George Russell – że Antonelli będzie prezentować tak wysoki poziom.

Patrząc na dorobek Włocha z tego sezonu, można łatwo go pomylić z osiągnięciami z 2022 roku, gdy dominował w Formule 4. Jedno drugie miejsce i aż pięć zwycięstw z rzędu, cztery z nich z Pole Position. Aż trudno uwierzyć, że Antonelli dopiero w tym sezonie, podczas Grand Prix Chin, po raz pierwszy wygrał kwalifikacje. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie dzięki czasówkom Włoch może się pochwalić tak dobrymi wynikami – Pole Position w Monako, najtrudniejszym torze w kalendarzu, jest tego ukoronowaniem. Czasówkom, ale i szczęściu, czy też wykorzystywaniu błędów rywali. W Japonii w idealnym dla niego momencie pojawił się samochód bezpieczeństwa, w Miami McLaren dał się ograć strategicznie Mercedesowi, a w Kanadzie Russellowi silnik odmówił posłuszeństwa. Jednak, jak mówi stare powiedzenie, szczęście sprzyja lepszym. Pokaz siły Antonelliego w Monako, gdzie został najmłodszym kierowcą w historii, który zdobył tzw. wielkiego szlema – wygrał wyścig z Pole Position, prowadząc od startu do mety i zgarniając najszybsze okrążenie – mówi sam za siebie.

Skazany na sukces?

Po zaledwie sześciu rundach Antonelli uzbierał już 156 punktów, więcej niż przez cały poprzedni sezon. Ponadto ma aż 66 punktów przewagi nad… Lewisem Hamiltonem z Ferrari. George Russell, po wyjątkowo nieudanym starcie sezonu, zarówno pod względem wyników, jak i niezawodności bolidu, zajmuje dopiero trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej z dorobkiem 88 punktów. Chociaż – jak mówi inne stare powiedzenie – sezon jest długi, a przed nami jeszcze co najmniej 16 rund (cały czas nierozwiązana jest kwestia ewentualnego przełożenia anulowanych wyścigów z kwietnia), to statystyka jest po stronie Antonelliego.

Do tej pory największa strata punktowa do lidera, odrobiona przez kierowcę, który został mistrzem świata to 46 punktów. W 2022 roku tej sztuki dokonał Max Verstappen – po awarii w Grand Prix Australii tyle punktów tracił do Charlesa Leclerca. Jednak była to dopiero trzecia runda mistrzostw, a Verstappen prześcignął Monakijczyka po zaledwie trzech kolejnych wyścigach i ostatecznie wygrał z przewagą aż 146 punktów. W zeszłym sezonie, Lando Norris po Grand Prix Holandii, piętnastym wyścigu sezonu, tracił do Oscara Piastriego 34 punkty, ale zniwelował ją w przeciągu pięciu rund (w tym jeden sprinterskiej) i ostatecznie wygrał mistrzostwo. Natomiast bardziej interesująca jest pogoń Maxa Verstappena z tamtego sezonu. Po niderlandzkiej rundzie tracił do Piastriego 104 punkty, aby ostatecznie wyprzedzić go zaledwie po 8 wyścigach i zakończyć sezon 11 punktów przed Australijczykiem.

Czy istnieje bezpieczna przewaga w Formule 1? Szczególnie teraz, gdy usterki mechaniczne są codziennością i dotykają dotychczas „nietykalnych” – dość powiedzieć, że Lando Norris po raz pierwszy w karierze nie ukończył dwóch wyścigów z rzędu, oba z powodu awarii. A poza tym mówimy o bardzo młodym zawodniku. Tylko kto, jeżeli Antonelli napotka problemy, rzuci się w tę pogoń? George Russell, przyciągający pecha jak magnes, nierozumiejący swoich słabych osiągów? Lewis Hamilton w niepewnym Ferrari?

Nie wiem, czy 66 punktów to bezpieczna przewaga w Formule 1. Wiem natomiast, że Kimi Antonelli pokazuje poziom godny mistrza świata, a w wyścigu o tytuł jego największym rywalem może okazać się niezawodność bolidu Mercedesa. Natomiast jedyną osobą, która może  teraz zatrzymać Andreę Kimiego Antonelliego, jest on sam.

Tekst: Zuzanna Kochanowska