Rozegrane na LUZie

Rozegrane na LUZie
Świat sportu żyje wydarzeniami z Mistrzostw Świata w piłce nożnej mężczyzn, ale najnowsze wydanie Rozegranych na LUzie stoi pod znakiem tenisa. W tym tygodniu zachęcamy do zapoznania się z sylwetką Kamila Majchrzaka, zwycięzcą turnieju ATP 250 w s’Hertogenbosch oraz do przesłuchania podsumowania wielkoszlemowego turnieju Roland Garros.

 

Pan Tenisista Kamil Majchrzak

Kamil Majchrzak wygrał turniej rangi ATP 250 Libéma Open w holenderskim s’Hertogenbosch! Najlepszy obecnie polski tenisista sięgnął po tytuł, pokonując w finale Alexa de Minaura, czyli zwycięzcę z roku 2024. Zdaję sobie sprawę, że dla niedzielnego kibica tenisa nazwa tego turnieju, a już w szczególności jego lokalizacja nie mówią za dużo. Niektórzy mogliby pomyśleć wręcz, że Libéma Open to przecież nie Wimbledon czy zakończony niedawno Roland Garros, nie ma więc co się nadmiernie ekscytować. Nic bardziej mylnego.

Oczywiście prawdą jest, że rozgrywki w s’Hertogenbosch nie należą do najważniejszych w świecie męskiego tenisa. Ranga ATP 250 oznacza, że z grupy turniejów należących do oficjalnego cyklu, ten jest na najniższym szczeblu drabiny prestiżu. To jednak absolutnie nie umniejsza dokonaniom Majchrzaka. Zwycięstwo w jakimkolwiek turnieju głównego cyklu ATP jest gigantycznym osiągnięciem i dla wielu tenisistów z czołowej „setki” marzeniem, którego nigdy nie osiągną. Poza tym o prestiżu turnieju nie świadczy tylko jego historia i wielkość nagrody pieniężnej. Jego ranga zależy też od tego, czy biorą w nim udział tenisiści ze światowej czołówki, a jeśli o to chodzi to w s’Hertogenbosch zebrała się naprawdę wyborna grupka pretendentów do ostatecznego triumfu.

Złe wieści

Zanim jednak skupimy się na tym, co dokładnie wydarzyło się na holenderskiej trawie, przenieśmy się w czasie do roku 2022. Numerem jeden światowego rankingu jest nastoletni Carlos Alcaraz, Roger Federer kończy karierę podczas meczu deblowego w parze z Rafą Nadalem w Laver Cup, a Kamil Majchrzak właśnie otrzymuje wiadomość, która w negatywny sposób zmienia jego życie. W organizmie Polaka wykryto niedozwoloną substancję, wpisaną na listę środków zakazanych przez International Tennis Integrity Agency. Tenisista zostaje zawieszony, by po 6 miesiącach dochodzenia otrzymać wiadomość, że przerwa od profesjonalnego grania potrwa jeszcze ponad rok. ITIA uznała tłumaczenie Polaka, że przyjął substancję w sposób absolutnie nieświadomy i nie miał żadnych intencji w zażywaniu niedozwolonych środków. To jednak oznaczało tylko łagodniejszy wymiar kary, która i tak niemal doprowadziła do zakończenia profesjonalnej kariery naszego zawodnika.

Powrót z dalekiej podróży

W świecie piłki nożnej dłuższa przerwa od gry jest oczywiście sytuacją niepożądaną, jednak piłkarze zrzeszeni w konkretnych klubach i tak dostają odpowiednie wynagrodzenie i pewnego rodzaju opiekę, dzięki czemu mogą ze spokojniejszą głową pracować nad powrotem do gry. Świat tenisa rządzi się innymi prawami. Jeśli twoje nazwisko nie brzmi Djokovic, Sinner lub Alcaraz to brak gry oznacza najpewniej brak zarobków. Wydatków natomiast nie brakuje. Należy przecież opłacać z własnej kieszeni cały sztab szkoleniowy, aby przez wiele miesięcy móc utrzymywać się w jak najlepszej dyspozycji, licząc na to, że powrót do czołówki wciąż jest możliwy. Z całą pewnością okres od końca roku 2022 był dla Kamila Majchrzaka niezwykle trudny. Polak po odbyciu kary zawieszenia musiał od nowa budować swój ranking, o czym wspominał między innymi dziennikarz Tomasz Tomaszewski:

Musiał grać jak junior w turniejach najniższej rangi, gdzie są stare piłki, nie ma sędziów, nie ma toalety…

Trudna droga z powrotem do pierwszej setki rankingu ATP zakończyła się w ubiegłym sezonie po zwycięstwie w madryckim Challengerze.

Holenderska trawka

Żeby wygrać turniej na trawie, trzeba dysponować atomowym serwisem i bardzo agresywną grą – nie powie już nikt nigdy po obejrzeniu fantastycznej gry Kamila Majchrzaka na kortach w holenderskim s’Hertogenbosch. Polak przyjechał na tegoroczny turniej Libéma Open po kiepskim sezonie na kortach ceglanych, zatem niewielu ekspertów dawało mu szanse na ostateczne zwycięstwo. Szczególnie, że do Królestwa Niderlandów wybrali się między innymi Felix Auger Aliassime, Daniil Medvedev czy Alex de Minaur – uznani gracze z czołowej dziesiątki rankingu, absolutna elita męskiego tenisa. Tak się złożyło, że nasz zawodnik w drodze do swojego pierwszego (z pewnością nie ostatniego) triumfu w imprezie cyklu ATP musiał rozprawić się z każdym z nich. Nie zapominajmy też o meczach z początkowej fazy turnieju, w których Majchrzak musiał pokonać groźnego fina Otto Virtanena czy młodego Australijczyka Jamesa Mccabe. To jednak późniejsze spotkania pokazały, że Polak jest poważnym kandydatem do triumfu w turnieju. Mecze z Medvedevem i Aliassimem poszły zawodnikowi z Piotrkowa Trybunalskiego wyjątkowo gładko – w obu z nich Polak nie przegrał gema przy swoim serwisie. W nagrodę miał zmierzyć się z Demonem Prędkości, czyli Alexem de Minaurem, a stawką był pierwszy w karierze tytuł ATP.

Nerwy ze stali

Jeśli ktoś łudził się, że po pokonaniu bardziej utytułowanych, Medvedeva i Aliassima, Alex de Minaur będzie najłatwiejszym do ogrania rywalem z top 10, to niestety wraz z biegiem meczu finałowego powoli od tego przekonania odchodził. Oczywiście stety-niestety. Czasem chcielibyśmy, żeby nasz zawodnik wygrał mecz bez większych problemów. Co prawda, wtedy nie przeżywamy wielkich emocji, ale za to w spokoju i z uśmiechem oglądamy triumf naszego człowieka. Innym razem zwycięstwo przychodzi po wielogodzinnej bitwie, która wyczerpuje obu zawodników zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a oglądającym spotkanie widzom przysparza serię małych zawałów serca. Finał Libéma Open przyniósł ten drugi scenariusz.

Pierwszy set wygrany zaskakująco łatwo, drugi przegrany w nienajlepszym stylu. I w końcu ten najważniejszy set trzeci. Prawie 70 minut tenisowych szachów, fantastycznych zagrań, niemożliwych sprintów i atomowych winnerów, sprawiły, że nauka na egzamin przy jednoczesnym śledzeniu meczu stała się po prostu niemożliwa. Cała uwaga została skupiona na pojedynku dwóch świetnych graczy, którzy na już niemal zupełnie zniszczonej trawie, zafundowali spektakl godny meczu w wielkim szlemie. Po dramatycznych 12 gemach przyszła pora na tiebreak – ostateczne rozstrzygnięcie. W nim lepszy okazał się Kamil Majchrzak, który odnalazł balans między szalonymi atakami i rozsądną grą w defensywie i pokonał Demona z Australii. W trakcie ceremonii pucharowej widać było na twarzy Polaka spełnienie, ulgę i po prostu szczęście. Tenisista, który prawie cztery lata temu niemal odwiesił rakietę na kołek, teraz po raz kolejny znalazł się w światowej czołówce. Coś mi mówi, że jeszcze nie raz usłyszymy o nim w kontekście najważniejszych tenisowych wydarzeń.

Tekst: Karol Dziewałtowski-Gintowt

Red. Zuzanna Kochanowska

Kurz po Rolandzie Garrosie zdążył opaść, ale emocje ciągle z nami zostały. Paryż dostarczył wszystko, co kibice tenisa cenią najbardziej: pięciosetowe maratony, nieoczekiwane zwroty akcji, wielkie powroty i – oczywiście – sensacje. Karol Dziewałtowski-Gintowt i Agnieszka Traczyk w najnowszym podcaście podsumowują tegoroczne French Open – kto zachwycił, kto rozczarował oraz kto zapadł najbardziej w pamięć.