Rzut beretem do Japonii – Koji Kamoji

Rzut beretem do Japonii – Koji Kamoji
„Przeciąg”, „Księżyc” i szkicowniki. Czego można spodziewać się po wystawie już 91-letniego Kojiego Kamojiego? Wędrowki przez ziemię, wiatr i wodę. Afirmacji życia, wskazówek, jak odnaleźć ukojenie. To pierwsza tak szeroka prezentacja dzieł artysty we Wrocławiu.

 

Wybitny twórca, jeden z prekursorów sztuki site specific w Polsce. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie pod kierunkiem Artura Nacht-Samborskiego. Od lat związany z galerią Foksal. Jego prace można oglądać do 31 maja w Pawilonie Czterech Kopuł we Wrocławiu. Wśród nich rysunki, malarstwo i instalacje. Są lapidarne i bardzo poetyckie, co podkreśla ekspozycja. Czerpią z tradycji haiku. Formaty wysunięte przed lico ściany igrają ze światłem i przestrzenią. Podpisy z tytułami prac, wydrukowane na cienkim papierze przyczepionym do ściany tylko u góry, sprawiają wrażenie, jakby zaraz miał je porwać wiatr. O tym między innymi są prace Kamojiego. O przemijaniu, kruchości stanu. Powtarzającym się motywem jest samobójstwo przyjaciela, S. Sasakiego. Ból po jego stracie symbolizują wbite w płótna czerwone pinezki. Przeciwieństwem rozdarcia i cierpienia są kamienie. Koji umieszcza je w różnych miejscach. Mocuje je na płótnach, kładzie pod rzeźbami. Drzemią w nich wspomnienia, są spoiwem otoczenia i świadomości.

 

„Przeciąg”, Koji Kamoji, fotografia własna

Ważnym przymiotnikiem opisującym dorobek Kamojiego jest rzeźbiarskość. Pomysły rodzą się na kartach szkicownika, następnie są przetwarzane i korygowane. Koji myśli rysunkiem. Nazywa go „pestką owocu”. Rysunek jest integralną częścią jego osobowości. Zdradza, że ołówek trzyma w dłoni właściwie nieprzerwanie. Wiszące na ścianie kształty powietrza przypominają japońskie liternictwo, w sali jest ich około 10, ustawionych w rzędzie. Opowiadają o pustce i jaką rolę może odgrywać. Poszukiwania granicy między obecnością a nieobecnością, rytuał istnienia, mają źródło być może gdzieś na początku artystycznej drogi Kamojiego. W 1959 roku, w trakcie rejsu do Europy, spędził 2 miesiące dzień w dzień wpatrując się w bezkres błękitu i odwieczny świetlisty zegar.

Sztuka Kamojiego jest nie tylko estetyczna, zrównoważona. To opowiadanie o życiu człowieka doświadczonego. Każdy, kto na to doświadczenie i mądrość się otworzy, znajdzie swój osadzający w rzeczywistości kamień. Więcej o wrażeniach z wystawy opowie Maja Miśta w Pełnej Kulturze:

 

 

 

tekst: Maja Miśta, red. Aleksander Janiszewski