Skąd wzięła się fantastyka?

Skąd wzięła się fantastyka?
Pytanie wydaje się proste, a przynajmniej prosto sformułowane, ale – jak to z takimi pytaniami bywa – odpowiedź nie jest aż tak oczywista. Kryje się w nim wiele innych pytań, jak „Co uznajemy za fantastykę?” albo „Czy science fiction to też fantastyka?”. Nie zdołam odpowiedzieć na wszystkie z nich, jednak na kilka z pewnością spróbuję. Skąd więc wzięła się fantastyka?

 


Jak stara jest fantastyka?

Większość ludzi uważa, że fantastyka jako gatunek, jest formą stosunkowo nową. Być może mają rację. Samo pojęcie sformułowane tak, jak rozumiemy je dzisiaj, na świecie pojawiło się około lat 20., a w Polsce nie sięga dalej niż do lat 70. XX wieku. To wciąż niedawno, prawda? Ale zastanówmy się. Czy Wehikuł Czasu Wellsa, powstały w roku 1895, również nie jest fantastką? Przecież dotyka motywu podróży w czasie, a tych jeszcze nie opanowaliśmy. A Utopia Moore’a? A opowieści arturiańskie? Albo nawet sama Odyseja? Cofając się w czasie coraz dalej i dalej dochodzimy do wniosku, że fantastyka, jako opowieść nie do końca zgodna z rzeczywistością, towarzyszyła nam od zawsze. Ale gdzieś przecież w historii istnieje punkt wyznaczający początek gatunku, który w naszych czasach stał się tak popularny.

 


Fantastyka, baśń, nauka

Zacznijmy od rozróżnienia. Czy fantastyka i science fiction to to samo? Czy baśń i fantastyka to też to samo? Odpowiedź podlega oczywiście dyskusji, ale zarówno autorzy, jak i badacze zgadzają się, że z fantasy i science fiction jest jak z prostokątem i kwadratem. Nie każda fantastyka to fantastyka naukowa, ale każde science fiction to fantastyka. Różnią się głównie tym, że choć fantastyka odnosi się do rzeczy nierealnych, nieistniejących w naszym świecie, to science fiction podchodzi do nich w sposób stricte naukowy. Zajmuje się spekulacjami, przewidywaniem przyszłości i możliwymi konsekwencjami rozwoju technologicznego ludzkości. W tym kontekście fantasy bardziej przypomina znane od zawsze legendy i bajki, a jednak nimi nie jest.

Zdaniem francuskiego badacza, Rogera Caillois, literaturę fantastyczną dzieli się na:

  • Baśnie ludowe: gdzie świat rzeczywisty i zmyślony współistnieją, a magia jest naturalną regułą.
  • Opowiadania fantastyczne: gdzie nierealność agresywnie wkracza w świat realny i podważa jego stabilność.
  • Science fiction: gdzie źródłem „cudowności” jest refleksja nad techniką i wiedzą.

 

Jest to podział dla mnie jasny i zrozumiały, a jednak cokolwiek niepełny. Stanisław Lem uważał, że choć fantasy nazywa się nową wersją baśni, to nie są one tożsame. Baśń jest zdeterminowana, bezwzględnie moralizatorska i pozbawiona przypadku. W fantasy dobro nie zawsze triumfuje, rządzi w niej przypadek, a świat jest bardziej zbliżony do rzeczywistości pod względem zachowań bohaterów.

Zdaniem Jacka Sułka, krakowskiego badacza z WSP, fantasykę i baśń więcej dzieli niż łączy. Oprócz różnic w moralności, inne są także koncepcje magii czy konstrukcję bohatera. Magia w baśni jest nieograniczona i służy tylko fabule, w fantastyce zaś rządzi się określonymi, niemal technicznymi prawami (np. u Le Guin wiąże się z „prawdziwym nazywaniem rzeczy”, a u Sapkowskiego działa jak precyzyjne narzędzie użytkowe/broń – co T. A. Olszański nazywa „racjonalizmem magicznym”). Bohaterowie fantasy, w przeciwieństwie do czarno-białych postaci z baśni, są wielowymiarowi i wewnętrznie skomplikowani. Carol S. Pearson stworzyła klasyfikację, według której bohaterowie fantastyki realizują archetypy: Sieroty, Męczennika, Wędrowca, Wojownika i Czarodzieja. Najbardziej lubiane i znane postacie (jak Geralt z Rivii, Ged czy Frodo Baggins) często łączą w sobie cechy kilku z tych archetypów jednocześnie.

Mając już w garści te cechy i definicje, możemy spróbować odpowiedzieć sobie na kolejne pytanie.

 


Czy science fiction jest starsza od fantasy?

Jeśli przyjmiemy szerokie rozumienie gatunku „fantastyki”, który obejmuje zarówno starożytne legendy, średniowieczne baśnie, jak i współczesne bajki, to rzeczywiście będzie on starszy od science fiction. Ale jeśli uznamy, że fantastyka zaczyna się na przykład od pierwszych powieści miecza i magii, to konkurs wiekowy wygra fantastyka naukowa. Żeby jako tako to uporządkować, przejdźmy sobie przez lata wydania największych dzieł mogących kandydować o miano fantastyki:

Zacznijmy od starożytności: ok. VIII w. p.n.e. ukazała się Iliada Homera, a zaraz potem Odyseja. W I w. p.n.e. świat poznaje Eneidę Wergiliusza. Gdy upada Konstantynopol wchodzimy w erę baśni – między VIII a XV w. różni autorzy tworzą cykl dziś zwany Baśnie z tysiąca i jednej nocy. W XII i XIII w. mityczna postać króla Artura inspiruje wiele legend o nim i jego dzielnych rycerzach. I tak od nieznanych autorów przechodzimy do znanych, i to bardzo. Około 1320 roku świat zaskakuje Boska komedia – oczywiście autorem jest Dante Alighieri. Następna w tej magicznej kolejce jest Utopia More’a, pierwsza powieść uznawana za fantastykę. W roku 1605 Miguel de Cervantes pisze Don Kichota, a 62 lata później powstaje Raj utracony Johna Miltona.

Uf, dotarliśmy do XIX wieku, który Mary Shelley otwiera sławnym Frankensteinem. Następnie na świat wydawane są Kraina czarów, 20 000 mil podmorskiej żeglugi i Wehikuł czasu. W dwudziestoleciu międzywojennym rodzą się między innymi opowiadania o Conanie Roberta Howarda, moim zdaniem jedne z pierwszych objawów fantastyki współczesnej. Nadchodzi rok 1937, a wraz z nim debiut Tolkiena, czyli Hobbit, czyli tam i z powrotem. I od tego momentu fantasy sypie się nam z nieba. Opowieści z Narnii zmieniają oblicze fantastyki, dając do niej dostęp również dzieciom. Nie mogę oczywiście pominąć najsławniejszej powieści fantastycznej świata – Władcy Pierścieni. W 1961 roku równie niesamowite Solaris Lema znów wywraca ludziom świat na niecki. Rok 1965 zdumiewa publikę Diuną, a dwa lata później Ursula Le Guin przypomina nam baśniowość fantastyki – powstaje Czarnoksiężnik z Archipelagu. Nie sposób wymienić wszystkich powieści i opowiadań fantastycznych, które zdominowały tamte czasy. Wspomnieć jednak należy o Kole Czasu, Wiedźminie, Grze o tron, Uczniu skrytobójcy czy Harrym Potterze.

I tak zaskoczył nas rok 2001, a wraz z nim Amerykańscy bogowie Neila Gaimana. Przez kolejne lata wydane zostają też Jonathan Strange i pan Norrell, Kłamstwa Locke’a Lamory, The Bone Season, Droga Królów i Wojna makowa. Tę dumną wyliczankę może zakończyć Forth Wing, już uwielbiane, choć wydane w 2024 roku.

Patrząc na tę niesamowitą listę… wciąż nie wiemy, kiedy zaczęła się fantasy. Tak naprawdę w jakiejś formie towarzyszyła nam od zawsze: czy to jako baśń, legenda, fantastyka naukowa czy bajka dla dzieci. Niektórzy badacze dopatrują się jej oficjalnych początków na przełomie XVIII i XIX wieku, wraz z Frankensteinem i dziełami Juliusza Verne na czele. Inni dopiero przed wojną, w 1937 – ci uważają, że za wyznacznik fantastyki możemy obrać twórczość J. R. R. Tolkiena. Jeszcze inni wskazują baśnie arturiańskie jako początek fantasy. Kto wie? Ja wolę myśleć, że fantastyka jest wieczna. Towarzyszyła nam od zawsze – rozbudzając wyobraźnie, dając ucieczkę od rzeczywistości, albo właśnie objaśniając nam ją. I, mam nadzieję, że będzie z nami na kolejne bardzo, bardzo długo.

 


Dark, high, heroic – o co chodzi z podgatunkami?

Kolejnym dość istotnym dla historii fantastyki zagadnieniem jest jej podział. Ustaliliśmy już, że termin „fantastyka”, obejmuję zarówno czystą fantasy, jak i fantastykę naukową. Jednak z nurtu fantastyki możemy wyłowić także takie podgatunki jak heroic fantasy (czyli fantastyka heroiczna, powieści miecza i magii), dark fantasy (czasem też zwane gothic fantasy) czy high fantasy. I to oczywiście tylko niektóre z podgatunków, bo od czasów Tolkiena fantastyka bardzo się rozwinęła.

Heroic fantasy charakteryzuje się obecnością głównego bohatera o niemal nadludzkiej sile fizycznej, walczącego z potworami i smokami. Klasycznym twórcą w tej dziedzinie jest Robert E. Howard, który napisał cykl o Conanie. Z kolei sformułowanie Sword and sorcery – angielska nazwa na fantastykę miecza i magii – odnosi się do utworów, w których magia przeplata się z elementami walki, pokazując, że obie umiejętności są ważne i się uzupełniają. Najlepszym przykładem jest Tolkienowski Władca Pierścieni.

Dark fantasy to połączenie klasycznej magii z horrorem, ponurym klimatem i moralną szarością. Znaną serią tego podgatunku jest Czarna Kompania Glena Cooka. No i high fantasy (fantastyka wysoka) – moim zdaniem najbardziej skomplikowana, ale też najbardziej wciągająca. Tutaj ważna jest kreacja świata, gdyż aby uznać książkę za należącą do high fantasy, świat, w którym toczy się akcja, musi być całkowicie fikcyjny. Najczęściej dostajemy do niego w pakiecie mniej lub bardziej skomplikowane systemy magiczne i oczywiście epicki rozmach historii. Walki toczą się nie tylko o jednostki, ale także o losy całych narodów. Większość reprezentantów tego podgatunku może pochwalić się też własną mitologią czy unikatowymi mieszkańcami. Tutaj jako przykłady mogę podać znane przez większość powieści: Silmarillion, Opowieści z Narni czy Archiwum Burzowego Światła.

To sum up, dobrze to wszystko wiedzieć, ale nieważne jaką fantastykę czytasz.

Ważne, że czytasz.


tekst: Paulina Haglauer, red. Magdalena Szlachta