Trans Am

Trans Am

Ich muzyka to mariaż gitarowej tradycji z elektronicznymi i nowofalowymi fascynacjami. Nigdy nie osiągnęli szerokiej rozpoznawalności, jednak krytycy i inni artyści doceniali ich innowacyjność i odwagę w łączeniu pozornie odległych stylów. Właśnie minęło trzydzieści lat od premiery ich debiutanckiego albumu – z tej okazji Trans Am zostają Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

 

W zależności od kontekstu pojęcie „szkoła chicagowska” może oznaczać wpływowe nurty w ekonomii, socjologii, czy architekturze; jeśli jednak usłyszymy je w rozmowie o muzyce, to prawdopodobnie będzie ono odnosić się do aktywnej w latach 90. lokalnej sceny z Wietrznego Miasta, która tworzyła pierwszą falę post-rocka. Jedną z jej centralnych postaci był John McEntire, perkusista grupy Tortoise, który pewnego razu natknął się na demo zespołu Trans Am.

Trio spod Waszyngtonu mogło być mu odległe geograficznie, ale bardzo bliskie artystycznie: Trans Am grali instrumentalną muzykę opartą z grubsza na rocku, ale dodawali do niej dźwięki syntezatorów oraz rozwiązania kompozycyjne zaczerpnięte od takich zespołów, jak Can, New Order czy Yes. McEntire od razu zaproponował im wyprodukowanie debiutanckiego albumu, wydanie go w zaprzyjaźnionej wytwórni Thrill Jockey oraz wspólną trasę koncertową z Tortoise. Trans Am nie zawiedli tego zaufania i szybko okazali się jednym z najciekawszych zespołów, które pojawiły się w ostatniej dekadzie XX wieku na amerykańskiej scenie alternatywnej.


Trans Am

1996

Thrill Jockey

Album Trans Am szybko został okrzyknięty sztandarowym przykładem post-rocka, jednak z perspektywy czasu widać, że styl zespołu dopiero zaczynał się na nim kształtować. Uwagę przykuwają przede wszystkim Ballbados czy Orlando, utwory bardziej powtarzające sprawdzone math-rockowe schematy od Slint i Don Caballero, niż poszukujące nowych rozwiązań. Warto jednak docenić też ostatni numer na płycie, American Kooter – prawie dziewięciominutową suitę z początku opierającą się o syntezatory rodem z soundtracków do starych filmów sci-fi, które z czasem ustępują miejsca podniosłym dźwiękom przesterowanej gitary. Pomimo niedoskonałości, Trans Am to pół godziny porządnego i ciekawego grania, które napędziło karierę zespołu i dało mu komfortowe możliwości do rozwoju własnego brzmienia.


Futureworld

1999

Thrill Jockey

Elektronika była obecna w muzyce Trans Am od samego początku, jednak dopiero na Futureworld, swojej czwartej płycie, zespół uczynił z syntetycznych dźwięków fundament swojej muzyki. Wśród swoich inspiracji członkowie grupy wymieniali Aphex Twina, Autechre, czy Kraftwerk — szczególnie wpływy tego ostatniego zespołu zaczęły być mocno słyszalne na rzeczonym albumie.

Trans Am po raz pierwszy wykorzystali wokale w swojej muzyce, przepuścili je jednak przez wokoder, co pomogło uzyskać retrofuturystyczny klimat wydawnictwa. Robotycznie śpiewane lub deklamowane teksty stały się od tej pory jedną z cech charakterystycznych twórczości zespołu. Nowością było też pojawienie się w kilku utworach automatu perkusyjnego. Taki ruch mógł zaskakiwać u formacji, która mocno polegała na gęstej i żywiołowej pracy perkusji Sebastiana Thomsona, ale każde ryzyko, które podjęto przy produkcji Futureworld, opłaciło się.


TA

2002

Thrill Jockey

Jaka jest najbardziej buntownicza i odważna rzecz, którą może zrobić zespół kojarzony z muzyką alternatywną? Nagranie płyty popowej, przystępnej, inspirowanej przebojami z lat 80. Tym właśnie było TA, najciekawszy i najbardziej polaryzujący album w dyskografii Trans Am. Dwa lata po eksperymentalnym Red Line zespół wydał krążek wypełniony lekkimi piosenkami czerpiącymi z synth-popu, electro, disco i post-punku. Taka wolta stylistyczna została dość negatywnie przyjęta przez krytyków, którzy odebrali nowy styl zespołu jako przesadzony i ironiczny. Intencje muzyków były jednak zupełnie inne, co po latach tłumaczył perkusista Sebastian Thomson w rozmowie z portalem The Skinny:

To była reakcja na post-rock. Ten cały post-rock był bardzo drętwy – bardzo mało zdjęć muzyków, wszystko bardzo poważne, przeintelektualizowane… a my się temu przeciwstawialiśmy. Myśleliśmy: dlaczego nie można tworzyć interesującej, innowacyjnej muzyki i wciąż się przy tym trochę pobawić? (…) Myślę jednak, że ludzie źle to interpretują – w naszej muzyce nic nie jest dla żartu.

Trans Am naprawdę uwielbiali nową falę oraz taneczną elektronikę. Byli świadomi tego, że nie wszyscy to zrozumieją, ale oni po prostu cieszyli się, że w końcu robią taką muzykę, jaka płynie im we krwi.

Jan Rostek